Procedura została uruchomiona pod koniec stycznia. Jej powodem są wieloletnie praktyki Niemiec, polegające na zmuszaniu obywateli państw spoza UE (np. Ukrainy), którzy przeszli już kontrolę imigracyjną i posiadają zezwolenie na pobyt lub wizę długoterminową wydaną przez inne państwo członkowskie, do ubiegania się o dodatkową wizę – tzw. wizę Vander Elst. O taką wizę trzeba się starać w niemieckich placówkach dyplomatycznych. Jest ona wymagana przy delegowaniu pracowników do Niemiec także na okres do 90 dni.
KE: Niemcy naruszyły prawo unijne
Zdaniem KE dodatkowy wymóg wizowy narusza unijne prawo, ogranicza bowiem zapisaną w traktatach UE swobodę świadczenia usług.
Niemcy mają dwa miesiące na ustosunkowanie się do zarzutów Komisji. Jeśli nie zmienią swoich regulacji, KE może przejść do kolejnego etapu procedury, która w ostateczności może zakończyć się skierowaniem sprawy do Trybunału Sprawiedliwości UE.
Polacy: Decyzja KE miłym zaskoczeniem
Kwestią wiz Vander Elst w Polsce zajmował się m.in. Europejski Instytut Mobilności Pracy – think tank łączący środowiska pracodawców, naukowców, pracowników oraz urzędników.
Decyzja KE była dla nas miłym zaskoczeniem, ponieważ potwierdziła prezentowane przez nas od lat stanowisko, że wymóg uzyskania dodatkowych wiz stanowi naruszenie artykułu 56 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, który gwarantuje wszystkim przedsiębiorstwom możliwość korzystania ze swobody świadczenia usług i delegowania w tym celu swoich pracowników niezależnie od ich obywatelstwa – powiedział PAP prezes Instytutu Stefan Schwarz.
Jak dodał, wprowadzając system dodatkowych wiz, Berlin faktycznie blokował wysyłanie do Niemiec pracowników spoza UE, np. Ukrainy, zatrudnionych w polskich firmach.
Mamy udokumentowanych wiele przypadków, w których pracownicy delegowani przez polskie przedsiębiorstwa byli zatrzymywani przez niemiecką policję federalną i odwożeni siłą do granicy z Polską, mimo że posiadali dokumenty poświadczające legalny pobyt i zatrudnienie w Polsce. Takim deportacjom często towarzyszył dwuletni zakaz ponownego wjazdu na terytorium Niemiec lub do strefy Schengen. Niektórzy byli poddawani rewizjom osobistym i przesłuchiwani na posterunkach policji, mimo że nie naruszali żadnego prawa. Czasami byli zostawiani w środku lasu przy drodze, z wyładowanymi telefonami komórkowymi. Liczymy, że decyzja KE zakończy ten proceder – powiedział PAP Schwarz.
Jak zauważył, część firm próbowała uzyskiwać dodatkowe wizy dla swoich pracowników, ale w praktyce było to niezwykle trudne.
Uzyskanie tzw. wizy Vander Elst jest w praktyce niewykonalne. System informatycznych rejestracji wizyt w celu jej uzyskania na stronach niemieckich placówek dyplomatycznych praktycznie cały czas pokazuje, że nie ma wolnych slotów, żeby umówić się na spotkanie. Jeśli nawet to się uda, wymagana jest fizyczna obecność w ambasadzie Niemiec i skompletowanie ogromnej liczby dokumentów. Procedura wizowa jest tak zaprojektowana, że jednocześnie można złożyć tylko jeden wniosek – co czyni ją bezużyteczną w przypadku delegowania zespołów pracowników – powiedział.
Ekspert: Miliardowe straty polskich firm
Ekspert Instytutu dr Marcin Kiełbasa powiedział PAP, że polskie firmy co roku ponosiły miliardowe straty w związku z obowiązkiem uzyskiwania dodatkowych wiz narzuconych przez Niemcy.
Wiemy, że część polskich firm, które delegują pracowników za granicę, po prostu zrezygnowała z zatrudniania obcokrajowców. Część wysyłała pracowników bez tej wizy, biorąc na siebie ryzyko i koszty ponoszone z tytułu odsyłanych z Niemiec do Polski pracowników z przysłowiowym wilczym biletem– dodał.
Zdaniem Schwarza uruchomienie przez Brukselę procedury wobec Niemiec jest dowodem na to, że prawo europejskie działa i że warto walczyć o jego przestrzeganie, nawet jeśli naruszeń dopuszcza się największa gospodarka Unii.
Polacy: Słyszeliśmy, że nic się nie da zrobić
Decyzja Komisji jest efektem lat pracy i konsekwentnego wskazywania na to naruszenie. Zdarzało się nam usłyszeć, że nic nie da się zrobić, bo "to przecież Niemcy". A jednak się udało – podsumował.
Do czasu nadania depeszy PAP nie otrzymała komentarza Stałego Przedstawicielstwa Niemiec przy UE w tej sprawie.