Konsumpcja wołowiny rośnie od trzech lat. To między innymi efekt dużego wzrostu płac związanego z dobrą koniunkturą gospodarczą. Rodziny mogą sobie pozwolić od czasu do czasu na "odrobinę luksusu", ponieważ wołowina jest bardzo droga. Jej ceny poszybowały od czasu wstąpienia Polski do UE aż o 162 proc. w przypadku wołowiny z kością i o 132 proc. - bez kości, podczas gdy przeciętne ceny żywności poszły w tym czasie w górę o 55,6 proc. - twierdzi prof. Krystyna Świetlik z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.

Według jej prognoz konsumpcja tego mięsa mogła w ubiegłym roku wzrosnąć do 3,3 kg na mieszkańca z 3,2 kg w roku poprzednim. Większym optymistą jest Jakub Olipra, ekonomista Credit Agricole. Szacujemy, że w 2018 r. doszło do dalszego wzrostu spożycia wołowiny, do 3,9 kg na mieszkańca - mówi. Zwraca uwagę na rosnącą zamożność społeczeństwa, popularność tego gatunku mięsa, m.in. w postaci steków i burgerów i wzrost liczby punktów gastronomicznych specjalizujących się w potrawach na bazie wołowiny.

Ci, którzy przekonali się do walorów smakowych wołowiny, łatwo z niej nie zrezygnują. Może za to przybywać jej zwolenników, ponieważ coraz liczniej odwiedzamy lokale gastronomiczne, w których potrawy z tego mięsa są serwowane - tłumaczy prof. Świetlik.

Według niej spożycie wołowiny może się w tym roku zwiększyć do 3,5 kg na mieszkańca, a w ocenie Olipry do 4,1 kg. To oznacza, że i tak konsumpcja będzie około trzykrotnie mniejsza niż przeciętnie w Unii. Spożycie wołowiny w krajach Europy Środkowo-Wschodniej jest wyraźnie niższe niż w krajach Europy Zachodniej. Jest to przede wszystkim efektem różnic zamożności. To mięso jest bowiem relatywnie drogie w porównaniu do wieprzowiny i drobiu - mówi Olipra.