Igrzyska mają odbyć się w ścisłym reżimie sanitarnym - pisze Reuters. Zagraniczni fani nie będą mogli przyjechać do Japonii, a decyzja o tym, czy Japończycy będą mogli wejść na trybuny jeszcze nie została podjęta. Lekarze ostrzegają jednak, że w kraju, gdzie zaszczepionych jest zaledwie 5 proc. ludzi, to za mało. Gdy w kraju pojawią się sportowcy i oficjele z ponad 200 państw świata, Igrzyska stanowią niebezpieczeństwo - powiedział szef japońskiego związku lekarzy, Naoto Ueyama.

Reklama

Wszystkie mutacje koronawirusa, które istnieją na całym świecie, spotkają się tu w Tokio. Nie możemy wykluczyć tego, że połączą się one w jedną, nową mutację - dodał. Jeśli tak się stanie, to Olimpijski wirus stanie się potworną tragedią, a to, że władze dopuszczą do takiej mutacji, będzie krytykowane przez sto lat - zauważył.

Spór o igrzyska w Japonii

Są jednak głosy przeciw takiemu stanowisku. Zdaniem dyrektora Instytutu Zdrowia Populacyjnego z Londynu, Kenji'egp Shibuyi, nie można mówić o takim niebezpieczeństwie. Jego zdaniem, by powstała nowa mutacja potrzeba dużo więcej czasu, do tego większość sportowców i oficjeli będzie zaszczepiona.

Wokół Igrzysk trwa jednak polityczna burza. WIększość społeczeństwa i mediów domaga się odwołania zmagań. Władze twierdzą jednak, że taka decyzja przyniesie wymierne straty polityczne i gospodarcze Japonii, a obawy krytyków są przesadzone. n