Jeśli przyjrzeć się obecnie tworzonym prognozom dla Polski, to za trzydzieści lat Kraj nad Wisłą powinien być nieco pustawym obszarem, zaludnionym głównie przez głodujących staruszków. Według ogłoszonego w tym tygodniu raportu GUS: „liczba ludności w wieku 60 lat i więcej w Polsce w roku 2030 wzrośnie do poziomu 10,8 mln, a w 2050 r. wyniesie 13,7 mln”.

Reklama

Emerytura

Przyrostowi osób w zaawansowanym wieku mają towarzyszyć dwa wielkie spadki. O ile dziś wysokość emerytury w stosunku do średniej miesięcznej płacy wynosi ok. 56 proc., to za trzydzieści lat będzie to już tylko 28 proc. Powszechną nędzę wiekowych osób powiększy ogólny spadek ludności kraju z ok. 38 mln dziś do niewiele ponad 33 mln. Tyle najnowsze prognozy, co do których można mieć pewność, że w realnym życiu wszystko przebiegnie inaczej.

Wielkie przemiany demograficzne nie wyglądają bowiem jak ciągi cyferek ułożonych w długie linie proste. One bardziej przypominają nieustannie padającą mżawkę. Idący w niej człowiek nawet nie zauważa deszczu, aż nagle czuje, że jest przemoknięty do szpiku kości i wówczas przychodzi: katar, grypa lub galopujące zapalenie płuc. Brak też jednego wzorca dla przebiegu zmian, bo ogromna liczba różnorodnych czynników sprawia, że każde z demograficznych „trzęsień ziemi” wygląda inaczej. Łączy je przede wszystkim to, iż definitywnie odmieniają życie całych społeczności.

Irlandia Północna

W przypadku Irlandii zbliża się koniec zdawało się wieczystego podziału Zielonej Wyspy. Zapoczątkował go traktat pokojowy z Wielką Brytanią, na jaki 6 grudnia 1921 r. przystali przywódcy powstania wielkanocnego: Éamon de Valera oraz Michael Collins. Londyn rezygnował z okupacji wyspy i godził na to, by hrabstwa południowe utworzyły Wolne Państwo Irlandzkie, luźno stowarzyszone z Wielką Brytanią. Natomiast tam, gdzie od wieków osiedlali się: angielscy, szkoccy i walijscy emigranci decyzję oddano w ręce zwołanego wówczas Północnego Parlamentu. Ów opowiedział się za pozostaniem sześciu hrabstw w składzie Zjednoczonego Królestwa, nadając im nazwę: Irlandii Północnej. Na jej terenie podziały narodowe, polityczne i religijne zlały się praktycznie w jedno.

Potomkowie rdzennych Irlandczyków trwali przy katolicyzmie. Natomiast spadkobiercy osadników pozostawali członkami różnych kościołów protestanckich, jednocześnie niezmiennie opowiadając za unią ze Zjednoczonym Królestwem. Wedle spisu ludności z 1926 r. katolicy stanowili niewiele ponad 30 proc. mieszkańców Irlandii Północnej, będąc jednocześnie obywatelami drugiej kategorii, skazanymi na wykonywanie prostych prac fizycznych, bez widoków na awans, czy karierę. Kolejne dekady to cyklicznie powtarzające się bunty i akty terroru, prokurowane przez katolików z Irlandzkiej Armii Republikańskiej. Na co akcjami odwetowymi odpowiadali unioniści oraz brytyjskiej służby specjalne. Zamachy bombowe, masakry ludności cywilnej, operacje antyterrorystyczne, oto czym pasjonowali się: politycy, wyborcy, dziennikarze. Natomiast rzeczy przełomowe zupełnie nie przykuły ich uwagi.

Wedle spisu z 1961 r. katolicy stanowili nadal jedynie 34 proc. mieszkańców Irlandii Północnej. Niedługo potem do powszechnego użycia zaczęły wchodzić coraz bardziej różnorodne środki antykoncepcyjne. Protestanci je stosowali, natomiast Kościół katolicki surowo tego zakazywał. Stan permanentnej wojny domowej i chęć zachowania swej odrębności sprawiały, że północnoirlandzcy katolicy bardzo rygorystycznie podchodzili do nakazów Kościoła. W efekcie płodzili więcej dzieci. W 2011 r. katolików było tylko o 3 proc. mniej od protestantów. W tym roku są już większością.

Traf sprawił, że zbiegło się to z brexitem i zgodą Londynu, by granica między Irlandią a Irlandią Północną pozostała otwarta. Obowiązujące zaś od 1998 r. porozumienie wielkopiątkowe, które określiło warunki pokoju między protestanckimi unionistami a katolickimi republikanami zakłada, że o przyszłym statusie Irlandii Północnej zdecyduje referendum. Wprawdzie przerażeni unioniści grożą buntem, lecz po stu latach to oni są po raz pierwszy mniejszością. Wedle sondażu zleconego w styczniu 2021 r. przez „The Sunday Times” 51 proc. zapytanych mieszkańców Irlandii Północnej chciało referendum decydującego o porzuceniu Wielkiej Brytanii i zjednoczeniu z południem Zielonej Wyspy, natomiast 11 proc. się wahało. Tym sposobem demograficzna przemiana, jaka po cichu zaszła w ciągu półwiecza, okazuje się generować większe zmiany niż dekady krwawych zamachów terrorystycznych.

Francja

W tym samym czasie po drugiej stronie Morza Północnego francuscy wojskowi urządzają już prawdziwy festiwal epistolarny. Po liście otwartym emerytowanych generałów i oficerów tygodnik „Valeurs Actuelles” 9 maja opublikował kolejny. Tym razem sygnowało go za pośrednictwem Internetu aż 130 tys. „anonimowych żołnierzy”. Wielu z nich przedstawiało się jako weterani, którzy brali udział w misjach bojowych w Afganistanie oraz Afryce Środkowej. „Wojna domowa warzy się we Francji i doskonale o tym wiecie” – oznajmili całej klasie politycznej. „Widzimy przemoc w naszych miastach i miasteczkach. Widzimy, jak nienawiść do Francji i jej historii staje się normą” - dodali, oskarżając rząd Francji o uległość wobec ekspansji islamu.

Francuska rewolucja demograficzna miała swe korzenie w udanym eksperymencie, jakim było sprowadzenie na przełomie XIX i XX ponad 3 mln emigrantów z Włoch, Belgii, Polski. To oni stali się w III Republice ciężko pracującą klasą robotniczą i w ciągu jednego pokolenia całkowicie się zasymilowali. Gdy w latach 50. oraz 60. ubiegłego stulecia francuska gospodarka znów przeżywała okres rozkwitu i potrzebowała taniej siły roboczej, tym razem wchłonęła ok. 3 mln emigrantów z dawnych kolonii w Afryce Północnej. Wraz z nadejściem recesji w latach 70. robotnicy z Algierii i Maroka przestali być potrzebni. Jednak nie mieli już dokąd wracać. Zaczęli więc wieść nędze życie na przedmieściach wielkich metropolii. Podobnie, jak w przypadku katolików w Irlandii Północnej, najważniejszym czynnikiem jednoczącym oraz dającym im oparcie, stała się ich religia. Tymczasem islam ulegał wówczas coraz większej radykalizacji.

Reklama

W odwrotności do Polaków, czy Włochów, kolejne pokolenia przybyszy z krajów muzułmańskich nie zasymilowały się całkowicie. Wielki wkład w tym miała Arabia Saudyjska, przekazująca olbrzymie kwoty na masową budowę meczetów we Francji oraz opłacanie imamów, dbających o światopogląd młodego pokolenia.

Jako że do cna świecka V Republika podczas spisów powszechnych nie zadaje obywatelom pytania - jakiego są wyznania, niewiadomo ilu dokładnie muzułmanów mieszka w Kraju nad Sekwaną. Szacunki rządowe mówią o 4-5 mln (czyli ok. 7 proc mieszkańców Francji). Jednak np. zajmujący się od lat badaniem napływu migrantów profesor Collège de France François Héran, szacuje, iż (wliczając nielegalnych przybyszy) jest ich już ponad 8,5 mln. Przy czym proces ten przyśpiesza. Rząd Francji prowadząc statystyki dzietności odżegnuje się od eksponowania podziałów religijnych. Oficjalnie więc statystyczna Francuzka jak na dziś rodzi 1,88 dziecka (statystyczna Polka 1,4). Mniej skłonny do przestrzegania zasad „poprawności politycznej” amerykański ośrodek badawczy Pew Research Center oszacował, iż w latach 2015-2020 dzietność mieszkających we Francji muzułmanek wynosiła 2,9. To oznacza, że prawdziwa rewolucja demograficzna wydarzy się dopiero za kilkanaście lat, a jednak nad Sekwaną już zaczyna pachnieć wojną nie tyle domową, co religijną.

Japonia

Na tym tle odcinająca się od napływu emigrantów Japonia, jawi się jak prawdziwa oaza spokoju. Tyle tylko, że towarzyszy temu powolna agonia niegdyś najbardziej innowacyjnej i ekspansywnej gospodarki Dalekiego Wschodu. Z racji malejącej liczby narodzin, wedle prognoz demograficznych, liczba mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni zmniejszy się ze 125 mln obecnie do 107 mln w 2050 r. Jednym słowem Japończycy wymierają zupełnie jak rdzenni Polacy. Jednocześnie położenie geograficzne umożliwia im skuteczne powstrzymywanie napływu obcych.

Szybkiemu starzeniu się społeczeństwa okazuje się towarzyszyć zanik innowacyjności, zastój gospodarczy, rosnąca bierność, wreszcie masowe ubożenie. Wedle rządowych statystyk już ponad 15 proc. Japończyków żyje w nędzy (nieoficjalne wyliczenia mówią, że jest ich dużo więcej). Chcąc sobie uświadomić skalę regresu warto rzucić okiem na listę koncernów, które jeszcze całkiem niedawno trzęsły światową gospodarką: Honda, Mazda, Mitsubishi, Daihatsu, Casio, JVC, Sony, Hitachi, Toyota. Dziś fason trzyma jeszcze Toyota, reszta oddała pola konkurentom z Chin, USA i Korei Południowej. Społeczeństwo zdominowane przez starców nie ma siły się rozwijać, zastyga więc w bezruchu nim w coraz szybszym tempie zacznie samo w sobie się zapadać.

Co w Polsce?

Rewolucje demograficzne w Irlandii Północnej, Francji i Japonii to trzy zupełnie różne modele, które doświadczyły 50 - 70 lat pogłębiających się trendów demograficznych nim osiągnęły stan obecny. W Polsce analogiczny proces przemian przebiega jakieś trzy razy szybciej, a za sprawą pandemii jeszcze przyśpieszył. Jako że III RP nie jest samotną wyspą, jej mieszkańcom nie zostanie dany japoński luksus spokojnego wymierania. Nie grożą też na razie wstrząsy jak w Irlandii Północnej, czy Francji. Mimo to wielka zmiana czeka już za progiem i jedyne, co jest pewne to to, iż nie będzie ona wyglądała tak, jak zapisano w prognozie GUS.