Najbogatszy człowiek świata chce kupić Twittera i wycofać go z giełdy. Według Bloomberga, Elon Musk oferuje 54,20 dolara za akcję, co będzie go kosztować jakieś 43 miliardy dolarów. Wcześniej Musk został największym udziałowcem portalu, ale odmówił wejścia do rady nadzorczej. Zdaniem ekspertów, to kolejny etap "burzliwych" relacji miliardera z Twitterem - jest tam bowiem najbardziej obserwowanym użytkownikiem i często wrzuca memy, lub kłóci się z ludźmi.

Reklama

Musk grozi sprzedażą swojego pakietu akcji

Musk zresztą nie pomaga swojej ofercie. Zapowiedział m.in. przekształcenie siedziby Twittera w San Francisco w schronisko dla bezdomnych, obiecał też wielkie zmiany w portalu - m.in. wprowadzenie edycji wpisów czy przyznawanie automatycznej weryfikacji użytkownikom "premium". Twierdzi też, że sam portal - w jego obecnej formie umiera, nigdy nie będzie centrum wolności słowa i trzeba "uwolnić jego potencjał". Jednocześnie grozi, że jeśli transakcja nie dojdzie do skutku, to "rozważy bycie największym udziałowcem".

Co na to obecny zarząd portalu społecznościowego? Zdaniem analityków, uznają ofertę Muska za zbyt niską, bo kurs akcji Twittera sięgał jeszcze niedawno 70 dolarów.

Reklama