Gdy kilka dni temu ceny cukru i oleju w obwodzie kaliningradzkim wzrosły nawet dwukrotnie, mieszkańcy przypuścili szturm na targowiska. Najstarsi Rosjanie łapali się za głowy, wspominając podobne sytuacje sprzed kilkudziesięciu lat. W obawie przed kolejnymi podwyżkami wykupywano całe straganowe zapasy tych produktów. Argumentem w długich kolejkach były łokcie i pięści.

Następnego ranka władze zapewniły, że nie ma powodów do histerii, bo magazyny są pełne. Lokalnych dziennikarzy obwożono nawet po okolicznych składach żywności, by im pokazać, że cukru i oleju na pewno nie zabraknie. Mimo to - aby produkty były tańsze - rozważa się sprowadzenie ich z Polski.

"Konkretnych informacji nie mam, ale muszę przyznać, że taka ewentualność jest właśnie dyskutowana" - powiedziała radiu RMF rzeczniczka gubernatora obwodu, Jelena Wołowa. Władze czekają na konkrety, które mogą przyjść jedynie z Kremla.

"Będzie otwarcie na polskie towary" - zapowiada przedstawiciel rosyjskiego rządu Nikołaj Zachamtow. Dodaje, że embargo na żywność z Polski obejmuje jedynie surowe mięso. A to daje nadzieję na zniesienie zakazu importu polskiego mięsa, który obowiązuje od jesieni 2005 roku.