Rosjanie są oburzeni i odgrażają się, że mogą całkowicie zabronić wwożenia polskich jabłek czy śliwek na teren ich kraju. Byłoby to kolejne zaostrzenie sankcji, wprowadzonych prawie dwa lata temu. Pod koniec 2005 roku Moskwa zamknęła granice dla polskiej żywności. Od tej pory nasze produkty roślinne trafiają na rosyjski rynek za pośrednictwem Litwy, Czech i Łotwy.

Reklama

"Jeśli Polska w dalszym ciągu będzie naruszać rosyjskie normy fitosanitarne, eksportując przez kraje trzecie niebezpieczne dla zdrowia Rosjan warzywa i owoce, wprowadzimy czasowe ograniczenia na polski import" - grzmi Aleksiej Aleksiejenko, rzecznik rosyjskiej służby nadzoru weterynaryjnego. Przekonuje, że w przywożonych z Polski owocach "specjaliści wykrywali przekroczenia maksymalnych norm stężenia pestycydów, azotanów i soli metali ciężkich".

Co innego o polskich owocach i warzywach mówią eksperci unijni. Ich zdaniem, nasze jabłka czy marchewki, które są sprzedawane za granicę, są dobrej jakości i spełniają wszelkie unijne normy. Jednak Rosjanie twierdzą, że ich żołądki są bardziej wrażliwe niż obywateli Wspólnoty.

Warto przypomnieć, jaki był powód wprowadzenia embarga w 2005 roku - Rosjanie zarzucali nam fałszowanie dokumentów. Gdy Polska usunęła nieprawidłowości i nie było powodów, by dłużej utrzymywać zakaz importu naszych produktów, nagle Rosjanie uznali, że nie odpowiada im jakość.