W środę przed godz. 11 mer Chersona Ihor Kołychajew napisał na swoim koncie na Facebooku, że prosi wszystkich dziennikarzy chersońskich, ukraińskich, światowych o pomoc, aby miasto otrzymało humanitarny korytarz, ażeby wywieźć rannych, zabitych, przywieźć leki i produkty żywności. Bez tego wszystkiego miasto umrze. Liczę, że dziennikarze pomogą połączyć się nie tylko z ukraińskimi, ale i światowymi politykami. Pomóżcie Chersonowi otrzymać możliwość uratowania swoich mieszkańców od humanitarnej katastrofy - napisał Ihor Kołychajew.

Reklama

Relacje Ukraińców podczas ataków Rosji

O sytuacji w mieście dziennikarz PAP rozmawiał we wtorek i środę dzięki mieszkającej w Trójmieście Ukraińce - Anastazji, która łączyła się poprzez wideorozmowę i przez telefon z rodziną i znajomymi ukrywającymi się w okupowanym mieście przed Rosjanami. W Chersonie rano włączono wodę, której nie było przez dwa dni. Niektóre osoby nie mają internetu. Telewizja chwilami działa, bo Rosjanie niszczą, ale Ukraińcy naprawiają anteny nadawcze.

Najpierw rozmawiał z mężczyzną z Charkowa, który od wtorku nie wychodził z domu. Na co dzień prowadzi kilka punktów gastronomicznych. Od wybuchu wojny postanowił, że będzie piekł chleb za darmo. Dziennie 1600 bochenków. Poprzez social media zaczął zbiórkę pieniędzy na produkty potrzebne do pieczenia pieczywa - przez dwa dni zabrał 581 tys. hrywien - ok. 80 tys. złotych.

Siedzimy cicho, bo mamy bardzo dużo jedzenia w środku i nie chcemy żeby nas znaleziono. Chleba nie będzie, bo niebezpiecznie się przemieszczać. W Chersonie rozstrzelano samochód cywilów. Zginęło kilka osób - mówił we wtorek wieczorem. Podczas rozmowy telefonicznej powiedział, że wieczorem przeniosą się z piekarni do bunkra. W środę rano (godz. 8 polskiego czasu) przekazał, że już przebywa w bunkrze.

Reklama

ŚLEDŹ RELACJĘ NA ŻYWO>>>

Na chersońskich grupach na Telegramie pojawiają się posty, że Rosjanie przychodzą do Ukraińców i proszą o jedzenie, bo nie mają własnego prowiantu. We wtorek i środę łączyliśmy się telefonicznie z 18-letnią Katią mieszkającą w Chersonie. W moim sąsiedztwie są dwa sklepiki. W jednym Rosjanie chcieli zapłacić rublami, a w drugim wzięli, to co chcieli. Z marketu wyjeżdżali z wózkami z żywnością. Teraz pali się wielkie centrum handlowe i market budowlany w Chersonie. We wtorek wieczorem cywile własnymi siłami chcieli walczyć z Rosjanami. Zaczęli rzucać koktailami Mołotowa w żołnierzy rosyjskich, ci odpowiedzieli ogniem. Zginęło około 50 osób. Teraz zbiera się grupa żeby zbierać ciała poległych Ukraińców. Ludzie są porozrywani na kawałki, bo Rosjanie otworzyli ogień z granatników. Codziennie o 4.20 jak za faszystów zaczyna się ostrzał, choć faszyści chyba byli lepsi od Rosjan, bo ci wyrażali chociaż zgodę na korytarz humanitarny. W nocy przez dziesięć minut leciały na nas Grady. Wszystko w mieszkaniu się trzęsło - opowiadała w środę przed godz. 11 kobieta.

Katia dodała, że Rosjanie przejmują lokale od Ukraińców, wśród mieszkańców pojawiają się też informacje, że snajperzy lokują się na chersońskich blokach, by mieć dogodne pozycje do strzelania.

Rosjanie próbują też szerzyć propagandę przez internet. Mojej ciotce zaoferowali, żeby za od 100 do 500 dolarów nagrała film w social mediach po ukraińsku Dziękuję Putin, że nas ratujesz. Najlepiej żeby w tle był sprzęt wojskowy - dodała kobieta podczas rozmowy telefonicznej z PAP.