Dziennik Gazeta Prawana logo

Wielkie wydawanie na walkę z COVID-19. Rząd zwiększy zadłużenie o blisko 200 mld zł

29 kwietnia 2020, 07:10
Ten tekst przeczytasz w 7 minut
Mateusz Morawiecki
<p>Mateusz Morawiecki</p>/Shutterstock
Rząd jest gotów zwiększyć zadłużenie państwa o blisko 200 mld zł. Gros z tej kwoty to pieniądze na utrzymanie na powierzchni firm i ich pracowników

Państwo płaci cenę za epidemię

Kryzys doprowadzi do 3,4-proc. recesji w tym roku, powiększenia dziury w finansach publicznych do 8,4 proc. PKB i wzrostu zadłużenia. Ale dla gospodarki to dobrze, że państwo dużo wydaje

DGP jako pierwszy poznał główne założenia aktualizacji programu konwergencji. To dokument, który każdy kraj członkowski UE musi wysłać do Brukseli do końca kwietnia i pokazać w nim stan swoich finansów.

Zamrożenie wielu branż i sektorów w celu opanowania epidemii mocno uderzy w gospodarkę i doprowadzi do pierwszej od początku lat 90. recesji. Według rządowych prognoz PKB ma spaść w tym roku o 3,4 proc. Zmniejszą się również konsumpcja oraz inwestycje, a także eksport. To z kolei doprowadzi do gwałtownego pogorszenia stanu finansów państwa. Deficyt ma się zwiększyć w tym roku do 8,4 proc. PKB z 0,7 proc. na koniec ubiegłego roku. W górę, o ponad 9 pkt proc., pójdzie też dług publiczny i wyniesie 55,2 proc.

– mówi DGP Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Ważne, że w kryzys weszliśmy ze stabilnymi finansami publicznymi. Dług w 2019 r. spadł do 46 proc. PKB i był najniższy od ponad dekady. Także deficyt na poziomie 0,7 proc. był historycznie jednym z najmniejszych. To efekt uszczelnienia systemu podatkowego i dobrej koniunktury gospodarczej.

– podkreśla w rozmowie z DGP Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium.

Kryzys poturbuje wiele gospodarek, a rządy silnie zwiększają wydatki, by chronić firmy i miejsca pracy. Widać to m.in. u naszego głównego partnera handlowego. Niemcy od 2012 r. nie miały deficytu. Od sześciu lat notują nadwyżkę. W tym roku przewidują, że dziura w ich finansach wyniesie ponad 7 proc. PKB, a dług zwiększy się do około 75 proc. PKB.

Gwałtowne pogorszenie stanu finansów państwa dotknie wszystkie kraje zmagające się z epidemią koronawirusa. Zamrożenie gospodarki silnie ograniczy aktywność przedsiębiorców. To oznacza, że zdecydowanie niższe będą wpływy do publicznej kasy, a z drugiej strony rząd musi istotnie zwiększyć wydatki związane ze wsparciem dla pracodawców i ochroną miejsc pracy, które zostały przygotowane w ramach tzw. tarczy antykryzysowej.

Deficyt lekarstwem na wirusa

Dlatego dziura w sektorze instytucji rządowych i samorządowych (liczona także z podsektorem ubezpieczeń społecznych) sięgnie 8,4 proc. PKB, a dług publiczny urośnie do 55,2 proc. PKB. Deficyt znajdzie się więc powyżej unijnego limitu 3 proc. PKB. To dzisiaj nie problem, bo kraje UE zgodziły się, że nie będzie na tej podstawie wszczynana procedura nadmiernego deficytu, co prowadziłoby do konieczności szukania oszczędności w budżetach i jeszcze pogłębiłoby recesję.

Szacunki deficytu są w dużej mierze zgodne z tym, co przewidywali eksperci.

– ocenia Piotr Bielski, dyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych w Santander Bank Polska. Zwraca uwagę, że rządowe prognozy zostały zapewne ułożone, przy założeniu, że działa tarcza antykryzysowa w obecnej postaci. Ale jeśli okaże się, że trzeba będzie zwiększyć skalę pomocy, to odpowiednio wzrosną skutki dla finansów publicznych.

Deficyt znajdzie się powyżej unijnego limitu 3 proc. PKB

Na razie dobrą wiadomością jest, że dług ma się znaleźć poniżej limitu obowiązującego w UE (60 proc. PKB). Wiele krajów Unii Europejskiej nie będzie mogło tego powiedzieć o swoim zadłużeniu. W Niemczech ma ono sięgnąć w tym roku 75 proc. PKB. W Austrii, która przez ostatnie dwa lata też miała górkę w swoich finansach, epidemia koronawirusa doprowadzi do 10 proc. deficytu i 80 proc. długu.

Wzrost długu publicznego w Polsce o ponad 9 pkt proc. oznacza, że nominalnie zwiększy się on o około 200 mld zł. Nie oznacza to jednak, że taka będzie wielkość potrzeb pożyczkowych państwa, czyli tego, co minister finansów musi pozyskać ze sprzedaży obligacji. Zgodnie z unijną metodologią liczenia zadłużenia musimy do niego zaliczyć także obligacje, które będzie sprzedawał Polski Fundusz Rozwoju, który ma pozyskać 100 mld zł na tarczę finansową, czy Bank Gospodarstwa Krajowego, który pożycza na rynkach pieniądze na potrzeby będącego w dyspozycji premiera Funduszu Przeciwdziałania COVID-19.

– podkreśla nasz rozmówca z rządu.

Zdaniem Piotra Araka, dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego, dyskusja o limitach zadłużenia czeka nas, kiedy uporamy się z najostrzejszą fazą kryzysu.

– podkreśla.

Ograniczyć skalę recesji

Tak jak już wcześniej sygnalizowali przedstawiciele Ministerstwa Finansów, rząd spodziewa się recesji w tym roku, choć nie tak głębokiej, jak prognozują niektóre instytucje, choćby Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Oficjalna rządowa prognoza to spadek PKB o 3,4 proc. Uderzenie nastąpi we wszystkie te obszary, które do tej pory decydowały o gospodarczym sukcesie. Przede wszystkim w konsumpcję prywatną i eksport. Wydatki gospodarstw domowych mają spaść, co będzie pochodną pogarszającej się sytuacji na rynku pracy. Choć rząd nie zakłada jakiegoś drastycznego spadku zatrudnienia, to jednak spodziewa się, że firmy będą je utrzymywać kosztem płac. A to bezpośrednio przełoży się na popyt w kraju. Ale walka z epidemią w innych krajach, której forma jest przecież podobna do polskiej, oznacza również załamanie popytu zewnętrznego. Rząd zakłada także spadek inwestycji, szczególnie prywatnych, które i przed pandemią nie były raczej mocną stroną gospodarczego wzrostu.

Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium, mówi, że trudno jest dziś ocenić, czy przy zastosowaniu tak dużego impulsu fiskalnego, jaki przyszykował rząd, recesja na poziomie 3,4 proc. to dużo czy mało. Sam impuls jest pokaźny, jeśli przyjąć za punkt wyjścia przedpandemiczną prognozę na ten rok (deficyt w wysokości 1,2 proc. PKB), to walka ze skutkami epidemii będzie nas kosztować 7,2 proc. PKB. To więcej niż na Słowacji (około 7 proc. PKB) czy w Czechach (5 proc. PKB).

– mówi ekspert. Zwraca uwagę, że pomysłem na pobudzanie wzrostu gospodarczego, jaki znalazł się w rządowym pakiecie, jest utworzenie funduszu inwestycyjnego, który miałby dysponować około 30 mld zł.

mówi Maliszewski. Według niego trzymając się rządowej prognozy, przy założeniu odmrożenia gospodarki do końca czerwca, można zakładać, że najgorszy w tym roku będzie obecny kwartał. Skoro w całym 2020 r. PKB ma się skurczyć o 3,4 proc., a gospodarka ma się budzić do życia już w lecie, to oznacza, że w drugim kwartale czeka nas nawet 10-proc. spadek PKB.

ocenia ekonomista.

W takich warunkach inflacja powinna szybko spadać. Rządowe założenie to 2,8-proc. wzrost cen średnio w całym roku. Z pewnością pomoże spadek ceny ropy i szybko taniejące paliwo. Już w kwietniu powinno to zepchnąć inflację wyraźnie poniżej 4 proc. Ale w drugim kierunku mogą działać ceny żywności, która będzie drożeć przez suszę oraz różne strukturalne problemy na rynkach rolnych w Europie. Jak choćby wyzwanie, jakim będzie pozyskiwanie pracowników sezonowych w czasie zbiorów.

Deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych (w proc. PKB)

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj