Firmy budowlane narzekają na inwestorów publicznych. Ich zdaniem zbyt często domagają się prac dodatkowych, które generują koszty i wpędzają je w tarapaty.
Gmina Skórcz na północy Polski. Tu firma Extrabau zbudowała halę sportową. Szkopuł w tym, że projektant nie uwzględnił tego, że teren, gdzie miała stanąć hala, był pół metra wyżej niż sąsiadująca szkoła. Ktoś go musiał zniwelować. Roboty dodatkowe zostały wycenione na ponad 80 tys. zł. - mówi Jarosław Karasewicz, członek zarządu Extrabau. Po dwóch latach walki w sądzie udało się odzyskać większość tej kwoty. Żaden z urzędników nie poniósł jakichkolwiek konsekwencji prawnych.
Inaczej sytuacja wygląda przy budowie Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni. Tu kontrakt opiewał na 11 mln zł, a prace dodatkowe wyniosły około miliona złotych. – irytuje się Karasewicz.
Nie zgadza się z tym dyrektor Muzeum Marynarki Wojennej Andrzej Nowak. - tłumaczy urzędnik.
Obydwaj wskazują na to, że cały system przetargowy dla inwestycji publicznych działa fatalnie. Przypadki, w których projekt nie był precyzyjny i przez to inwestor żąda dodatkowych usług, można mnożyć. Na przykład wykonawca, który robił ośrodek dla jednego z ministerstw, nagle się dowiedział, że musi założyć nagrywanie do systemu dozoru za 40 tys. zł.
Z kolei w jednym ze sztabów wojskowych zgodnie z projektem założono okna szare, stalowe. Po czym okazało się, że muszą być zupełnie inne. Za to na budowie basenu w Olsztynie wykonawca zażądał od podwykonawcy założenia zbiorników innych niż te w projekcie. Koszt to 50 tys. zł, a sprawa właśnie trafiła do sądu. Najgłośniejszym przypadkiem dużej liczby robót dodatkowych, z których rozliczeniem jest problem, jest Stadion Narodowy. Jedna rzecz wspólna dla tych spraw - inwestor, który jest publiczny.