Są argumenty za tym, że w polityce klimatyczno-energetycznej Berlina więcej było ostatnio zielonego PR-u niż twardych zmian w kierunku niskoemisyjnej gospodarki. Krytycy niemieckiej Energiewende, której elementem jest stawianie na rozproszone źródła energii i jednoczesne wygaszanie elektrowni węglowych i jądrowych, wskazują wręcz, że w przyjętym harmonogramie transformacji energetycznej efektem szybkiej likwidacji atomu - ostatni tego typu blok ma zostać wyłączony za niecałe dwa lata - będzie czasowy wzrost wytwarzania prądu z paliw kopalnych, zwłaszcza węgla brunatnego i gazu.
Reklama

Warunki gry w Europie się zmieniają

Ale wraz z przyjęciem w UE nowych celów klimatycznych na rok 2030 warunki gry w Europie się zmieniają. Z celami na rok 2020 Niemcy wyrobili się na styk. Plany redukcji emisji o co najmniej 55 proc. względem 1990 r. (zamiast wcześniejszych 40) i wyjście z UE stosunkowo dobrze radzącej sobie z dekarbonizacją Wielkiej Brytanii, które oznaczać będzie relatywny wzrost obciążeń dla poszczególnych krajów.