Na podniesienie stóp mają wpływ dwa zespoły czynników, mamy tu pewną dychotomię - powiedział Mrowiec. Zdaniem ekonomisty, kluczowym czynnikiem jest wzrost cen. Krajowa presja inflacyjna jest wyraźna. Oczekujemy, że w przyszłym roku inflacja średnioroczna będzie zbliżona do 3 proc., przy czym w pierwszym kwartale, może osiągnąć 4 proc. - dodał.

Gdybyśmy nie brali pod uwagę tego co się dzieje na świecie, to RPP powinna te stopy podnieść, choćby "sygnalizacyjnie", nawet gdyby miała je za jakiś czas obniżyć - stwierdził ekspert.

W jego opinii istotnym czynnikiem, wpływającym na rozwój sytuacji makroekonomicznej, są również ceny prądu i niejasnej dzisiaj kwestii podwyżki. My zakładamy, że ona będzie, jednak nie mamy pełnej informacji, a będzie to czynnik, który przyspieszy wzrost inflacji - powiedział Mrowiec.

Ekspert zauważył, że poczynając od wiosny tego roku, wciąż jesteśmy pod wpływem wzrostu cen żywności. To będzie wciąż wpływało na inflację w pierwszym kwartale. Jednak zakładamy, że w dalszej części roku 2020 te ceny nie będą rosły tak dynamicznie jak w 2019, co będzie inflację obniżało - dodał.

Ekonomista wskazał, że rosną nie tylko ceny żywności, ale też inflacja bazowa. Jednym z czynników wpływających na inflację bazową są ceny usług, a te rosną i będą rosły. To wynika m.in. z tego, że w gospodarce jest silna presja płacowa, która nie ustąpi istotnie nawet wobec spowolnienia gospodarczego. Do tego dochodzi kwestia podwyżek płacy minimalnej - ocenił.

Mrowiec zaznaczył, że na wewnętrzną kondycję gospodarczą nakłada się sytuacja międzynarodowa. W moim przekonaniu kondycja globalnej gospodarki jest kluczowa. Duże regionalne banki centralne, jak ECB, czy FED, są w trybie łagodzenia polityki monetarnej. Tam nie ma inflacji, oprócz łagodzenia polityki mamy tam aktywne programy luzowania ilościowego - ocenił ekspert.

Zdaniem ekonomisty w takim otoczeniu decyzja RPP o podniesieniu stóp albo nawet cykl podwyżek "skutkowałoby wyraźnym napływem kapitału do Polski i wzmocnieniem złotego, co uderzyłoby w konkurencyjność eksportu i skutkowałoby pogorszeniem salda wymiany z zagranicą. W konsekwencji przełożyłoby się na spowolnienie wzrostu gospodarczego. Co zrozumiałe, RPP nie będzie chciała tego czynić" - wyjaśnił.

W jego ocenie pod uwagę należy wziąć jeszcze jeden czynnik: inflacja wywołuje wszak wzrost cen na rynku nieruchomości i jeśli ta sytuacja będzie się utrzymywać, spowoduje pojawienie się i narastanie banki spekulacyjnej na tym rynku. Jak wskazał Mrowiec również i to RPP musi brać pod uwagę.

Dziś wygląda na to, że wyraźne przyśpieszenie inflacji powyżej celu jest przejściowe; w drugiej połowie roku inflacja wróci do celu. Biorąc pod uwagę kontekst międzynarodowy, Rada najpewniej nie zmieni stóp - powiedział.

Mając do dyspozycji dzisiejsze dane i formułując na ich podstawie prognozy na przyszły rok, wygląda na to, że wzrost gospodarczy w przyszłym roku prawdopodobnie będzie słaby - dodał.

Mrowiec zaznaczył, że może okazać się, iż globalny wzrost będzie jednak wyższy niż zakładano. Jeśli prezydent USA Donald Trump, mając wybory prezydenckie przed sobą, zdecyduje się na deeskalację wojny handlowej z Chinami, to może wywołać poprawę globalnych nastrojów i przybliżyć moment przyspieszenia globalnego popytu. Za tym mógłby pójść wzrost cen surowców, co dla nas oznaczałoby z jednej strony silniejszy wzrost, a z drugiej spadek prawdopodobieństwa powrotu inflacji do celu 2,5 proc. Wtedy podniesienie stóp byłoby zalecane - stwierdził.

Mrowiec dobrze ocenił zarysowującą się różnicę zdań wśród członków RPP. "Dochodzące z Rady różne głosy to pozytywny sygnał. Świadczy to o tym, że na wewnątrz Rady jest żywa dyskusja".

Ekspert wskazał przy tym, że na razie zwolennicy podwyżek są w mniejszości. Zauważył, że gdyby się jednak okazało, że globalny wzrost będzie wyższy i ceny surowców pójdą w górę a inflacja nie będzie obniżać się zgodnie z dzisiejszymi oczekiwaniami, to temat podniesienia stóp stanie się "bardzo gorący".