Dziennik Gazeta Prawana logo

Sprzedawali w internecie i dostali wezwania. Fiskus ma już wszystko na talerzu

59 minut temu
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Sprzedawali w internecie i dostali wezwania. Fiskus ma już wszystko na talerzu
Sprzedawali w internecie i dostali wezwania. Fiskus ma już wszystko na talerzu/Shutterstock
Skarbówka analizuje raporty dotyczące transakcji internetowych i wysyła wezwania do osób, które mogą prowadzić niezarejestrowaną działalność gospodarczą. Jest jednak jedna grupa osób, które nie muszą się bać urzędu skarbowego.

O sprawie informuje wtorkowa „Rzeczpospolita”.

Fiskus dostał informacje o sprzedających w internecie

- Ostatnio fiskus zaczął intensywnie sprawdzać podatników, którzy trafili do raportów przesyłanych przez platformy internetowe, takie jak Allegro, OLX czy Vinted, na podstawie przepisów wdrażających unijną Dyrektywę DAC7” - mówi „Rz” Monika Piątkowska, doradca podatkowy.

Gazeta przypomina, że w takich raportach są informacje o sprzedawcach, którzy przeprowadzili rocznie przynajmniej 30 transakcji. A także o sprzedających rzadziej, ale w sumie za więcej niż 2 tys. euro. W zestawieniu są również ci, którzy za pośrednictwem platform internetowych wynajmowali nieruchomości, środki transportu czy świadczyli różne usługi.

Fiskus ma już wszystko na talerzu

- Fiskus już wcześniej przeszukiwał portale sprzedażowe i sprawdzał najaktywniejszych użytkowników. Teraz ma jednak wszystko jak na talerzu – mówi „Rz” Piotr Juszczyk, doradca podatkowy. Potwierdza on również, że skarbówka wysyła wezwania na podstawie raportów.

Według „Rzeczpospolitej” fiskus interesuje się internetem ponieważ szuka tych, którzy prowadzą działalność na czarno. Wtedy, gdy uzna sprzedawcę za przedsiębiorcę, konsekwencje mogą być opłakane.

Kto nie musi się bać urzędu skarbowego?

- Jeśli sprzedamy przez rok 30 takich samych par butów albo 30 egzemplarzy tej samej książki, to trudno będzie przekonać skarbówkę, że pozbywamy się osobistego majątku. Wizyty w urzędzie nie powinien się natomiast obawiać ten, kto wprawdzie przekroczył limity, ale sprzedawał stare, prywatne rzeczy, np. ubrania, z których wyrósł, czy książki, które już przeczytał – tłumaczy Piątkowska.

Zdaniem Juszczyka prowadzącym działalność na czarno grożą zaległość w PIT wraz z odsetkami, ale także VAT, ZUS i grzywna z kodeksu karnego skarbowego.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj