Negocjatorzy Parlamentu Europejskiego i reprezentującej państwa członkowskie niemieckiej prezydencji w Radzie UE ogłosili, że wypracowali porozumienie w sprawie mechanizmu praworządności w budżecie UE. Pod naciskiem eurodeputowanych zaproponowane rozwiązania zostały wzmocnione. Wprowadzono m.in. zapisy, które mówią, że Komisja Europejska będzie mogła uruchomić mechanizm prowadzący do sankcji przy zagrożeniu dla niezależności sądownictwa.

Reklama

- Po pierwsze nie jest to zgodne z ustaleniami szczytu lipcowego, bo - jak rozumiem - nasz premier przedstawił wyraźne stanowisko Polski w tej sprawie. Wyraźne stanowisko przedstawiły również Węgry - powiedziała PAP europosłanka z list PiS Beata Kempa.

- Szczyt UE był bardziej powściągliwy. To, co proponuje niemiecka prezydencja, licząc na wsparcie Parlamentu Europejskiego, wychodzi z całą pewnością poza ustalenia szczytu - dodał eurodeputowany PiS Ryszard Czarnecki.

Politycy Prawa i Sprawiedliwości zwracają uwagę, że mechanizm nie uwzględnia tego, że UE nie ma definicji praworządności, a kraje UE różnie interpretują to pojęcie. - Nie mamy fundamentu, na którym moglibyśmy się oprzeć - stwierdziła Kempa.

Jej zdaniem, mechanizm ma służyć temu, by wywrzeć olbrzymią presję na Polskę w kwestiach związanych z - jak powiedziała - "tak zwanymi wartościami europejskimi". Była minister zaznaczyła, że specjalnie mówi o "tak zwanych wartościach", bo polskie władze zupełnie inaczej rozumieją wartości, na gruncie których powstała UE, niż niektórzy politycy unijni, jak choćby szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen.

W ocenie deputowanej Solidarnej Polski mechanizm ma być instrumentem szantażu wobec polskiego państwa, który ma służyć wymuszeniu prowadzenia lub zaniechania określonych reform, jeśli te nie będą zgodne z ideologią liberalno-lewicową.

- To niedopuszczalne. Powinniśmy bardzo jasno powiedzieć, że nie pozwolimy na tego typu praktyki wobec nie tylko naszego, ale też żadnego innego kraju. To jest dyktat Brukseli, próba uzurpowania sobie kompetencji, których KE nie ma. To pachnie po prostu dyktaturą - oceniła Kempa.

Eurodeputowana przypomniała w tym kontekście o art. 4 Traktatu o UE, który mówi, że wszelkie kompetencje nieprzyznane Unii w traktatach należą do państw członkowskich.

Ryszard Czarnecki zaznaczył, że porozumienie negocjatorów PE i niemieckiej prezydencji nie jest decydujące. - Najważniejsze jest stanowisko Rady, a więc państw narodowych, państw członkowskich. Jeżeli one to odrzucą, to nici z porozumienia. Diabeł tkwi w szczegółach, a wiec na pewno rząd będzie uważnie do tego podchodził - wskazał deputowany. Przypomniał przy tym, że Rada UE ma zdecydowanie bardziej powściągliwe stanowisko w tej kwestii od Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej.

Zgodnie z porozumieniem negocjatorów ostateczną decyzję o zamrożeniu dostępu do środków w razie wystąpienia problemów z praworządnością będą podejmować państwa członkowskie większością kwalifikowaną. Rozwiązania, co do których porozumieli się negocjatorzy, muszą jeszcze finalnie zatwierdzić Parlament Europejski i Rada UE.