Chiny przychodzą na ratunek euro. Na dwa dni przed kluczowym głosowaniem w greckim parlamencie w sprawie pakietu oszczędnościowego, chiński premier Wen Jiabao zapowiedział, że jego kraj będzie kupował obligacje państw Eurolandu.

Chiny w ostatnich latach już kupiły dużo obligacji państw strefy euro. Chcemy wykorzystać szansę na współpracę z europejskimi partnerami, aby doprowadzić do jak najszybszego przełamania kryzysu – powiedział Wen podczas wizyty na Węgrzech, które do końca czerwca sprawują przewodnictwo w Unii. W trakcie pięciodniowej wizyty w Europie szef chińskiego rządu odwiedzi także Wielką Brytanię i Niemcy.

Z uwagi na największe rezerwy walutowe świata (ponad 3 bln dol.) stanowisko Chin w sprawie euro ma kluczowe znaczenie dla stabilności unii walutowej. Zdaniem banku Standard Chartered Pekin już zaczął zresztą nieco równoważyć strukturę rezerw walutowych, tak aby ograniczyć zależność od dolara. Co prawda wciąż 2/3 aktywów jest ulokowanych w amerykańskiej walucie, jednak w trakcie pierwszych czterech miesięcy tego roku Chiny nabyły amerykańskie obligacje za kolejne 50 mld dol., a papiery denominowane w innych walutach za 150 mld dol. – Na tę ostatnią pozycję składają się przede wszystkim obligacje gwarantowane przez Europejski Mechanizm Stabilizacyjny, które dziś przynoszą większe oprocentowanie niż dolary – tłumaczy główny ekonomista Standard Chartered Stephen Green.

To niejedyny powód zainteresowania Pekinu europejskimi obligacjami. Innym są względy handlowe. Unia jest największym rynkiem zbytu dla chińskich towarów. Destabilizacja strefy euro miałaby więc bolesne konsekwencje także dla samych Chin. Bank Credit Suisse już i tak obniżył w zeszłym tygodniu do 8,5 proc. spodziewane tempo wzrostu chińskiej gospodarki w tym roku, przede wszystkim ze względu na środki podjęte przez Pekin w walce z inflacją.

W zamian za wsparcie w krytycznym momencie dla strefy euro Wen Jiabao oczekuje jednak ze strony Unii pewnych koncesji. Chodzi przede wszystkim o transfer najnowszych technologii. Co prawda już tylko 3 proc. pozycji w eksporcie z Europy do Chin jest objętych klauzulą podwójnego wykorzystania, która nakazuje zachowanie pewnych tajemnic technologicznych, by nie zostały one wykorzystane przez ChRL do celów wojskowych, ale europejskie koncerny znacznie częściej same wstrzymują się z przenoszeniem do Chin najnowszych rozwiązań w obawie, że zostaną tam nielegalnie skopiowane. Chińczycy mają nadzieję, że pod naciskiem europejskich przywódców unijni przedsiębiorcy zrezygnują z takich praktyk.

– Chiny chcą się przekształcić z producenta tanich wyrobów w czołowego gracza na rynku najnowszych technologii, bo w tej pierwszej kategorii przestają być konkurencyjne z takimi krajami jak Wietnam. Muszą także znaleźć zatrudnienie dla milionów absolwentów wyższych uczelni, którzy nie chcą pracować jak ich rodzice w fabrykach i szukają zatrudnienia w firmach na najwyższym, światowym poziomie – tłumaczy Yan Jin, ekspert Centrum Studiów Europejskich na uniwersytecie Renmin w Pekinie.

Taka współpraca miałaby objąć nie tylko kraje strefy euro, ale także Wielką Brytanię. Zdaniem chińskiego ambasadora w Londynie Liu Xiaoming w tym kontekście kluczowe znaczenie będzie miała zgoda brytyjskich władz na dopuszczenie chińskich firm do budowy superszybkiej kolei, która ma połączyć stolicę z północną częścią kraju. Jak podaje BBC, aby zdobyć technologie i wejść na rynek poprzez znane marki, tylko w ostatnich trzech latach Chińczycy przejęli rożne brytyjskie firmy za prawie 12 mld funtów.