Dziennik Gazeta Prawana logo

Gdyby nie pieniądze, bylibyśmy bogatsi

3 lutego 2013, 13:28
Ten tekst przeczytasz w 7 minut
Gdyby nie pieniądze, bylibyśmy bogatsi
Shutterstock
Gdyby nie gotówka, bylibyśmy bogatsi. Jej używanie kosztuje nas jako podatników 15–16 mld zł rocznie. Czyli mniej więcej tyle, ile wynosi połowa deficytu budżetowego.

Wyliczenia kosztów używania pieniędzy znajdziemy w „Strategii rozwoju obrotu bezgotówkowego w Polsce” opracowanej przez NBP i Związek Banków Polskich. W 2009 r. koszty te miały wynosić 1 proc. PKB, w dzisiejszych warunkach jest to właśnie około 15 mld zł. Średnia w Unii Europejskiej w 2006 r. wynosiła 0,4–0,5 proc. unijnego PKB (dane Europejskiej Rady ds. Płatności), co daje 50 mld euro rocznie. A więc u nas jest proporcjonalnie drożej.

Społeczne koszty monety

Jakub Górka z Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego uważa, że tak naprawdę tego, ile kosztuje używanie gotówki w Polsce, nikt do tej pory rzetelnie nie policzył. – – mówi. Jednak opierając się na publicznych danych NBP i własnych badaniach, jest w stanie podać kilka szacunków i wyciągnąć wnioski.

Pierwszy z nich: to nie emisja pieniądza jest najdroższa, ale to, co wiąże się z jego używaniem.

A druk 335 mln banknotów i wybicie prawie 632,5 mln monet w samym 2011 r. kosztował NBP około 262 mln zł. Za kilogram papieru w punkcie skupu makulatury dostaniemy najwyżej złotówkę. Kilogram stuzłotowych banknotów to tylko sterta zadrukowanego papieru, dopóki leży w skarbcu NBP. Nabiera wartości – około 8 mln zł – dopiero wtedy, gdy od NBP kupi go bank komercyjny, działając na zlecenie swoich klientów. Z kolei moneta jednogroszowa waży 1,6 grama i w 59 proc. składa się z miedzi, w 40 proc. z cynku, a 1 proc. jej składu to mangan. Licząc tylko wartość zużytych materiałów po aktualnych cenach giełdowych i obecnym kursie złotego, wychodzi, że sam metal wykorzystany do produkcji jednogroszówki kosztuje 3 gr. Gdy kilogram monet trafia do obiegu, staje się wart mniej niż miedź, która została użyta do jego produkcji. Nominalnie jego wartość wynosi 6 zł 25 gr. Zużyta miedź kosztowała około 15 zł.

Jakub Górka jest gorącym zwolennikiem wycofania z obiegu jedno- i dwugroszówek. – – mówi. Jednak całość kosztów emisji pieniądza, jakie ponosi NBP, określa jako znikome. –– mówi.

Większość gotówkowych kosztów dźwigają banki komercyjne i akceptanci, czyli np. przedsiębiorcy przyjmujący tradycyjny pieniądz jako zapłatę. Trudno powiedzieć, jak rozkładają się proporcje między tymi stronami. Przywoływany już raport Europejskiej Rady ds. Płatności określał udział banków na około dwie trzecie. Banki zresztą gotówki nie lubią – te polskie na koniec grudnia ubiegłego roku miały w kasach niecałe 11 mld zł. Niewiele, jeśli porównać to do oszczędności złożonych w bankach przez gospodarstwa domowe – w sumie 515 mld zł. Trzymanie gotówki to dla banku kłopot, bo taki pieniądz nie pracuje, a kasjerom czy ochronie trzeba przecież płacić. Najlepiej jak najszybciej zainwestować zapasy, choćby w obligacje, które dają zysk. To dlatego w bankowej kasie nie możemy wypłacić od ręki dowolnej kwoty – zapotrzebowanie na większe sumy trzeba zgłaszać dzień wcześniej.

Banki i akceptanci ponoszą też społeczne koszty. –– mówi Górka. Brzmi zawile, ale sprowadza się do obliczenia, ile trzeba zapłacić np. kasjerowi w sklepie za godzinę jego pracy poświęconej obsłudze gotówki.

Inny koszt wiąże się z ryzykiem, że ktoś za towar zapłaci fałszywkami. W Polsce na szczęście nie jest to poważne ryzyko. W 2011 r. ujawniono niespełna 16 tys. fałszywych banknotów i monet na 13 mld sztuk monet i 1,2 mld sztuk banknotów w obiegu. To o ponad jedną trzecią mniej niż rok wcześniej.

Za drogie karty

W raporcie przygotowanym na zlecenie Fundacji Rozwoju Obrotu Bezgotówkowego Górka wyliczył (na podstawie deklaracji przedsiębiorców), że opłaty związane z bankową obsługą gotówkową kosztują firmy średnio 0,1 proc. wartości transakcji. Przeliczając na złotówki, daje to 24 zł miesięcznie.

Robert Łaniewski z FROB przypomina o zawyżonych kosztach obsługi kart płatniczych, które sprawiają, że gotówka w Polsce wydaje się tania. – – mówi.

Według tego samego raportu średni koszt transakcji kartą to 3,1 proc. wartości całej transakcji. – – mówi Łaniewski. To głównie ze względu na wysoki poziom tej prowizji polski rynek transakcji bezgotówkowych jest tak mały. Przyjęło się sądzić, że im więcej kart w użyciu, tym nowocześniejsza gospodarka. W Polsce plastikowym pieniądzem płaci się za 10 proc. wszystkich transakcji detalicznych.

– mówi Robert Łaniewski. Drogie karty to według Łaniewskiego jedna z przyczyn, dla których gotówka ma się tak dobrze. – – dodaje Łaniewski.

Banknotem na szaro

Siła gotówki bierze się też z jej kilku charakterystycznych cech. Przede wszystkim płatność banknotami nie zostawia śladów, zapewniając anonimowość. Obrót gotówkowy jest trudniejszy do skontrolowania i daje większe pole do nadużyć. Ułatwia łamanie prawa, np. uciekanie przed fiskusem. Dlatego rządy niektórych krajów zmuszają przedsiębiorców do rozliczeń bezgotówkowych, by łatwiej ich kontrolować. W Polsce niektóre usługi jeszcze długo się nie zdigitalizują – nikt nie wymaga od ekipy remontowej, by miała na wyposażeniu terminal do obsługi kart, choć można by umówić się na płatność przelewem.

Krzysztofa Rybińskiego, rektora Uczelni Vistula i byłego prezesa NBP, gotówka w kieszeniach obywateli nie dziwi. – – mówi. Jego zdaniem wizje wypchnięcia gotówki z obiegu przez pieniądz elektroniczny są snute na wyrost. –– ocenia Rybiński. I dodaje, że gotówce sprzyjają takie czasy, jak dziś – gdy kryzys targa globalnym systemem finansowym, a spowolnienie gospodarcze sprzyja rozwojowi szarej strefy.

Robert Łaniewski dywagacje na temat wypchnięcia gotówki z obiegu porównuje do rozważań o wyższości e-booka nad książką papierową. – – mówi. I dodaje, że jemu też trudno sobie wyobrazić, by papierowy pieniądz zniknął z rynku. –– mówi.

To, że gotówka nie zniknie, nie oznacza, że nie będzie się zmieniać. Przykład: banknoty z polimeru. Ostatnio do obiegu taki banknot wprowadziła Kanada. Są trwalsze i trudniejsze do sfałszowania. Nie trzeba ich często wymieniać, dzięki czemu koszt emisji jest niższy. Czy w Polsce by się przyjęły? Niekoniecznie. U nas najszybciej zużywają się banknoty dziesięciozłotowe, a nie ma pewności, że koszt wytworzenia banknotu z polimeru byłby niższy niż 10 zł.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj