Plany PKP PLK związane z tym projektem krytykuje Centrum Zrównoważonego Transportu. Powód: po zakończeniu prac czas przejazdu dla pociągów ekspresowych z Warszawy do Poznania (które nie zatrzymują się po drodze), skróci się o zaledwie pięć minut. W przypadku składów jadących w odwrotnym kierunku jest szansa na „urwanie” maksymalnie 10 minut. A to wszystko kosztem ponad trzech lat utrudnień. Co więcej, prędkość maksymalna, z jaką jeżdżą pociągi, nie ulegnie zmianie.
Z kolei w piśmie skierowanym przez stowarzyszenie Pro Kolej do Komisji Europejskiej czytamy: .
PKP przyznają, że na przeważającej części odcinka Sochaczew – Swarzędz pociągi mogą już jeździć z optymalną prędkością. Ale taka sytuacja ponoć nie potrwa wiecznie. – – twierdzi Mirosław Siemieniec z PKP PLK. Dlatego spółka nie zamierza się ani ograniczać, ani tym bardziej wstrzymywać. Zapowiada, że trzy umowy na modernizację linii E20 zostą podpisane jeszcze w tym miesiącu. Najkorzystniejsze oferty w przetargach o łącznej wartości 2,25 mld zł złożyły firmy Torpol, ZUE i Trakcja PRKil.
Plan zakłada, że od czerwca 2017 do lipca 2018 r. zamknięte będą oba tory na odcinku od Wrześni do Konina, a przez kolejny rok – między Koninem a Kołem. Pociągi pojadą wtedy przez Inowrocław i Gniezno. Ruch regionalny mają obsłużyć autobusy (ok. 100 dziennie). Na pozostałych odcinkach prace będą prowadzone przy zamknięciach na jednym torze. – – zapowiada Mirosław Siemieniec z PKP PLK. Ale czy terminu uda się dotrzymać, nie wiadomo.
Eksperci zarzucają kolejarzom, że do wymiany pójdą elementy infrastruktury wyremontowane w ciągu ostatnich trzech lat. I nazywają to wprost marnotrawstwem. Ale specjaliści z PKP PLK utrzymują, że w przypadku obiektów inżynieryjnych (mostów i wiaduktów) zaplanowane modernizacje dotyczą tylko tych nieprzebudowywanych od ponad 20 lat. A zdemontowane elementy toru i trakcji o niskim stopniu zużycia mają zostać wykorzystane na szlakach niższej kategorii, np. regionalnych i towarowych.
Dyrekcja Generalna ds. Mobilności i Transportu KE przeanalizuje wniosek z Polski. Catherine Trautmann, koordynator korytarza transportowego Morze Północne – Bałtyk na nasze pytania w tej sprawie odpowiedziała dość ogólnie. – – napisała.
Czy minister od dróg przejedzie się na kolei?
Szef resortu infrastruktury Andrzej Adamczyk nie ma dobrej passy. Został zmuszony do odwołania zarządu PKP po tym, jak na początku miesiąca prokuratura postawiła czterem jego członkom zarzuty niegospodarności. Chodzi o umowę z firmą Sensus Group na udział w zabezpieczaniu antyterrorystycznym dworców kolejowych.
Władze PKP pod wodzą Mirosława Pawłowskiego podpisały z Sensus Group umowę wartą 1,9 mln zł. Firma miała opracować procedury w zakresie zagrożenia atakami terrorystycznymi na dworcach PKP, szkolić pracowników kolei i wspierać ochronę pirotechniczną w trakcie Światowych Dni Młodzieży. Jak wykazały audyty, w trakcie zawierania kontraktu spółka nie figurowała jednak w KRS. Do tego ceny sprzętu, który zgodnie z umową miała kupić (m.in. kamizelki taktyczne, ręczne detektory metali, lustra do kontroli podwozi aut), były zawyżone ponad czterokrotnie. Z audytu wynika, że powinien kosztować 92 tys. zł, podczas gdy spółka wyceniła go na 380 tys. zł.
– M – usłyszeliśmy w resorcie. Radio RMF zauważa jednak, że minister Adamczyk o sprawie dowiedział się 16 czerwca ubiegłego roku. A to oznacza, że CBA zostało poinformowane o sprawie dopiero 20 dni później. Sam Adamczyk twierdzi, że dowiedział się o niej 10 dni przed złożeniem zawiadomienia.