Dziennik Gazeta Prawana logo

Listonosze chcą 800 złotych więcej

3 lutego 2008, 11:15
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Ledwo rządowi udało się choć prowizorycznie ugasić strajki pielęgniarek i celników, a już szykują się następne. Tym razem pracownicy Poczty Polskiej postanowili się upomnieć o podwyżki. Chcą po 800 złotych brutto. Ale firma takich pieniędzy nie ma. Dlatego strajk jest blisko.

W poniedziałek "Solidarność" pocztowców wchodzi w spór zbiorowy z zarzadem firmy. Właśnie do tego dnia związkowcy mieli dostać odpowiedź na swoje postulaty - pisze "Rzeczpospolita".

"Trzeba zwrócić na siebie uwagę premiera, tak żeby się uśmiechnął, śpiewać jak Doda nie umiemy, ale zawsze możemy gdzieś przybyć i pokrzyczeć" - deklaruje szef pocztowej "Solidarnosci" Bogumił Nowicki. Wylicza, że zdecydowana większość pracowników - 70 procent - zarabia "na rękę" około 1,8 tysiąca złotych.

Ale już teraz nieoficjalnie wiadomo, że władze Poczty Polskiej nie spełnią żądań płacowych związkowców. Wie o nich już minister infrastruktury Cezary Grabarczyk, którego o trudnej sytuacji w firmie powiadomił dyrektor generalny Poczty Andrzej Polakowski.

W Poczcie Polskiej pracuje 100 tysięcy ludzi. Podwyżka dla każdego w wysokości 800 złotych to wydatek o 80 milionów złotych wiecej. I to co miesiąc. Firma nie ma takich pieniędzy, mimo, że nie jest deficytowa. Żądania płacowe przekraczają cały zysk Poczty wypracowany w 2007 roku - było tego około 50 milionów złotych.

W ustawie jest zapis, że choć państwo nie wspiera finansowo Poczty, to w przypadku straty na działalności pocztowej, musi ją w budżecie firmy uzupełnić. Czyli krótko mówiąc, od rządu zależy, czy listonosze i pozostali pracownicy przedsiębiorstwa dostaną podwyżki.

"Solidarność" już od poniedziałku wchodzi z zarządem w spór zbiorowy, ale pozostałe związki w tej firmie są ostrożniejsze. OPZZ czeka najpierw na środowe spotkanie z władzami firmy. Wtedy mają się odbyć negocjacje wszystkich 45 związków z zarządem Poczty Polskiej.

Strajkiem pocztowcy grozili już jesienią 2007 roku. Jednak wtedy nie przerwali pracy. Dotkliwszy w był strajk w 2006 roku. Wtedy na tydzień przestała pracować połowa z 24 tysięcy listonoszy. Miliony ludzi i firm czekało na listy, paczki, rachunki, renty i emerytury.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj