Na Bałtyku, na wysokości Łeby, największa polska firma energetyczna chce postawić wiatraki o łącznej mocy 2545 MW. To więcej niż dwa najnowsze bloki węglowe w Kozienicach czy w zapowiadanej przez Ministerstwo Energii Ostrołęce. Prądem z morskich farm wiatrowych będzie można zasilić nawet 4 mln gospodarstw domowych.
Koncern podzielił inwestycję między dwie spółki celowe. Łączna wartość projektu, razem z przyłączeniem do systemu energetycznego, to w dzisiejszych warunkach ok. 30 mld zł.
To stawia projekt na pozycji lidera, nie tylko w kontekście inwestycji na morzu, ale również wśród tych największych w historii całej polskiej energetyki. Dla porównania blok węglowy o mocy 1000 MW kosztuje ok. 5,5–6 mld zł. Farmy wiatrowe są za to tańsze w eksploatacji – nie potrzebują milionów ton węgla i nie emitują CO2, za co firmy muszą płacić.
Do kogo trafiły zaproszenia PGE? Lista jest poufna. Można jednak zakładać, że pod uwagę wzięto wiodących graczy na europejskim rynku offshore, jak Dong, Vattenfall, E.On, innogy, EDPR czy Iberdrola.
Kierunek obrany przez grupę jest zgodny z tym, co Ministerstwo Energii przedstawiło niedawno w projekcie polityki energetycznej państwa do 2040 r. – – zapewniał w Katowicach na szczycie COP24 Jerzy Kwieciński, minister inwestycji i rozwoju.
Potencjał farm wiatrowych na polskim morzu to ok. 10 GW, czyli jedna czwarta mocy zainstalowanych obecnie w naszym kraju. Technologia ta jest droższa od wiatrakowych instalacji na lądzie, jednak może dostarczyć więcej prądu do systemu i jest bardziej stabilna.
Technologie odnawialnych źródeł energii (OZE) i produkowany przez nie prąd w przeciwieństwie do atomu i elektrowni węglowych mocno tanieją. Podczas listopadowej aukcji OZE, którą prowadził Urząd Regulacji Energetyki, wiatraki na lądzie zaoferowały elektryczność po ok. 200 zł za MWh, podczas gdy na rynku hurtowym jest kontraktowana na 2019 r. po ponad 270 zł/MWh.
Szykowane przez PGE farmy mają być zlokalizowane na wysokości Łeby, ok. 25–30 km od brzegu. Już w przyszłym roku spółka chce uzyskać zgodę środowiskową. Prąd z pierwszej morskiej farmy ma popłynąć ok. 2025 r. A komercyjna eksploatacja ruszy rok później.
PGE jest na etapie dywersyfikacji źródeł, w których produkuje elektryczność. W takim kierunku zmierza też polityka całego kraju. Dzisiaj prawie 80 proc. energii czerpiemy wciąż z węgla.
–– mówił podczas trwającej konferencji klimatycznej COP24 w Katowicach premier Mateusz Morawiecki.
– – wyjaśnia Michał Kaczerowski, ekspert energetyczny, szef firmy doradztwa środowiskowego Ambiens. – – dodaje.
– – mówi DGP Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej. I przypomina, że offshore oznacza brak konfliktów społecznych i łatwiejszą kontrolę.
PGE nie jest jednak pierwsza w kolejce po „energię z morza”. Pozwolenia środowiskowe uzyskała już Polenergia, która weszła we współpracę z norweskim Equinorem (wcześniej Statoil). Pierwszy prąd z tej inwestycji może popłynąć do polskich domów już w 2023 r.
Inwestycja za ponad 30 mld zł może zapewnić prąd 4 mln rodzin