Dziennik Gazeta Prawana logo

Przez powódź stracimy grube miliardy

18 maja 2010, 06:26
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Jeżeli skala zniszczeń po powodzi będzie porównywalna z tymi z 1997 roku, ostateczny koszt może sięgnąć od 30 do 40 miliardów złotych - twierdzą eksperci. Kto to zapłaci? Pan zapłaci, pani zapłaci, czyli po prostu mieszkańcy oraz przedsiębiorcy. A wszystko przez zaniedbania.


Na pewno usuwanie skutków wielkiej wody pochłonie miliardy złotych. Jeżeli skala zniszczeń będzie porównywalna z tymi z 1997 r., ostateczny koszt może sięgnąć od 30 do 40 miliardów złotych. Trzeba podkreślić, że ten ogromny koszt spadnie w głównej mierze na zwykłych mieszkańców oraz przedsiębiorców. Tak właśnie było przed 13 laty, gdy zewidencjonowane koszty sięgnęły 15 miliardów, a faktyczne ok. 20 miliardów złotych. Do kosztów spoza ewidencji należą te, które są ponoszone we własnym zakresie. Z naszych analiz wykonywanych na potrzeby oszacowania skutków finansowych powodzi wynika, że przeciętny koszt remontu każdego podtopionego domu wynosi 30 do 40 procent wartości nowego, czyli ok. 100 – 120 tysięcy złotych.


Każdy dzień przerwy w działalności firmy to potężne straty. W skrajnych sytuacjach przerwa może doprowadzić do upadku przedsiębiorstwa. Stan lokalnego biznesu w prosty sposób zaś przekłada się na stan finansów gminy. Trzeba również pamiętać o strategicznie ważnych przedsiębiorstwach, jak elektrociepłownie czy oczyszczalnie ścieków. One muszą być chronione w pierwszej kolejności, gdyż ich wyłączenie zwielokrotniłoby straty. Włącznie z sytuacją, w której władze będą musiały rozważyć podtopienie innych obszarów, aby je uratować.


Trudno się dziwić zwykłym ludziom, że unikają ubezpieczeń, skoro samo państwo i samorządy niechętnie łożą na zapobieganie. Wiadomo, że gminy ponoszą koszta powodzi głównie przez wzgląd na zniszczoną infrastrukturę. Chodzi o podtopione drogi, zerwane mosty czy zniszczoną kanalizację. Ale i tak największy koszt ostatecznie spada na poszczególnego mieszkańca czy przedsiębiorcę. Mimo to np. w Krakowie nadal nie powstał kanał ulgi na rzece Wildze, który został uznany za zbyt drogi, a na rzece Skawa wciąż nie została ukończona budowa zbiornika retencyjnego w Świnnej Porębie, w efekcie czego obecnie podtopione są np. Wadowice. Jeszcze trudniej zrozumieć, dlaczego samorządy wciąż pozwalają na zabudowę na terenach zalewowych. A deszcz cały czas pada.

* Analityk i doradca rynku nieruchomości, prezes Instytutu Analiz Monitor Rynku Nieruchomości Mrn.pl

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj