Dziennik Gazeta Prawana logo

Kryzys śmieciowy? Widmo odpadów zalegających na ulicach coraz bardziej realne

10 listopada 2020, 08:17
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Śmieci. Odpady
<p>Śmieci. Odpady</p>/ShutterStock
Choruje coraz więcej pracowników instalacji, do których trafiają odpady komunalne. Realne jest ryzyko ich zamknięcia. Tymczasem wygasły przepisy, które miały być dla branży kołem ratunkowym.

Kiedy wprowadzano przepisy pierwszej tarczy antykryzysowej (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 1842) na początku kwietnia, koronawirusa wykrywano u pojedynczych pracowników. Dziś nie ma dnia, w którym ktoś z załogi nie musiałby przejść na kwarantannę lub nie miał pozytywnego wyniku testu. W tym tempie może wkrótce zabraknąć rąk do pracy – alarmują przedstawiciele branży odpadowej.

– mówi Magdalena Sułek-Domańska z Koalicji BHP służb komunalnych.

Dlatego następnym etapem może być wstrzymanie pracy całych zakładów.

Co będzie to oznaczało w praktyce? Byłby to początek kryzysu śmieciowego: rozkładające się odpady mogłyby tygodniami zalegać na ulicach. W dodatku jeśli instalacje wstrzymają pracę, część surowców – np. papier – może stracić swoją wartość. A to będzie dotkliwy cios dla branży recyklingu, która już teraz ma mocno pod górkę z powodu wahań cen na rynku.

Dmuchanie na zimne się nie przydało

Przed czarnym scenariuszem branża przestrzegała jeszcze na początku pandemii, gdy liczba zachorowań była nieporównywalnie mniejsza. Na szczęście do wykolejenia się systemu komunalnego nie doszło. Mimo że w pierwszych tygodniach pandemii wiele samorządów (m.in. Chorzów, Żory, Górczyce, Oleśnica) wstrzymało odbiór niektórych frakcji odpadów lub zamknęły swoje PSZOK-i, długofalowych problemów w skali kraju nie było.

Dziś sytuacja jest jednak poważniejsza, a co gorsza, utraciły ważność przepisy (obowiązujące od 1 kwietnia), które miały być ratunkiem na wypadek, gdyby wstrzymanie lub ograniczenie pracy instalacji komunalnych było konieczne z powodu braków kadrowych.

Mowa o specjalnych uprawnieniach, z których mogliby skorzystać – na wniosek przedsiębiorców lub gmin – wojewodowie. Dotychczasowe przepisy pozwalały im dopuścić do odstępstw od rygorystycznych zasad dotyczących selektywnej zbiórki, np. dać gminom tymczasowe prawo do zbierania mniej niż pięć frakcji, co pozwoliłoby ograniczyć liczbę przejazdów śmieciarek (patrz: infografika). Za zgodą wojewody możliwe byłoby również skierowanie odpadów bezpośrednio na składowisko lub do spalarni bez konieczności sortowania w instalacjach.

Przepisy ani razu nie zostały użyte, bo wojewodowie nie udzielali zezwoleń podczas pierwszej fali epidemii. Niektóre urzędy, m.in. na Mazowszu i na Podkarpaciu informują, że wnioski od przedsiębiorców i gmin w ogóle do nich nie wpływały. Jednak nawet tam, gdzie zgłaszano potrzebę zawieszenia selektywnej zbiórki, zgody nie było.

Zakłady wciskają hamulec

Rozwiązania z tarczy miały być oczywiście tymczasowym wentylem bezpieczeństwa. Sęk w tym, że dziś go brakuje, choć zagrożenie narasta – przepisy automatycznie wygasły bowiem po 180 dniach od wejścia w życie ustawy, czyli pod koniec września.

Apel o szybkie załatanie tej legislacyjnej dziury wystosowali już przedstawiciele zrzeszającej właścicieli sortowni i instalacji komunalnych Rady Przedstawicieli Regionalnych Instalacji Przetwarzania Odpadów Komunalnych (RIPOK) oraz eksperci ze Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Zwrócili się do rządu o przygotowanie rozwiązań prawnych na różne scenariusze – na wzór przepisów obowiązujących od 1 kwietnia.

– mówi Piotr Szewczyk, przewodniczący Rady RIPOK.

Dlatego też przedsiębiorcy samodzielnie opracowują plan działania na wypadek, gdyby zabrakło kluczowych dla tej branży pracowników: kierowców i ładowaczy. W pierwszej kolejności byłoby to przejście do zbiórki wyłączenie odpadów komunalnych zmieszanych i bio. Na swoją kolej zaczekać musiałyby odpady wielkogabarytowe.

– mówią przedstawiciele branży.

Wdrażają wewnętrzne procedury, które mają zminimalizować ryzyko zakażenia. Są też otwarci na współpracę.

– mówi Karol Wójcik, przewodniczący Rady Programowej Związku Pracodawców Gospodarki Odpadami.

Droga na skróty?

Nie wszyscy są jednak zwolennikami poluzowywania obecnych wymogów, nawet jeżeli miałoby to być tylko tymczasowe rozwiązanie.

– mówi chcąca zachować anonimowość osoba z branży odpadowej.

Zmian obawia się też branża recyklingu, która utraciłaby tym sposobem dostęp do surowca będącego podstawą ich biznesu. A ich sytuacja i tak jest już trudna, biorąc pod uwagę, jak spadły ceny ropy, co sprawiło, że wielu firmom bardziej opłaca się produkować nowe produkty z plastiku, niż korzystać z recyklatu powstałego z przetworzonych odpadów.

Przeciwnicy tych rozwiązań ostrzegają też, że odchodząc od sortowania, zniweczymy ogrom pracy włożonej w edukację. To odbije się nam czkawką w przyszłych latach, gdy będziemy płacić kary za niewywiązanie się z wyśrubowanych poziomów recyklingu, a budżet państwa obciąży nowy unijny podatek od plastiku niepoddanego recyklingowi, który będzie obowiązywał już od stycznia. Wynosi on 0,8 euro za kilogram i może kosztować budżet państwa łącznie 1,7-2,7 mld zł rocznie.

Zapytaliśmy Ministerstwo Klimatu i Środowiska, czy pracuje nad nowymi antykryzysowymi przepisami dla branży. Do zamknięcia tego wydania nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj