Europoseł PiS pytany przez tygodnik, "jak nazwać zachowanie wybranych w Polsce posłów do Parlamentu Europejskiego, którzy domagali się od niemieckiej szefowej Komisji Europejskiej bezprawnego karania naszego kraju", odparł: .
Jak wyjaśnił, "stosuję je do syndromu istniejącego w polskim społeczeństwie od I Rzeczypospolitej - domagania się przez wpływowe grupy, by władza w Polsce została przejęta przez podmioty zewnętrzne, które w domniemaniu są sprawniejsze, mądrzejsze, lepsze". - dodał.
Według niego, "dla części polskich elit Unia to upragniony, zewnętrzny suweren, który ucieleśnia postęp, dobrobyt, cywilizację, oświecenie i Zachód". - powiedział.
Na uwagę, że szef Europejskiej Partii Ludowej w europarlamencie Manfred Weber, "kordialnie dziękował szefowi PO Donaldowi Tuskowi za prounijną demonstrację z 10 października" (zorganizowaną w reakcji na wyrok TK, który uznał, że niektóre przepisy prawa UE są niezgodne z polską konstytucją), prof. Legutko odparł, że "Tusk i jego koledzy są w stanie zdobyć wyłącznie poparcie polityczne przeciw rządowi, a nie są w stanie zdobyć niczego na rzecz polskiego państwa".
- przekonywał.
Po uwadze, że prezes PiS Jarosław Kaczyński w rozmowie z tygodnikiem "Sieci" podkreślał, że ataków Brukseli na Polskę nie można analizować bez pytania o wpływy Rosji w Europie, prof. Legutko został zapytany, "ile dziś znaczy Putin w Europie".
Europoseł PiS ocenił, że "cała Europa Zachodnia jest de facto prorosyjska". - zaznaczył.
"Putin jest bliższy sercu europosła, niż Kaczyński"
Jak dodał, "+Klub Przyjaciół Rosji+ w europarlamencie ma się świetnie". - posumował prof. Legutko.