Dziennik Gazeta Prawana logo

Trudno będzie ściąć deficyt do 3 procent

19 lutego 2009, 17:59
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Jeśli pomysł rocznych osłon dla bezrobotnych spłacających kredyty spotkał się z aprobatą ekonomistów to do innych antykryzysowych propozycji rządu i opozycji nie są już nastawieni tak przychylnie.

Po zapoznaniu się z tymi propozycjami odnoszę wrażenie, że w istocie uprawiana przez rząd polityka jest tu wewnętrznie niespójna - twierdzi Stanisław Gomułka. Do tej pory rząd broni tylko poziomu deficytu "rządowego" Nie broni poziomu deficytu całego sektora finansów publicznych, Mało tego - przesuwając tam kolejne miliardy wydatków, w istocie - zwiększy ten deficyt. I rzeczywiście - Unia Europejska przewiduje wzrost deficytu polskich finansów publicznych z 2,5 do 3,6 proc. PKB. A to oznacza - skoro przekroczymy próg 3 proc. - że faktycznie posunięcia rządu są inne niż deklarowane. Przecież skoro rząd koncentruje się na niezwiększaniu tego wąsko pojmowanego deficytu, a - choćby przy okazji posunięć antykryzysowych - przyzwala na wzrost zadłużenia całych finansów publicznych państwa - to w jaki sposób chce nas wprowadzić do strefy euro w roku 2012? Przecież doskonale wie, że musimy zejść poniżej 3 procent i bez spełnienia tego warunku "poczekalnia" do euro- ERM II wydłuży nam się na kolejne lata.

Słowem - poważna sprzeczność czynów i deklaracji. Z jednej strony - szybciej do euro, a z drugiej - po realizacji założeń choćby programu antykryzysowego - a on przewiduje wydatek grubych miliardów złotych na rozmaite cele - o takim wejściu do strefy euro po prostu nie ma mowy.

Inni eksperci mają podobne obawy. Ekonomista Andrzej Rzońca pochwala np. dokapitalizowanie PKO BP. Ale także uważa, że za deklaracjami polityków nie idą czyny.

Cieszy generalna niechęć partii do zwiększania deficytu mówi Rzońca. Ale i tak wyraźnie widać bezradność partii wobec kryzysu. PiS czy PO, formułując szczegółowe zalecenia, tylko udają, że mają receptę na zaradzenie problemom gospodarki. A wszystko sprowadza się do tego, że państwo w okresie dobrej koniunktury nie zgromadziło rezerw, po które teraz mogłoby sięgnąć. Tymczasem jeśli teraz budżet miałby zwiększyć wydatki, to trzeba byłoby podnieść podatki lub jeszcze bardziej zadłużyć państwo. I jedno, i drugie rozwiązanie mogłoby - zamiast uratować - dobić gospodarkę.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj