Najpierw jednak trzeba wydać na kupno kopalni niebagatelną kwotę 111,5 miliona złotych. Co najmniej taką, bo to cena wywoławcza. Na tyle bowiem wyceniono cały zakład. Potencjalni kupcy mają sześć tygodni na zgłoszenie swoich ofert. Trzeba jeszcze wpłacić wadium, w przeciwnym razie nie będzie można wziąć udziału w tym przetargu. Wynosi ono - bagatela - cztery miliony złotych.

Reklama

Otwarcie kopert z propozycjami inwestorów zaplanowano na 17 grudnia. Ostateczna umowa kupna kopalni miałaby zostać zawarta do połowy przyszłego roku. Kupiec będzie musiał dogadać się z pracującą tam załogą i zawrzeć z nią umowę społeczną. W tej chwili w tej najmniejszej kopalni, należącej do Kompanii Węglowej, fedruje około tysiąca górników.

Dla Kompanii Węglowej liczą się przede wszystkim pieniądze ze sprzedaży "Silesii". "Jedynym kryterium decydującym o wyborze najkorzystniejszej oferty jest zaoferowana cena" - napisano w ogłoszeniu o przetargu.

Pytanie tylko, czy można na tym zrobić dobry interes. Bo przecież gdyby kopalnia przynosiła zyski, to Kompania Węglowa nie chciałaby się jej pozbyć. Może jednak znajdzie się śmiałek, który będzie miał pomysł na to, jak na "Silesii" zarobić?

Nie będzie to łatwe, bo kopalnia od lat przynosi straty - nawet kilkadziesiąt milionów złotych. Kończą się tam dostępne złoża węgla, a przygotowanie nowych kosztowałoby niewyobrażalne pieniądze. Tak wielkie, że dałoby się za nie wybudować zupełnie nową kopalnię.