Dziennik Gazeta Prawana logo

Rząd pracuje nad rewolucją w wypłatach. Pracownicy mają zarobić więcej

30 maja 2016, 06:50
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Dwustuzłotowe banknoty
Dwustuzłotowe banknoty/Shutterstock
Nowa jednolita danina ma pogodzić dwa sprzeczne ze sobą cele: pracodawca mniej zapłaci za pracę, a pracownicy dostaną wyższe pensje.

To jeden z głównych impulsów do wprowadzenia jednolitego podatku łączącego obecne składki na NFZ, ZUS i PIT, nad czym pod nadzorem ministra Henryka Kowalczyka w kancelarii premiera pracuje zespół ekspertów. Chcą go osiągnąć, zmieniając strukturę klina podatkowego.

Klin to różnica między łącznym kosztem zatrudnienia kogoś a wypłatą, jaką ten ktoś dostaje do kieszeni. W Polsce mamy wyjątkowo niekorzystną jego strukturę. Ponad 80 proc. to składki na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne. PIT to ledwie 20 proc. klina.

Stawki składek są liniowe, niezależne od dochodu, a progresja w PIT minimalna (ponad 90 proc. podatników płaci podatek według niższej 18-proc. stawki). Duży klin w przypadku nisko płatnej pracy to bardzo skuteczny "wypychacz" pracowników do szarej strefy oraz pożywka dla stosowania umów śmieciowych, zwłaszcza w przypadku tych, którzy dopiero wchodzą na rynek pracy. Jako problem wskazuje to raport, do którego dotarł DGP, "Jak naprawić klin podatkowy", który specjalnie dla ZUS opracował Piotr Arak z Polityki Insight.

Nowy podatek ma połączyć PIT i składki. I to jest dobra okazja, by popracować nad klinem – uznali eksperci KPRM. Nie ma sensu skupiać się nad dodawaniem kolejnych stawek PIT, bo osiągnięty efekt będzie znikomy ze względu na jego mały udział w klinie. Lepiej wyraźnie uzależnić ubezpieczeniową część od wielkości dochodów.

mówi Paweł Wojciechowski, główny ekonomista ZUS, który kieruje zespołem ekspertów w sprawie podatku.

Dla najmniej zarabiających składka zostałaby radykalnie obniżona. W jednym z wariantów mowa jest o około 10-proc. składce. Efektem byłby wzrost płac netto i jednoczesny spadek kosztów zatrudnienia ze względu na zmniejszający się klin. Żeby zachować neutralność budżetową i nie krzywdzić najmniej zarabiających niskimi emeryturami w przyszłości, budżet dopłacałby do ubezpieczeń dla najuboższych, a najbogatszym zwiększono by obciążenia. Choćby likwidując tzw. 30-krotność – czyli zasadę, że po osiągnięciu w ciągu roku dochodu w wysokości 30-krotności średniego wynagrodzenia od kolejnych pensji nie odprowadza się składek na ubezpieczenie.

WIDEO. Konfiskata rozszerzona głównym narzędziem walki z wyłudzaniem podatku VAT:

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj