Jakub Dymek: Kiedy patrzy pan na dzisiejsze Chiny, widzi pan przeglądającą się w nich naszą przyszłość?

Kai Strittmatter: Wcale. Wręcz przeciwnie, widzę w pewnym sensie powrót do przeszłości. Kiedy po raz pierwszy byłem w Chinach pod koniec lat 80., kraj ten się otwierał. A my jeszcze w początkach XXI w. wciąż wierzyliśmy w możliwość jego demokratyzacji. W Niemczech mamy powiedzenie „Wandel durch Handel”, „zmiana przez wymianę”. To przekonanie, że za zbliżeniem gospodarczym z autorytarnym państwem pójdzie również demokratyzacja czy liberalizacja.

Reklama
To się oczywiście nie wydarzyło.

Mało powiedziane. Kiedy przewodniczącym Komunistycznej Partii Chin został Xi Jinping, wprowadził zmiany, które wcześniej nikomu się nie śniły. Nie chodzi mi o to, że nie śniły się zachodnim analitykom – mówię o towarzyszach Xi z partii i chińskim społeczeństwie. Jego skuteczność i niebywała wprawa w podporządkowywaniu sobie wszystkiego była szokiem nawet dla komunistycznych elit. Oczywiście Chiny były dyktaturą nawet w czasach otwierania się na Zachód, w tych tzw. dobrych i optymistycznych czasach, które i ja podobnie wspominam. Przemiana dokonana przez Xi jest procesem, jakiego nie widziano od rządów Mao.

Pewnie zachodni filozofowie w rodzaju Jeremy’ego Benthama czy Michela Foucaulta byliby pod wrażeniem kraju, jakim są współczesne Chiny. Społeczeństwo panoptykonu, jedność państwa i przemysłu, produktywność…

Jeśli ktoś jest fanatykiem kontroli i wydajności, to owszem, zapraszam do Chin. Na Zachodzie nie brakuje ludzi zachwyconych ich sukcesami gospodarczymi i rozwojem. Chińskie społeczeństwo zaadaptowało nowe narzędzia cyfrowe, sztuczną inteligencję, technologie big data, z prawdziwą pasją. Tylko że w świecie bez znanych nam regulacji chroniących prywatność, rządów prawa, trójpodziału władz wyszło z tego coś jak z serialu „Czarne lustro”. Jak gdyby pozwolono firmom z Doliny Krzemowej rozwijać swoje zabawki bez żadnego skrępowania i namysłu nad konsekwencjami – tylko na większą skalę i z użyciem o wiele potężniejszych technologii kontroli i nadzoru. Być może kontrola poszła za daleko…

Kai Strittmatter dziennikarz, przez wiele lat był korespondentem w Chinach, pisał również z Turcji i Grecji

Autor gościł w Polsce w ramach festiwalu Literacki Sopot, poświęconego w tym roku literaturze i kulturze Niemiec
Reklama

CZYTAJ WIĘCEJ W WEEKENDOWYM WYDANIU MAGAZYNU DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ>>>