Protesty rozpoczęły się 2 stycznia w niewielkim, 80-tysięcznym mieście Żangaözen na zachodzie Kazachstanu. Pretekstem była podwyżka cen gazu LPG na stacjach benzynowych. Azattyk pisze, że ceny wzrosły z dnia na dzień ze 100 do 120 tenge (z 95 gr do 1,10 zł) za litr, w innych źródłach pojawia się kwota wyjściowa 60 tenge (55 gr). Na gazie jeździ duża część kierowców w zachodniej części kraju, zasobnej w złoża surowców energetycznych. Żangaözen to miasto, w którym w 2011 r. doszło do buntu na tle niskich zarobków, brutalnie stłumionego przez wojsko. Według różnych źródeł zginęło od 15 do kilkudziesięciu osób. Aż do tego roku było to najbardziej krwawe wystąpienie społeczne w historii niepodległego Kazachstanu.

Reklama

Żangaözen to problematyczne miasto. Duża część mieszkańców pracuje w branży naftowej i zarabia nieźle na tle reszty społeczeństwa. W efekcie ceny są tam wyższe niż średnia krajowa. Zatrudnieni poza sektorem energetycznym zarabiają jednak niewiele, czego efektem jest duże rozwarstwienie społeczne i pogłębiona frustracja gorzej zarabiających. Dodatkowo rodowici mieszkańcy regionu wywodzą się z tzw. Młodszego Żuzu, jednego z trzech Żuzów, czyli grup, które tworzą kazachskie klany. Młodszy Żuz czuje się dyskryminowany przez członków Starszego Żuzu, z którego wywodzi się Nazarbajew i większość elit. Powszechne jest tam przekonanie, że zyski z ropy i gazu służą elitom do budowy pełnych przepychu gmachów w stołecznym Nur-Sułtanie (nazwanym tak na cześć Nazarbajewa), który wygląda jak połączenie Dubaju z Moskwą, zamiast wspierać rozwój regionu.

Władze szybko obiecały przywrócenie kontroli państwa nad cenami LPG. Nie wystarczyło to jednak do uśmierzenia gniewu. Do haseł ekonomicznych dołączyły polityczne, znane z fali spokojniejszych manifestacji lat 2018–2020, a dotyczące demokratyzacji kraju. Furorę wzbudziło hasło „Szał, ket”, starcze, precz, wymierzone w Nazarbajewa. Protesty rozlały się na cały Kazachstan, zwłaszcza dawną stolicę Ałmaty. 5 stycznia prezydent Kasym-Żomart Tokajew ogłosił dymisję rządu i zapowiedział zmiany polityczne, jednak i ten krok pozostał niezauważony. Protestujący, pozbawieni liderów czy koordynatorów, zaczęli zajmować budynki administracji, przejściowo opanowali lotnisko w Ałmaty, zaatakowali media propaństwowe. Zdarzały się grabieże sklepów, a w środę wieczorem doszło do brutalnych starć z siłami porządkowymi.

Władze ogłosiły rozszerzenie stanu wyjątkowego na cały kraj. Zakazano wjazdu cudzoziemcom, na ulice wyprowadzono wojsko, któremu pozwolono na użycie broni palnej. 6 stycznia władze informowały o 13 zabitych przedstawicielach służb porządkowych i kilkudziesięciu ofiarach po stronie protestujących, którzy mieli zostać zastrzeleni podczas próby szturmu na siedzibę policji w Ałmaty. Propaganda zaczęła nazywać zbuntowanych Kazachów terrorystami, a Tokajew poprosił o pomoc wojskową sojuszników z Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB). Decyzja zapadła błyskawicznie; do Kazachstanu skierowano ok. 4000 żołnierzy, w tym 3000 Rosjan, 500 Białorusinów i mniejsze kontyngenty Ormian i Tadżyków. Kirgistan, ostatni członek ODKB, na razie się waha.

Reklama

Jaka była sytuacja w kraju przed protestami?

Protesty obaliły wizerunek Kazachstanu jako oświeconej autokracji, oazy stabilności w poradzieckiej Azji Centralnej. Nazarbajew rządził republiką, zajmującą 2,7 mln km kw., czyli niemal dziewięciokrotność terytorium Polski, od 1984 r., najpierw jako premier, potem I sekretarz partii, wreszcie prezydent. Jako lider młodego państwa zdołał uniknąć tarć etnicznych i religijnych, a nie było to proste, bo na północy, wzdłuż granicy z Rosją, mieszka w sposób zwarty kilka milionów Rosjan. Jego system, choć opierający się na rządach twardej ręki, fałszowaniu wyborów i zwalczaniu opozycji, był względnie łagodny na tle sąsiadów. Kazachstan nigdy nie był tak groteskową dyktaturą jak Turkmenistan, działacze opozycji nie byli brutalnie mordowani niczym w Uzbekistanie, nie było ślepych, masowych represji jak w Tadżykistanie. Nazarbajew uchronił też kraj przed anarchią, w którą od czasu do czasu pogrąża się względnie demokratyczny Kirgistan.

Reklama

Ceną był ścisły sojusz z Rosją. Kazachstan uczestniczył w niemal wszystkich rosyjskich inicjatywach integracyjnych, zachowując przy tym poprawne relacje z Chinami i państwami Zachodu, w tym z Polską. Nasza dyplomacja chętnie korzystała z pośrednictwa Kazachów, ostatnio podczas próby uwolnienia z białoruskich aresztów działaczy polskiej mniejszości. W efekcie udało się wydostać z Białorusi trzy działaczki; wciąż trwa walka o wolność najbardziej znanych zatrzymanych Andżeliki Borys i Andrzeja Poczobuta. Równolegle Nazarbajew prowadził stopniową politykę wzmacniania etnicznych Kazachów. Temu służyło powolne, ale skuteczne poszerzanie roli języka kazachskiego w dwujęzycznym oficjalnie państwie, rozpisany na lata plan przejścia z cyrylicy na alfabet łaciński czy przeniesienie stolicy z południowego Ałmaty do położonej na północy, czyli bliżej skupisk Rosjan, Astany (w 2019 przemianowanej na Nur-Sułtan).

Starzejący się, 81-letni dziś Nazarbajew zdecydował się przeprowadzić zmianę władzy jeszcze za swojego życia, co też odróżniło go od innych środkowoazjatyckich dyktatorów, którzy wolą rządzić do śmierci. W 2019 r. nowym prezydentem został dotychczasowy przewodniczący Senatu Kasym-Żomart Tokajew. Dotychczasowy przywódca zapewnił sobie jednak dalszy wpływ na losy państwa. Do przyznanego mu wcześniej przez parlament tytułu Jełbasy, Przywódcy Narodu, dodał dożywotnie przewodnictwo w Radzie Bezpieczeństwa, odpowiadającej za wyznaczanie ogólnych kierunków rozwoju państwa. Logika procesu sprawiła jednak, że Tokajew, umacniający własną pozycję, i przyzwyczajony do niepodzielnej władzy Nazarbajew musieli wejść sobie w drogę. Dodatkowo Tokajew nie spełnił oczekiwań liberalnej części społeczeństwa, że zmiana na stanowisku prezydenta umożliwi zmiany polityczne.

Co się dzieje z Nazarbajewem?

W reakcji prezydenta najbardziej zastanawiają zmiany kadrowe. Nazarbajew od początku protestów nie pojawił się publicznie ani nie wydał komunikatu dotyczącego buntu. Po raz ostatni widziano go 28 grudnia 2021 r. na spotkaniu z Władimirem Putinem. Tokajew tymczasem ogłosił przejęcie kontroli nad Radą Bezpieczeństwa. Nie wiadomo, na jakiej podstawie i zgodnie z jaką procedurą to się stało, ponieważ przepisy gwarantowały Nazarbajewowi dożywotnie sprawowanie tej funkcji. Pozostałe zmiany kadrowe świadczą o pozbywaniu się ludzi związanych z byłym prezydentem. Stanowiska stracili premier Askar Mamin, powołany na tę funkcję przez eksprezydenta na miesiąc przed przekazaniem władzy Tokajewowi, szef Komitetu Bezpieczeństwa Narodowego Kärym Mäsymow i jego zastępca Samat Äbysz (bratanek Nazarbajewa), sekretarz państwowy Kyrymbek Köszerbajew.

Na razie nie wiadomo, kto będzie nowym premierem. Na razie pracami rządu pokieruje wicepremier Älichan Smajyłow. Ale pozostałe awanse objęły najbliższych współpracowników Tokajewa. Dyrektorem bezpieki został dotychczasowy szef ochrony prezydenta Jermek Sagymbajew, a sekretarzem państwowym – pomocnik głowy państwa Jerłan Karin. Najwyraźniej Tokajew skorzystał z okazji, by umocnić własne wpływy. Na niekorzyść tej wersji przemawia wezwanie prezydenta do obcej interwencji, co świadczy o jego słabości i nie jest marketingowo korzystnym dla Tokajewa sygnałem dla elit. Pojawiają się plotki, że Nazarbajew nie żyje, jest ciężko chory albo wyjechał na leczenie zagraniczne. Pytanie, czy przesilenie polityczne odbywa się równolegle do buntu społecznego, a protesty dały Tokajewowi wygodny pretekst do działania, czy też manifestacje są bezpośrednio powiązane z rewolucją kadrową. Na razie nie znamy odpowiedzi na to pytanie.

Jaka jest rola Rosji?

Moskwa natychmiast zgodziła się na uruchomienie ODKB, choć dotychczas organizacja była na w pół uśpiona. W 2020 r. odrzucono choćby prośbę Erywania o pomoc w obliczu wojny z Azerbejdżanem o Górski Karabach, bo Azerowie nie zaatakowali międzynarodowo uznanego terytorium Armenii. Paradoksalnie, decyzję o wysłaniu wojsk do Kazachstanu ogłosił Nikol Paszinjan, premier Armenii sprawującej aktualnie przewodnictwo w Radzie ODKB. Paszinjan sam doszedł do władzy w wyniku ulicznych protestów, tymczasem teraz rosyjskie media państwowe piszą, jakoby to on podjął decyzję o użyciu sił pokojowych ODKB (choć decyzję podjęto na Kremlu).

Siły rosyjskie stanowią trzon oddziałów interwencyjnych, które oficjalnie nie mają być używane do bezpośredniego tłumienia protestów, a raczej do ochrony strategicznych obiektów państwowych. Otwarte pozostaje pytanie o cenę tak zdecydowanego wsparcia dla Tokajewa. Odpowiadająca za rosyjską propagandę Margarita Simonjan pisała o uznaniu aneksji Krymu, wycofaniu się z reformy alfabetu, przyznaniu rosyjskiemu statusu drugiego języka urzędowego (choć taki status ten język już posiada) i zerwania współpracy z wrogami Rosji. Pojawiają się też głosy o konieczności rewizji granic i przyłączenia do Rosji zamieszkanych przez Rosjan terenów północnego Kazachstanu (pisał o tym np. poseł Michaił Dielagin). Na razie należy to uznać raczej za element szumu informacyjnego niż oficjalne stanowisko Kremla.

Jakie będą skutki wybuchu w Kazachstanie?

Kryzys w Kazachstanie odwraca uwagę Rosji od Ukrainy. 3000 rosyjskich komandosów zaangażowanych w operację nie obniża wprawdzie potencjału wojskowego Moskwy, który mógłby być wykorzystany do eskalacji na Ukrainie, ale komplikuje rachunki polityczne. Wątpliwe, by Kreml zdecydował się na otwarcie drugiego frontu, dopóki nie będzie miał pewności, że sytuacja w Azji Centralnej została ustabilizowana. Wrogie działania wobec Kijowa, którymi Rosja straszy od jesieni ubiegłego roku, mogą zostać przesunięte w czasie lub ograniczone. Moskwa na pewno skorzysta za to z konfliktu, by umocnić własne wpływy w Kazachstanie. Tak jak w 2020 r. wykorzystała wojnę azersko-ormiańską czy kryzys polityczny na Białorusi, a wcześniej choćby konflikty w Libii, Republice Środkowoafrykańskiej czy Syrii.

Wydarzenia w Kazachstanie będą miały efekt mrożący dla innych regionalnych dyktatorów. Dotychczas przykład aksamitnego przekazania władzy przez Nazarbajewa wskazywano jako modelowy przebieg sukcesji, wzór do naśladowania dla Alaksandra Łukaszenki czy Władimira Putina. Teraz obaj przywódcy mogą zrewidować swoje plany. W krótkim terminie może to doprowadzić do odwołania lub przesunięcia planowanego jeszcze na tę zimę referendum o zmianie konstytucji na Białorusi. Z drugiej strony okazało się po raz kolejny, że stabilność reżimów autorytarnych jest krucha, ponieważ nie istnieją w nich znane z demokracji mechanizmy antykryzysowe w rodzaju uczciwych wyborów, parlamentu z silną opozycją, wolnych mediów czy niezależnych organizacji społecznych, mogących służyć jako mediatorzy.

Reakcja Zachodu jest na razie bardzo stonowana. Kraje demokratyczne apelują raczej o dezeskalację napięcia i pokojowe rozwiązanie konfliktu. Dla Stanów Zjednoczonych Kazachstan pod zwiększonym wpływem Rosji byłby mniejszym złem niż trafiający pod skrzydła wzmacniającego się w regionie Pekinu. Kryzys w tym państwie może być przy tym, choć nie musi, czynnikiem hamującym nie tylko agresję Rosji wobec Ukrainy, ale i Chin wobec Tajwanu. Trudne zadanie stoi za to przed Polską, która od 1 stycznia sprawuje przewodnictwo w Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. OBWE to naturalna platforma dla ewentualnej mediacji, a Polska, będąca częścią świata zachodniego, miała dobre relacje z władzami w Nur-Sułtanie. Kolejne otwarte pytanie dotyczy tego, czy nasza dyplomacja będzie zdolna do zaproponowania jakiegokolwiek rozwiązania kryzysu.