Kierowca reprezentantem Ubera

Wyrok zapadł w pierwszym tzw. procesie pilotażowym, wybranym spośród ponad 3 tys. podobnych pozwów. Orzeczenie to może wyznaczyć kierunek dla kolejnych toczących się spraw.

Reklama

Przysięgli uznali, że kierowca w momencie zdarzenia występował jako reprezentant Ubera, co nakłada na spółkę odpowiedzialność za jego czyny. Sąd odrzucił jednak roszczenia dotyczące systemowych zaniedbań czy wadliwości samej aplikacji i nie zasądził odszkodowania karnego. Prawnicy Dean domagali się wcześniej kwoty przekraczającej 140 mln dolarów.

Gwałt na pasażerce Ubera

Z zeznań poszkodowanej wynika, że w nocy, gdy doszło do napaści, była pod wpływem alkoholu. Zamówiła przejazd z mieszkania partnera do hotelu, jednak kierowca zboczył z trasy w nieoświetlone miejsce, gdzie dokonał gwałtu.

„Chcę mieć pewność, że to nie przydarzy się innym kobietom” – mówiła przed sądem Dean, cytowana przez dziennik „New York Times”.

Bezpośrednio po zdarzeniu kobieta zawiadomiła policję oraz administrację firmy. Uber zareagował natychmiastowym i dożywotnim odebraniem kierowcy dostępu do aplikacji, co trwale uniemożliwiło mu przyjmowanie dalszych zleceń. Mężczyzna nie usłyszał jednak do tej pory zarzutów karnych.

Reklama

System ostrzeżeń „niepraktyczny"

W trakcie przewodu sądowego ujawniono wewnętrzną dokumentację spółki. Wynika z niej, że system oznaczył kurs Jaylynn Dean jako obarczony podwyższonym ryzykiem bezpieczeństwa. Pasażerka nie otrzymała jednak żadnego ostrzeżenia, ponieważ – jak zeznał jeden z menedżerów – wdrożenie takich komunikatów uznano za „niepraktyczne”.

Powodowie argumentowali, że firma celowo opóźniała wprowadzanie mechanizmów zabezpieczających, obawiając się wyhamowania dynamiki wzrostu przedsiębiorstwa.

Kierowca nie karany i posiadał niemal idealne oceny od użytkowników

Przedstawiciele Ubera argumentowali, że kierowca nie był wcześniej karany, a w aplikacji posiadał niemal idealne oceny od użytkowników. Firma przypomniała również statystyki, według których 99,9 proc. kursów w USA odbywa się bez żadnych incydentów.

„Ten werdykt potwierdza, że Uber działał odpowiedzialnie i znacząco inwestował w bezpieczeństwo pasażerów” – przekonywał rzecznik spółki w oświadczeniu, którego treść przytoczył „NYT”. Zapowiedział jednocześnie złożenie apelacji od wyroku.

Jak podał „New York Post”, po ogłoszeniu decyzji sądu wartość akcji Ubera spadła o około 0,5 proc. Prawnicy Jaylynn Dean ocenili werdykt jako potwierdzenie ich zarzutów o przedkładanie zysku nad bezpieczeństwo klientów. Wskazywali przy tym na marketingowe obietnice firmy, która promuje swoje usługi jako „bezpieczną opcję dla kobiet podróżujących nocą”.

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski