Przedstawiciele niemieckiej kultury, nauki, polityki i mediów wzywali w liście rząd do wstrzymania dostaw broni na Ukrainę i przekonanie jej, że dalszy opór militarny wywołuje jedynie "niekontrolowaną eskalacją wojny z nieprzewidywalnymi konsekwencjami dla całego świata".

Reklama

Zachodnioniemiecki pacyfizm

Przy takim pacyfistycznym tekście piosenki Weckera na pewno przyjemnie wspólnie pokołysać się na koncercie, w przyjemnej atmosferze – zauważa Michael Martens, publicysta "Frankfurter Allgemeine Zeitung" (FAZ). I zastanawia się, jaki wpływ może mieć taki tekst "na uwięzionych w Mariupolu? Na krewnych osób, zabitych ze związanymi rękami w Buczy i Irpieniu? Na matki ze Srebrenicy, których mężów i synów zamordowano, ponieważ Zachód nie przyszedł im z pomocą? Czy oni też chcą przytulić swoich oprawców?".

Reklama

Jak podkreśla Martens, pieśń Weckera jest zaledwie "jednym z wielu przykładów zachodnioniemieckiego pacyfizmu, który bezwarunkowo skapitulował przed złem".

"To idealna muzyka na marsz wielkanocny dla zastępów niemieckich rozjemców, którzy w tej wojnie są zdeterminowani, by pozostać pacyfistami, do ostatniego Ukraińca" – pisze Martens.

Ciężkie chwile dla pacyfistów

Dodaje jednak, że obecnie "nadeszły ciężkie chwile dla pacyfistów, ponieważ ich wiara straciła swoją niewinność".

Jak zauważa Martens, wezwanie do tworzenia pokoju, samemu będąc bezbronnym, z gitarą zamiast broni – wydaje się "nieznośnie cyniczne w obliczu rosyjskiej wojny, mającej na celu zniszczenie państwa i narodu ukraińskiego". "Może w niezamierzony sposób, ale hasła pacyfistów okazały się śmiertelne" – podkreśla.

"Putina nie pokona się przytulaniem"

Dodaje, że oczywiście w historii zdarzały się okoliczności, gdy pacyfizm mógł okazać się dobrym rozwiązaniem. "Kiedy europejskie imperia chciały siłą utrzymać swoje kolonie, więcej pacyfizmu ze strony Francji lub Wielkiej Brytanii byłoby dobre" – przekonuje i podkreśla, że mimo wszystko "Hitler nie został pokonany przez pacyfistyczne marsze wielkanocne, a wojsk Putina nie pokona się przytulaniem".

"Rozlew krwi na Ukrainie sprawił, że zwolennicy pseudo-pokojowych haseł (…) nie mogą już wywyższać się jako moralnie lepsi tylko dlatego, że są za pokojem. Trzeba uważnie spojrzeć, co oznacza bycie za pokojem w każdym indywidualnym przypadku" – uważa Mertens i podsumowuje: "Zapewnienie pokoju w czasie pokoju jest wciąż cenną wartością. Ale tam, gdzie nie da się pokoju utrzymać, priorytety muszą się zmienić".