Przez pierwsze lata warszawska giełda rozwijała się dzięki entuzjazmowi ludzi: zarówno tych, którzy od podstaw budowali polskie instytucje rynku kapitałowego, jak i tych, którzy na GPW inwestowali pieniądze. Od samego początku za pośrednictwem stołecznego parkietu prowadzono prywatyzacje. To ona budowała stronę podażową. Stroną popytową były początkowo oszczędności Polaków, a później – od 1999 r. – także pieniądze inwestowane przez otwarte fundusze emerytalne.
Tak było aż do zeszłego roku. Wtedy to, dość pechowo dla giełdy, zbiegły się dwa wydarzenia: zakończenie wielkiej prywatyzacji za pośrednictwem rynku kapitałowego i koniec funkcjonowania OFE w ich dotychczasowym kształcie. To kluczowe czynniki, które wpłyną na przyszłość GPW.
– mówi Cezary Nowosad, ekspert BCC ds. rynku kapitałowego. Nie jest to opinia odosobniona. – – przyznaje Kamil Rusak, analityk Union Investment TFI. – – dodaje Maciej Kabat, główny analityk biura maklerskiego Invista. Jego zdaniem główny powód to nadchodząca marginalizacja OFE. – – tłumaczy Kabat.
– potwierdza Piotr Krawczyński, analityk TFI PZU. Zarówno zagraniczni, jak i instytucjonalni inwestorzy obecni na naszej giełdzie zainteresowani są przede wszystkim akcjami największych emitentów. – – tłumaczy ekspert z TFI PZU. Naturalny akcjonariat małych firm to inwestorzy indywidualni, a ich udział w obrotach na warszawskim parkiecie od lat systematycznie się zmniejsza. Jeszcze w 2009 r. na głównym rynku odpowiadali za 27 proc. obrotu, a na specjalizującym się w handlu akcjami najmniejszych firm NewConnect – aż 88 proc. W zeszłym roku ich udział spadł odpowiednio do 15 proc. i do 69 proc.
Kolejnym problemem jest to, że przedsiębiorstwa, które rozważają debiut czy emisję akcji, będą musiały brać pod uwagę większe ryzyko niepowodzenia takiej oferty i zmuszone będą niżej wyceniać oferowane akcje – dodaje analityk UI TFI. W efekcie zmniejszy się atrakcyjność giełdy dla spółek, które szukają kapitału. Konsekwencją będzie ograniczenie podaży nowych ofert. – – dodaje Krawczyński.
Alternatywą dla polskich firm mogą też być zagraniczne rynki kapitałowe. – – zauważa Nowosad.
Jeszcze dwa lata temu GPW pod względem liczby debiutów biła na głowę wszystkie pozostałe europejskie giełdy łącznie z takim tuzem, jak rynek w Londynie. Brytyjczycy odzyskali pozycję lidera pod koniec 2012 r., a teraz Warszawę gonią także inne giełdy na Starym Kontynencie, przede wszystkim NASDAQ OMX. Pod względem wartości debiutów jesteśmy w tyle. W minionym kwartale przeciętny debiut w Madrycie miał wartość 450 mln euro, na NYSE Euronext – ponad 350 mln euro, na NASDAQ OMX – ok. 270 mln euro, podobnie na irlandzkiej giełdzie, w Londynie – prawie 190 mln euro, a u nas – niespełna 1,5 mln euro.
ocenia Maciej Kabat. – uważa analityk UI TFI.
Jarosław Kowalczuk, prezes DM mBanku, zwraca uwagę, że w czasach gdy przed większością rynków regulowanych, nie tylko przed GPW, stają wyzwania w postaci konkurencji alternatywnych platform obrotu (tzw. OTC), nasz parkiet radzi sobie całkiem nieźle. W minionym roku GPW kupiła 30 proc. udziałów w Aquis Exchange, czyli właśnie tego typu wielostronnej platformie obrotu z siedzibą w Wielkiej Brytanii.
Zdaniem eksperta BCC wysiłki GPW, by wyjść poza granice Polski, na niewiele się zdadzą. – – uzasadnia Nowosad. – – dodaje. W jego opinii GPW skazana jest na rolę nawet sporej, ale wciąż tylko lokalnej giełdy europejskiej.