W lipcu trzeci miesiąc z rzędu poprawiały się nastroje gospodarstw domowych. Dlatego publikowany przez GUS bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej (BWUK) wyniósł minus 27 pkt i był na poziomie o 1,5 pkt wyższym niż miesiąc temu i o 3,3 pkt wyżej niż w najgorszych w tym roku miesiącach – marcu i kwietniu. Gospodarstwa domowe poprawiły zarówno ocenę swojej bieżącej sytuacji, jak i przyszłej. Lepiej też postrzegają zmiany w ogólnej sytuacji kraju.
- tłumaczy Wojciech Matysiak, ekonomista Pekao SA.
Ten wzrost konsumpcji powinien się pozytywnie przełożyć na dane o sprzedaży detalicznej za czerwiec, które poznamy w czwartek. Z uśrednionej prognozy ekonomistów wynika, że tempo jej wzrostu powinno zwiększyć się z 7,7 proc. w maju do ok. 9 proc. w czerwcu. Optymiści, jak Wiktor Wojciechowski z Invest-Banku, uważają, że zobaczymy nawet 9,8 proc. wzrostu sprzedaży.
- uważa Grzegorz Ogonek, ekonomista ING BSK. Jego zdaniem sprzedaż wzrosła o 8,5 proc. rok do roku. Oprócz producentów żywności mogli także skorzystać producenci ubrań i dodatków, szczególnie tych markowych. Galerie handlowe w miastach gospodarzach turnieju mówiły nawet o najeździe turystów w dni meczowe.
Jednak to eldorado wkrótce przestanie istnieć. Sprzedawcy muszą się także nastawić na spowolnienie. - ocenia Grzegorz Ogonek. Dokładnie tak samo prognozuje Wojciech Matysiak.
- dodaje ekonomista.
O tym, że Polacy kupowali, konsumując oszczędności, świadczą także dane NBP pokazujące, że przyrost zasobów na kontach i lokatach jest niewielki, kilkupunktowy. O wzroście skłonności do oszczędzania można mówić, gdy zmiana rok do roku wynosi 10 proc. czy więcej.
- mówi Wiktor Wojciechowski. - dodaje.
W efekcie przedsiębiorstwa produkcyjne już narzekają na spadek zamówień, i to zarówno tych bieżących, jak i przyszłych. Najbardziej – wytwórcy odzieży. Producenci żywności informują, że coraz lepiej sprzedają się produkty z najniższej półki. Sektor przedsiębiorstw nie ukrywa, że ograniczenie produkcji przy wysokich kosztach zatrudnienia może zmusić go do zwolnień pracowników. Co tym bardziej ograniczy popyt wewnętrzny. Jednak niewykluczone, że producenci po prostu będą musieli zmniejszyć swoje marże, bo zbyt dużego pola manewru nie mają.
Popyt z zagranicy także będzie spadał, na co wskazują wczorajsze dane o PMI dla sektora przedsiębiorstw krajów strefy euro. Obniżył się z 45,1 pkt w czerwcu do 44,1 pkt w lipcu i był najgorszy od połowy 2009 r., czyli od szczytu kryzysu na Zachodzie. Europejskie firmy narzekają także na spadek zamówień. A to na rynkach strefy euro plasujemy połowę naszego eksportu. Czyli znów producentom przyjdzie liczyć na rynek wewnętrzny.