– mówi DGP Dominika Walczak, rzeczniczka prasowa Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego. Przyznaje, że niezadowolona z rozstrzygnięcia spółka – Cefarm Śląski sp. z o. o. – przysyłała również do GIF pisma zawierające groźby pociągnięcia do odpowiedzialności materialnej urzędników państwowych.
Przekroczenie limitu
Sprawa dotyczy aptek występujących pod szyldem "Dr.Max”, zlokalizowanych w Kamieńsku i Radomsku. Zezwolenie na ich prowadzenie uzyskała spółka Medycyna i Farmacja. Została ona następnie przejęta przez Cefarm Śląski. I pojawiła się wątpliwość: czy doszło do sukcesji zezwoleń na prowadzenie placówek? Zdaniem przedsiębiorcy – jak najbardziej. Inaczej jednak sprawę ocenił wojewódzki inspektor farmaceutyczny. Zauważył m.in., że wówczas nowy właściciel miałby ponad 1 proc. aptek w województwie, a to jest niedozwolone w świetle prawa. Po długotrwałym postępowaniu – najpierw administracyjnym, a potem sądowym – Naczelny Sąd Administracyjny przyznał rację organowi (oceniano jedną z aptek, lecz stany faktyczne były niemal bliźniacze).
– mówi DGP Romuald Boguszewski, łódzki wojewódzki inspektor farmaceutyczny.
Jego decyzja z 14 września 2020 r. została przez spółkę zaskarżona. 5 listopada 2020 r. GIS utrzymał ją. Dominika Walczak tłumaczy, że unieruchomienie aptek jest naturalną konsekwencją orzeczenia NSA. Nie można bowiem prowadzić placówki, gdy się nie posiada zezwolenia.
Szkopuł w tym, że spółka z działaniem inspekcji się nie zgadza. W piśmie do łódzkiego inspektora, nazwanym "zawiadomienie o możliwości wystąpienia straty oraz ustalenia osobistej odpowiedzialności za powstałą szkodę”, twierdzi, że jeśli inspektor nie podejmie w ciągu dwóch dni działań zmierzających do przywrócenia aktywności aptek, to narazi się na konieczność zapłaty niemal 3 mln zł. Bo taka powstanie szkoda po stronie spółki. Jej prezes zarządu wprost wskazuje, że chodzi o odpowiedzialność osobistą, czyli nie Skarbu Państwa, lecz konkretnie Romualda Boguszewskiego. Boguszewski się nie ugiął. W piśmie, które wysłał do spółki, wyjaśnia, że decyzję podjął zgodnie z obowiązującym prawem. A winny sytuacji spółki na pewno nie będzie organ.
Niech się boi
– komentuje Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.
Jego zdaniem to kolejny już przypadek takich praktyk. I widać po nim bezsilność państwa, które nie potrafi skutecznie przeciwdziałać patologiom.
– zaznacza Tomków.
Zupełnie inaczej sprawę postrzega Marcin Piskorski, prezes Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET, skupiającego sieci apteczne. Jego zdaniem wyrok NSA jest niezrozumiały i sprzeczny z dotychczasową linią orzeczniczą.
– przekonuje. Dodaje też, że patrząc na szerszy kontekst (właściciele aptek sieciowych od kilkunastu miesięcy utyskują, że inspekcja farmaceutyczna działa niewłaściwie), trudno dziwić się, że strony coraz częściej myślą o tak daleko idących rozwiązaniach.
zauważa Piskorski.
Próbowaliśmy skontaktować się z przedstawicielami opisywanej sieci aptek, jednak nie uzyskaliśmy komentarza.
Temat zastraszania inspektorów farmaceutycznych przez rynkowe podmioty poruszaliśmy na łamach DGP wielokrotnie. W głośnym tekście "Bezprawie. Sieci apteczne od środka" (DGP z 4 listopada 2016 r.) ujawniliśmy, na podstawie pozyskanych e-maili wymienianych przez pracowników największych korporacji aptecznych w Polsce, metodę działania niektórych podmiotów.
– pisał w wiadomości członek zarządu dużej sieci aptecznej do jednego ze swoich współpracowników. Co oznacza "ogarnięcie kancelarii"? Polega najczęściej na zleceniu zatrudnionym prawnikom wniesienia prywatnego aktu oskarżenia przeciwko inspektorowi farmaceutycznemu. Zarzut z art. 231 kodeksu karnego, czyli przekroczenie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego. W uzasadnieniu prawnicy wskazują np., że inspektor uporczywie nęka kontrolami wyłącznie jedną firmę albo sugeruje, iż skończy kontrolę, jeśli otrzyma łapówkę.
– opowiadał nam wówczas jeden z byłych pracowników sieci. I dodawał, że tajemnicą poliszynela jest, iż oskarżeni funkcjonariusze pozostawieni są sami sobie.
W jednym z e-maili zawarto z kolei krótki raport adwokata reprezentującego sieć apteczną. Informował w nim, że oskarżony inspektor podczas przesłuchania sprawiał wrażenie przejętego sprawą. – odpisał jednemu z pracowników sieci do kilku kolegów z pracy.
Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów Tomasz Chróstny poinformował, że hurtownie farmaceutyczne (Neuca, Przedsiębiorstwo Dystrybucji Farmaceutycznej Slawex, Farmacol Serwis oraz Farmacol Logistyka) mogły wymieniać pomiędzy sobą informacje na temat cen leków w aptekach. Miało to się odbywać za pomocą używanego przez hurtownie oprogramowania. Jeśli zebrany materiał potwierdzi podejrzenia, wówczas prezes UOKiK rozpocznie postępowanie antymonopolowe i postawi zarzuty konkretnym podmiotom. Za udział w porozumieniu ograniczającym konkurencję grozi kara finansowa w wysokości do 10 proc. obrotu przedsiębiorcy. Menedżerom odpowiedzialnym za zawarcie przez przedsiębiorcę zmowy grozi z kolei kara pieniężna w wysokości do 2 mln zł.