Stany Zjednoczone prawdopodobnie nie będą w stanie utrzymać swojego ratingu na poziomie AAA i coraz bardziej grozi im niewypłacalność – ostrzegła wczoraj agencja ratingowa Fitch. Dodała, że już w sierpniu może obniżyć rating USA do poziomu „ograniczonej niewypłacalności”. Stanie się tak, jeśli rząd nie wykupi obligacji skarbowych i nie wypłaci części ustalonego oprocentowania papierów z terminem zapadalności przypadającym na 15 sierpnia.
Reklama
Równie złe oceny zebrała wczoraj inna ważna gospodarka. Agencja ratingowa Moody’s ostrzegła, że zmagająca się z kryzysem Wielka Brytania może utracić najwyższą ocenę wiarygodności kredytowej.
– Jeśli wzrost gospodarczy pozostanie wciąż słaby, a rząd nie zdoła zrealizować zaplanowanej konsolidacji finansów publicznych, obowiązująca obecnie najwyższa ocena AAA może być zagrożona – powiedziała agencji informacyjnej Market News International analityk Moody’s Sarah Carlson.
Zarówno USA, jak i Wielka Brytania będą miały niższy wzrost gospodarczy, niż przewidywano kilka miesięcy temu. Ameryka do tego ma historyczny deficyt. Przekracza on ponad 1,5 bln dol. Tymczasem plan ograniczenia wydatków federalnych dotyczy kwoty zaledwie 400 mld dol. w ciągu 10 lat. Biuro Kongresu ds. Budżetu (CBO) przewidywało niedawno, że dziura w finansach publicznych wyniesie w 2011 r. bilion dolarów i będzie niższa niż w 2009 i 2010 r. (w obu deficyt wyniósł po mniej więcej 1,4 bln dol.). Przewidywania się jednak nie sprawdziły.
USA mogłyby uniknąć obniżenia ratingu, ale przy dokonaniu sztuczki księgowej. Demokraci i Republikanie musieliby dojść do porozumienia w sprawie podniesienia limitu zadłużenia kraju.
Problemy ma również Londyn. Jak zaznaczyła Sarah Carlson z Moody’s, same prognozy słabego wzrostu nie oznaczają bezpośredniego zagrożenia ratingu. Gdyby jednak rząd nie zdołał zrealizować swych planów budżetowych, dotychczasowa ocena stałaby się nieaktualna. Dług publiczny Zjednoczonego Królestwa sięgnął już 1,1 bln funtów, co stanowi 76,1 proc. PKB. Deficyt budżetowy za rok 2010 wyniósł 10,1 proc. PKB. W ramach walki z kryzysem rząd zamierza wprowadzić w najbliższych latach oszczędności na łączną kwotę ponad 80 mld funtów.
Wczoraj pesymistyczne prognozy dla światowej gospodarki podał też Bank Światowy. Dotyczyły one głównie rynków wschodzących. Zdaniem analityków banku muszą one przyspieszyć cięcie wydatków i podnoszenie stóp procentowych, bo w przeciwnym razie grożą im przegrzanie gospodarek i inflacja.
Bank obniżył również tegoroczną prognozę wzrostu dla światowej gospodarki – zamiast 3,3 proc. będzie się ona rozwijać w tempie 3,2 proc. To skutek marcowego trzęsienia ziemi w Japonii oraz trwających od początku roku niepokojów w krajach Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Aż 46 proc. tego wzrostu to zasługa państw o średnich i niskich dochodach. Prognoza na rok 2012 pozostaje niezmieniona – wzrost ma wynieść 3,6 proc.
Będzie się on rozkładał nierównomiernie. W przypadku gospodarek wysoko rozwiniętych prognoza na ten rok wynosi 2,2 proc., a na przyszły 2,7 proc. Mimo wczorajszej deklaracji Fitcha najlepiej z nich wygląda sytuacja Stanów Zjednoczonych – 2,6 proc. wzrostu, podczas gdy w strefie euro ma to być 1,7 proc., a w Japonii w związku z trzęsieniem ziemi zaledwie 0,1 proc. Na dodatek według banku Stanom nie grozi drugie dno recesji, zaś w Unii Europejskiej w związku z sytuacją wokół Grecji, Irlandii oraz Portugalii wychodzenie z kryzysu może jeszcze być utrudnione.