Jutro w sprawie KPO ma się odbyć spotkanie szefa rządu Mateusza Morawieckiego z posłami Solidarnej Polski. powiedział wczoraj premier.
Szanse na to, że Solidarna Polska zagłosuje za ustawą, są małe, ale premier chce, by z obozu Zjednoczonej Prawicy przynajmniej nie płynęły już sprzeczne komunikaty o KPO. Bo z jednej strony w ostatnim czasie widać medialną ofensywę PiS, czyli frakcji premierowskiej, która mówi o zaletach KPO i wiąże jego odblokowanie np. z ułatwieniem wydatkowania większych pieniędzy na zbrojenia, a z drugiej strony są ziobryści twierdzący, że KPO to nie żadne granty, tylko pożyczka na lichwiarskich zasadach. Ale nawet o ujednolicenie przekazu w mediach będzie trudno. wskazuje rozmówca z PiS.
Równolegle w obozie władzy, między PiS, Pałacem Prezydenckim a ziobrystami, cały czas trwają negocjacje dotyczące ewentualnych korekt w samym projekcie. Przypomnijmy, że zakłada on m.in. przekazanie spraw dyscyplinarnych sędziów SN i sądów powszechnych do NSA oraz modyfikację tzw. testu bezstronności sędziego (zgodę na test musiałby wyrazić skład orzekający, a badanie dotyczyć tylko konkretnej sprawy).
W trakcie tych negocjacji pojawiają się kolejne luźne pomysły i postulaty. Na przykład taki, że skoro sprawy dyscyplinarne sędziów SN i sądów powszechnych miałyby trafić do NSA, to należałoby zadziałać w drugą stronę i sprawy dyscyplinarne, którymi dziś zajmuje się NSA (sprawy dotyczące sędziów sądów administracyjnych czy służb mundurowych), przenieść do SN. tłumaczy polityk PiS. Z jednej strony takie rozwiązanie rozbrajałoby zarzut części sędziów (m.in. szefa Izby Odpowiedzialności Zawodowej Wiesława Kozielewicza), że po zmianach proponowanych w projekcie ustawy NSA miałby (kosztem SN) monopol w zakresie rozstrzygania spraw dyscyplinarnych. Z drugiej strony przeniesienie tego typu spraw z NSA do SN naraża PiS na konieczność renegozcjacji treści projektu z Brukselą oraz zarzut ze strony Komisji Europejskiej, że część z tych spraw będzie rozpatrywana przez tzw. neosędziów z nadania nowej KRS.
Konstytucjonalista Ryszard Piotrowski odrzuca ten pomysł. przekonuje konstytucjonalista.
Inne pomysły korekt dotyczą modyfikacji testu bezstronności. Jak pisaliśmy w zeszłym tygodniu w DGP, w rządzie rozważane są dodatkowe gwarancje, że korzystanie z testu bezstronności przez sąd nie oznacza jeszcze kwestionowania statusu sędziego. Tyle że z naszych ustaleń wynika, że pomysł ten nie budzi entuzjazmu ani w pałacu, ani w Solidarnej Polsce.
Mimo to plan obozu rządzącego wciąż zakłada, że projekt stanie na posiedzeniu Sejmu, które rozpocznie się 11 stycznia. Do tego czasu premier liczy na osiągnięcie wewnątrz własnego obozu kompromisu odnośnie do finalnego brzmienia projektu ustawy. Przy czym bardziej istotne niż stanowisko ziobrystów jest dla PiS nastawienie głowy państwa, bo jeśli ustawa wyjdzie z parlamentu, Andrzej Duda wciąż może ją zawetować. A taki sygnał prezydent już wysłał.
Rozmowy wciąż są prowadzone. mówi osoba z otoczenia prezydenta. Na razie jednak nasz rozmówca nie przesądza, czy uda się osiągnąć porozumienie. ucina. Z kolei ziobryści nie czują się przekonani i dalej zapowiadają głosowanie przeciwko ustawie. mówi współpracownik Zbigniewa Ziobry.
Losy ustawy mogą zależeć od głosów opozycji. Ta na razie zapowiada swoje poprawki, m.in. dotyczące przekazania spraw dyscyplinarnych do Izby Karnej SN, przywrócenia dawnego trybu wyboru KRS czy zniesienia tzw. ustawy kagańcowej. mówi Krzysztof Gawkowski, szef klubu Lewicy. Po tej stronie sceny politycznej właśnie pojawiło się jednak przekonanie, że w przyszłym tygodniu PiS nie ruszy z procedowaniem ustawy o SN, bo nie uda mu się wewnętrznie porozumieć wokół tej sprawy. – ocenia jeden z ludowców.