Najnowsza kolekcja mebli firmowanych przez Piotra Voelkela została właśnie pokazana na wielkich targach w Mediolanie. Jest wyjątkowa nie tylko pod względem designu. To meble, które są ładne i funkcjonalne, ale także wykorzystują wiedzę o rozwoju człowieka oraz jego oczekiwaniach. I wygląda na to, że to dopiero początek jakiego zamierza dokonać w projektowaniu poznański biznesmen. Prawdziwą rewolucję na meblarskim rynku ma szanse przeprowadzić otwierana właśnie przez Voelkela Wyższa Szkoła Designu. Będzie kształcić projektantów humanistów, by znając dobrze potrzeby człowieka, tworzyli jeszcze lepsze meble.

Jak na biznesmena, Piotr Voelkel to postać niezwykła, nie tylko na poznańską skalę. Produkuje meble, sponsoruje artystów, renowuje zabytki, zakłada wyższe uczelnie, a teraz przygotowuje się do otwarcia szkoły, która ma zrewolucjonizować podejście do projektowania mebli. Pisano o nim, iż częściej bywa na wernisażach niż lunchach z ludźmi biznesu, jest bardziej mecenasem sztuki niż przedsiębiorcą. Ale nie da się ukryć, że by pozwalać sobie na to wszystko, najpierw musiał zarobić.

Po maturze trafił co prawda na Wydział Odlewnictwa na Politechnice Poznańskiej, a później Wrocławskiej, ale szybko okazało się, że bardziej pociąga go życie – a właściwie praca w klubach studenckich, którymi kierował, organizował też festiwale i koncerty. Po studiach zamiast w hucie, pracę znalazł w świecie kultury. Na sześć lat trafił do Polskiego Teatru Tańca założonego w Poznaniu przez Conrada Drzewieckiego. Jako szef techniczny tej instytucji poznał tam przedwojennych rzemieślników, wyjątkowych fachowców od perukarstwa, stolarstwa i innych dziedzin, co bardzo przyda mu się w dalszej karierze. Gdy w 1979 r. odejdzie z teatru, by założyć z kolegą własną firmę, będzie mógł wykorzystać te doświadczenia. Zaczyna dość skromnie, od produkcji drewnianych karniszy. – To czasy komuny, nie mogłem mieć pomysłów na koncern – podsumowuje tamten projekt.

Praca w piwnicy

Drewna na rynku nie ma, więc Voelkel przetwarza odpady z fabryk mebli. W bloku, w piwnicy o powierzchni 20 mkw., korzystając z rzemieślniczych rad, wyrabia pierwsze karnisze, kółka i inne elementy toczone, które natychmiast pochłania wygłodniały rynek. Potem porzuca karnisze na rzecz współpracy z niemieckim importerem, który zamawia w jego firmie drewniane podzespoły do produkcji zabawek: koni na biegunach, kolejek, aut – wszystko robione ręcznie. Niskie koszty pracy i tania produkcja pozwalają na przyzwoity zysk. Dekadę później przekształca swój zakład w firmę polonijną i zwiększa eksport.

Z czasem miejsce zabawek zaczynają zajmować meble dziecięce wykonywane na zlecenie niemieckich i angielskich firm. Równolegle Voelkel rozwija produkcję mebli dla nastolatków i dorosłych, najpierw głównie na krajowy, a potem zagraniczny rynek. Tu już nie korzysta z zagranicznych projektów, tylko zaprasza do współpracy krajowe talenty. By mieć pewność zaopatrzenia, dokupuje tartak, potem otwiera firmy z pokrewnych dziedzin. W efekcie grupa kapitałowa Vox to dziś trzy firmy produkujące: meble, drzwi i podłogi oraz profile, a sieć ponad stu sklepów w Polsce i kilkudziesięciu za granicą oferuje nie tylko popularne w salonach meblarskich kolekcje, ale też kilkaset artykułów dekoracyjnych (niektóre projektuje córka Maria, absolwentka ASP). Talent do interesów i wyczucie rynku szybko wywindowały Voelkela do czołówki najbogatszych Polaków – majątek szacowany na 200 mln zł pozwolił umieścić go na 96. miejscu tegorocznej listy miesięcznika „Forbes”.


Sukces pozwolił na realizację niezwykłych rzeczy, na jakie rzadko decydują się nawet najbogatsi. Fundacja Vox-Artis, jaką Voelkel założył z małżonką, sprowadziła do Poznania wystawę grafik z nowojorskiej Marlborough Gallery „Od Picassa do Warhola”, sfinansowała też „Nierozpoznanych” – kompleks ponad stu rzeźb Magdaleny Abakanowicz, który stoi w poznańskiej Cytadeli. Producent mebli stanął na czele Wielkopolskiego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych (instytucji powstałej na wzór francuskich towarzystw zakładanych przez ludzi kultury i sztuki, by gromadzić środki podwajane potem przez resort kultury). Fundusze pozyskane przez poznańskie towarzystwo pozwoliły kupić współczesne obrazy dla tamtejszego Muzeum Narodowego oraz zorganizować „Agorę” Abakanowicz – wielki kompleks rzeźb, jaki zdobi teraz park Granta w Chicago. – Jemu się po prostu chce działać, choć zabiera to mnóstwo czasu i nie przynosi ani pieniędzy, ani sławy. Pracuje na rzecz miasta, inwestuje w sztukę i edukację, co jest mało dochodowe, ale ma realny wpływ na rozwój – mówi Justyna Buśko z towarzystwa.

Równocześnie zaczął zakładać szkoły: w Poznaniu podstawówkę i gimnazjum DaVinci oraz Wyższą Szkołę Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa, w Warszawie zainwestował w Wyższą Szkołę Psychologii Społecznej.

Prawdopodobnie gdyby nie to wszystko, nigdy nie powstałby najnowszy unikalny projekt, jaki wypuścił koncern Voelkela – meble, które są nie tylko funkcjonalne, nie tylko designerskie, ale przede wszystkim wykorzystują naukowe odkrycia i wiedzę o życiu człowieka. – Szukając inspiracji do produkcji nowych kolekcji, zacząłem uważniej przyglądać się dziedzinom, które mają związek z rozwojem człowieka – mówi „DGP” właściciel grupy Vox. Po rozmowie z Dawidem Wienerem, lekarzem, filozofem, który opowiedział, jak wiele specjaliści wiedzą już o rozwoju człowieka w pierwszych trzech latach życia, jego specyficznych potrzebach i o tym, jak niewiele z tego wynika, powstał pomysł pierwszej przełomowej kolekcji Mamama dla dzieci w wieku 0 – 3 lata.

Antropolog projektuje

Tu nie ma miejsca na błękitne chmurki i różowe aniołki. Uchwyty do szaf mają kształt oczu, a dziecko samo może zmienić ich wyraz. Na drzwiach wiszą tablice, by można było gryzmolić kredą. Szczebelki w niemowlęcym łóżeczku nie tylko są pomalowane na różne kolory, ale mają kształt trójkątów i kwadratów, a obracane – trykają i stukają. A pokrowiec na materac zszyty z materiałów o różnych fakturach nie imponuje sterylnością – przeciwnie, ma za zadanie zatrzymywać znajome zapachy (łez, śliny, mamy), by zapewniać dziecku poczucie bezpieczeństwa.

– Jesteśmy pierwsi na świecie, nikt wcześniej o tym wszystkim nie pomyślał – zapewnia Voelkel. Teraz przyszedł czas na ujawnienie (targi designu w Mediolanie to właśnie ta okazja) kolejnej kolekcji, dziecięco-młodzieżowej zwanej Young Users. I w tym przypadku proces projektowania był podobny – najpierw zebrano odkrycia antropologów, socjologów, kulturoznawców i psychologów na temat potrzeb odbiorców w wieku 5 – 18 lat, a dopiero potem projektanci, bogatsi o tę wiedzę, przystąpili do rysowania biurek i szaf.


Nowatorskie podejście do projektowania, którego nie można się nauczyć na żadnej istniejące uczelni? Stąd już tylko krok do założenia wyjątkowej szkoły, jaką tej jesieni otwiera poznański biznesmen. Ruszy w stolicy Wielkopolski pod nazwą Wyższa Szkoła Designu (School of Design), a jego mentorką będzie designerka światowej sławy Li Edelkoort, znużona – jak mówi Voelkel – dotychczasowymi działaniami i poszukująca nowych inspiracji.

Projektanci mają studiować nie tylko rysunek, rzeźbę czy historię sztuki, ale też filozofię, psychologię, antropologię, psychologię. – Nie chodzi o zrobienie z nich erudytów, ale o to, by traktowali humanistykę jak narzędzie, które pozwala lepiej zrozumieć świat, siebie i innych – zapowiada Dawid Wiener, który będzie szefował blokowi humanistycznemu. A Agnieszka Jacobson-Cielecka, niegdyś naczelna „Elle Decoration”, dziś niezależny kurator wystaw, która w powstającej uczelni odpowiadać będzie za sferę designu, dopowiada: – Projektowanie to usługa, więc designer musi być w nieustającej relacji z odbiorcą. Sam Voegel zapowiada krótko: – To po prostu będzie szkoła inna niż wszystkie.

Program studiów zakłada ścisłą współpracę z biznesem już od drugiego roku nauki, by akademicką teorię od razu można było konfrontować z rynkową rzeczywistością. Studenci mają zapewnione staże i praktyki m.in. w spółkach grupy Vox. Spodziewać się więc można, że na dzisiejszych kolekcjach projektowanych w nowatorski sposób na pewno się nie skończy.