Za surowiec dostarczany do Polski w ramach kontraktu jamalskiego płacimy o 24 proc. więcej niż Niemcy i ponad 11 proc. więcej niż Holendrzy, choć pod względem ilości importowanego z Rosji gazu jesteśmy czwartym klientem Gazpromu w Europie. PGNiG uważa, że powinniśmy płacić o 10 proc. mniej i w ubiegłym tygodniu przystąpiło do negocjacji z Rosjanami. Ci jednak nie są skłonni do ustępstw. Kilka tygodni temu Gazprom stwierdził, że nie ma podstaw do renegocjowania cen w kontraktach długoterminowych w Europie.

Reklama

Według polskiej spółki niechęć Rosjan do obniżki to wystarczający argument, by walczyć o tańszy gaz przed sądem. Arbitrażem Gazprom straszą też Litwini, bo podobnie jak Polacy przepłacają za gaz. Eksperci uważają, że taka zagrywka może się udać. To już przetestowany schemat. W ubiegłym roku do trybunału arbitrażowego Gazprom pozwały bowiem włoski Edison i słowacki SPP.

Włoska firma wystąpiła przeciwko Gazpromowi do sądu w Sztokholmie, bo ten nie chciał renegocjować ceny gazu dostarczanego Edisonowi w ramach długoterminowego kontraktu. Włosi płacili około 300 – 320 dol. za 1000 m sześc., choć gaz skroplony LNG z Kataru mogliby sprowadzać w tym czasie za 240 – 250 dol. Oficjalne wnioski Edisona do władz Gazpromu w sprawie renegocjacji cen lub zmiany formuły cenowej nie przynosiły rezultatu. Dopiero wystąpienie na drogę sądową dało efekty. Gazprom szybko przystał na warunki Włochów, a ci wycofali pozew. Także Słowacy dzięki zagrożeniu arbitrażem ugrali obniżki.

Jednak analitycy uważają, że oprócz gróźb PGNiG powinno pomyśleć nad zachętami dla Gazpromu do obniżki. Jakimi? Siergiej Prawosudow, dyrektor Instytutu Energetyki Narodowej Federacji Rosyjskiej, mówi wprost: Gazprom może obniżyć ceny dla europejskich odbiorców, ale ci muszą go dopuścić do projektów energetycznych.

"To może być klucz do tego, by PGNiG przekonało Gazprom" - przyznaje Andrzej Sikora, prezes Instytutu Studiów Energetycznych. Ukłonem w stronę stanowiska Gazpromu mogą być zapisy nowej strategii, jaką zarząd polskiej spółki przedstawi dzisiaj radzie nadzorczej. Jej głównym elementem będzie budowa nowej, drugiej nogi biznesowej PGNiG – segmentu elektroenergetycznego opartego na gazie. To dla Gazpromu dobra informacja, bo zwiększy się zapotrzebowanie na rosyjski gaz. Poza tym gdyby Gazprom zgodził się na obniżkę, PGNiG mogłoby zaprosić Rosjan do wspólnych projektów energetycznych.

Na taki scenariusz PGNiG już się zresztą szykuje. Spółka utworzyła z Gazpromem grupę roboczą do prac nad wspólnym projektem elektroenergetycznym. Cel: budowa elektrowni lub elektrociepłowni na gaz o mocy 400 MW w północno-wschodniej Polsce. "Gdyby ten scenariusz udało się zrealizować, zyskalibyśmy inwestora z dostępem do alternatywnego wobec węgla źródła zasilania" - tłumaczy „DGP” Andrzej Sikora.

Jednak rozmowy z rosyjskim dostawcą mogą być teraz trudne. Jeszcze w 2009 roku z powodu kryzysu Gazprom przyznał swoim klientom na Zachodzie różne rabaty. Skorzystali na tym m.in. Niemcy, Francuzi, Włosi, a nawet Czesi i Słowacy. Obniżki ominęły jednak Polskę.

W tym roku Rosjanie zapowiadają dalsze podwyżki. Gazprom tłumaczy to tym, że wraca popyt na gaz w Europie, a ropa, do której indeksowana jest cena gazu, drożeje. Według analiz koncernu średnie ceny dla Europy wzrosną w efekcie w tym roku o 15 proc., z 306 do 352 dol. za 1000 m sześc.