Dziennik Gazeta Prawana logo

Kryzys azjatycki Polsce nie grozi

18 lutego 2009, 23:01
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
W przypadku kryzysu azjatyckiego deficyt wewnętrzny i dług zagraniczny przekroczyły poziom PKB. Kraje te nie były w stanie obsługiwać tego zadłużenia. Do tego banki centralne broniły kursów za wszelką cenę, ponosząc porażkę – mówi prof. Stanisław Gomułka.

Czy Europę Środkową ogarnia kryzs porównywalny z turbulencjami, w jakie wpadła Azja w 1997 i 1998 r.? Według zachodnioeuropejskich analityków tak. Kłopoty, jakie przeżywają kraje naszego regionu to niemal powtórka z dramatycznej końcówki XX wieku.

Tak twierdzi Lars Christensen, główny analityk duńskiego Danske Bank Group. Podobnego zdania jest cytowany wczoraj przez Financial Times Michael Wang z banku inwestycyjnego Morgan Stanley. To reminiscencja z azjatyckiego kryzysu z 1998 twierdzi Wang. Kraje Europy Wschodniej, tak jak wówczas tzw. azjatyckie tygrysy miały kłopoty ze spłatą zagranicznego zadłużenia, ich waluty traciły na wartości, a dynamika PKB była ujemna. Czy to jednak wystarczy, bo stawiać znak równości między naszym regionem a tym, co działo się w Azji ponad 10 lat temu?

Prof. Stanisław Gomułka, były wiceminister finansów, twierdzi, że nie. W przypadku kryzysu azjatyckiego mieliśmy do czynienia z sytuacją, kiedy deficyt wewnętrzny i dług zagraniczny przekroczyły poziom PKB. Kraje te nie były w stanie obsługiwać tego zadłużenia mówi Gomułka. Jest też inna różnica. Wówczas na rynkach azjatyckich kursy walut były sztywne i banki centralne broniły ich za wszelką cenę, ponosząc porażkę. My mamy kurs płynny, ustalany przez rynek dodaje Gomułka.

Przed tworzeniem takich analogii przestrzega też Jacek Wiśniewski, główny ekonomista Raiffeisen Bank Polska. Według niego, nasz kraj będzie wprawdzie notował w tym roku paroprocentowy spadek produkcji przemysłowej, a dynamika PKB być może siądzie do 1 proc., jednak porównwnia do kryzysu azjatyckiego są nieuzasadnione.

Podobnego zdania jest Marcin Piątkowski z Akademii L. Koźmińskiego, były poracownik Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Mamy w naszym regionie wyższe niż w przypadku Azji w tamtym okresie rezerwy walutowe. Po drugie większość zadłużenia naszych banków jest długiem w stosunku do spółek-matek, często o długim terminie zapadalności. Po trzecie jesteśmy częścią UE, co obniża ryzyko inwestycyjne. Po czwarte bezpośrednie inwestycje zagraniczne wciąż do nas płyną mówi Piątkowski. Tymczasem w Azji w dobie kryzysu praktycznie wygasły . Wreszcie jakość nadzoru i sytuacja sektora bankowego są znacznie lepsze niż w Azji. Do tej pory nasze nadzory sprawiły się lepiej niż w USA i w Europie Zachodniej dodaje Piątkowski.

Przyznaje jednak, że Polska może sama sobie nie poradzić z kryzysem walutowym. Kluczowa będzie współpraca z EBC, który mógłby wspomóc nasze rezerwy pożyczkami w euro mówi Piątkowski.

Rozmowa z prof. Stanisławem Gomułką str. 03ҽ

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj