PIE to kolejna instytucja, która przygląda się zgonom w 2020 r. i analizuje, z czego wynika różnica między oficjalną liczbą tych zakwalifikowanych jako covidowe (28,5 tys.) oraz ogólnie stwierdzoną nadmierną śmiertelnością (58,5 tys.).
Reklama
Autor opracowania Adam Czerwiński zwraca uwagę na dwa elementy. ‒ Pierwszym z nich jest niedoszacowanie zgonów z powodu COVID-19, które wynika przede wszystkim z tego, że nie testuje się osób zmarłych, więc śmierć osoby, u której nie stwierdzono COVID-19 za życia, nigdy nie będzie figurować w oficjalnych statystykach jako związana z tą chorobą ‒ podkreśla ekspert. Drugi czynnik to zgony z powodu innych chorób spowodowane ograniczonym dostępem do opieki zdrowotnej.
To nie tylko nagłe przypadki, lecz także np. śmierć z powodu niewykrytych na czas chorób przewlekłych oraz zgony pacjentów, u których standardowe ścieżki leczenia i monitorowania stanu zdrowia zostały zaburzone ‒ dodaje. Zdaniem analityka ten ostatni element w większym stopniu przyczynił się do tzw. górki śmiertelności.