Problem kredytów frankowych wciąż jest palący i nie ma w tym nic zaskakującego. Jak wyliczył Urząd Komisji Nadzoru Finansowego – skrajnie prokonsumencka uchwała Izby Cywilnej Sądu Najwyższego może kosztować sektor bankowy do 234 mld zł. Nawet w optymistycznym dla banków wariancie – czego zdaje się nie przyjmować do wiadomości część frankowiczów i ich pełnomocników – koszty te nadal wynosiłyby kilkadziesiąt miliardów złotych.
Reklama
Decydujące dla wielkości kosztów, jakie będą musiały ponieść banki, będzie orzeczenie Sądu Najwyższego w kwestii możliwości domagania się przez bank zwrotu kosztów kapitału po unieważnieniu umowy. Sektor bankowy i frankowicze wciąż czekają na orzeczenie po tym, jak w maju SN poprosił o dodatkowe opinie Narodowy Bank Polski, Komisję Nadzoru Finansowego, Rzecznika Finansowego, Rzecznika Praw Obywatelskich oraz Rzecznika Praw Dziecka.
Jak zapowiedziała I prezes SN Małgorzata Manowska, kolejne posiedzenie Izby Cywilnej w tej sprawie może się odbyć we wrześniu. Decyzja SN będzie miała kolosalne znaczenie nie tylko dla sektora bankowego, ale dla całej polskiej gospodarki. To przykład, że prawo nie działa w próżni i musi uwzględniać perspektywę ekonomiczną i społeczną.
Właśnie o związkach prawa i ekonomii opowiedział gość honorowy Kongresu, prof. dr hab. Stanisław Sołtysiński, którego przywitali prezes ZBP Krzysztof Pietraszkiewicz oraz prowadzący Kongres wiceprezes Związku dr Tadeusz Białek.

Prawo powinno szanować ekonomię

Prof. Stanisław Sołtysiński, partner założyciel kancelarii SK&S, na przykładzie publicznej polemiki prof. Ewy Łętowskiej z prof. Leszkiem Balcerowiczem dotyczącej kredytów frankowych zwrócił uwagę na ryzyko literalnej interpretacji prawa, która prowadzi do „rażąco absurdalnych rezultatów z punktu widzenia ekonomicznego lub powszechnie akceptowanych norm moralnych”.
– Sporo prawników potępia banki i wyraża stanowisko bliskie prof. Łętowskiej, która uważa, że banki podpisywały umowy zawierające klauzule abuzywne, przerzucając na klientów całe ryzyko wzrostu cen szwajcarskiej waluty; a zatem umowy te są nieważne. Jej zdaniem banki łamały prawo, ukrywając ryzyko umowy w obcej walucie – prof. Sołtysiński przywołał argumenty byłej RPO, uznając je jednak za nieuprawnioną generalizację.
Tutaj pojawia się pytanie, co to znaczy „trwała bezskuteczność” umowy. Jest to nowe pojęcie. Studentów uczymy o czterech sankcjach wadliwych czynności prawnych: nieważności bezwzględnej i względnej oraz bezskuteczności zawieszonej i względnej. Teraz okazuje się, że mamy jakąś piątą sankcję – zauważyła prof. Krystyna Szczepanowska-Kozłowska z Uniwersytetu Warszawskiego
– Żaden z tych zarzutów nie został kompletnie wykazany na podstawie konkretnych dowodów. Szczególnie nieuzasadnione było dokonane przez profesor Łętowską uogólnienie dotyczące, podkreślam, wszystkich banków, że (…) abuzywne praktyki były stosowane przez banki masowo – powiedział założyciel kancelarii SK&S.
Prof. Stanisław Sołtysiński poparł argumenty prof. Leszka Balcerowicza i innych ekonomistów mówiące o ryzyku dla stabilności systemu bankowego, płynącemu ze zbyt wysokich sankcji dla banków. Podkreślił, że podważenie stabilności systemu bankowego wskutek postulowanych sankcji odczują nie tylko przedsiębiorcy, lecz w szczególności konsumenci stanowiący przedmiot troski prof. Łętowskiej.
Na koniec profesor przywołał wyrok TSUE w sprawie C-19/20, który podkreślił, że interes kredytobiorcy nie może być uznany za rozstrzygający o dalszym losie umowy. Trybunał nałożył też na sądy krajowe obowiązek stosowania obiektywnego podejścia, które powinno uwzględniać interesy zarówno klienta, jak i banku.

„Trwała bezskuteczność” – nowy termin?

Kolejni prelegenci skupili się na orzecznictwie SN w sprawach frankowych, w szczególności majowej uchwale „siódemkowej”. Prof. dr hab. Krystyna Szczepanowska-Kozłowska z Uniwersytetu Warszawskiego omówiła zagadnienie „trwałej bezskuteczności” umowy kredytowej w kontekście przedawnienia roszczeń konsumenta.
Profesor zaznaczyła, powołując się na orzeczenie Sądu Najwyższego, że stwierdzenie abuzywności niektórych postanowień umowy nie oznacza nieważności umowy kredytu jako takiej. – Jest to bardzo ważne, bo nawet jeżeli stwierdzimy abuzywność niektórych postanowień umownych, to nie oznacza to automatycznie nieważności umowy – stwierdziła prof. Szczepanowska-Kozłowska.
Zwróciła uwagę na niespójność terminologiczną w orzecznictwie Sądu Najwyższego w kontekście uchwały siedmiu sędziów z 7 maja 2021 r. – SN powiedział, że kredytodawca może żądać zwrotu świadczenia od chwili, w której umowa kredytu stała się „trwale bezskuteczna”. Tutaj pojawia się pytanie, co to znaczy „trwała bezskuteczność” umowy. Jest to nowe pojęcie. Studentów uczymy o czterech sankcjach wadliwych czynności prawnych: nieważności bezwzględnej i względnej oraz bezskuteczności zawieszonej i względnej. Teraz okazuje się, że mamy jakąś piątą sankcję – zauważyła profesor Uniwersytetu Warszawskiego. Jej zdaniem mimo odejścia od posługiwania się pojęciem unieważnienia, SN traktuje pojęcie bezskuteczności jako synonim.
Reklama

Zatrzymanie i potrącenie

Anna Cudna-Wagner z kancelarii CMS Cameron McKenna Nabarro Olswang Pośniak i Bejm omówiła środki obrony banku w postępowaniu z powództwa konsumenta, w szczególności zatrzymanie i potrącenie. Kwestia korzystania z tych środków przez banki jest szczególnie istotna po tym, jak Sąd Najwyższy opowiedział się za teorią dwóch kondykcji. Bank musi podjąć działania zmierzające do dochodzenia jego roszczeń.
Zarzut zatrzymania sprowadza się do tego, że bank w postępowaniu z powództwa klienta oświadcza, że korzysta z prawa zatrzymania rat kapitałowo-odsetkowych zapłaconych przez konsumenta do czasu – jak mówi art. 496 k.c. – zaofiarowania przez konsumenta zwrotu świadczenia spełnionego przez bank albo przynajmniej do czasu zabezpieczenia roszczenia o zwrot świadczeń banku.
Sąd Najwyższy, pomimo pewnych wątpliwości zgłoszonych w „trójkowej” uchwale z lutego 2021 r. (III CZP 11/20), opowiedział się za dopuszczalnością zarzutu zatrzymania. Pozostaje mieć nadzieję, że analiza w zakresie zarzutu zatrzymania zostanie rozwinięta w uzasadnieniu uchwały „siódemkowej” z maja br. (III CZP 6/21), na które wszyscy czekamy – powiedziała mecenas Cudna-Wagner.
Prelegentka zaznaczyła także, że naturalnym narzędziem rozliczenia stron w przypadku bezskuteczności czy nieważności umowy wydaje się zarzut potrącenia. Pozwoliłby on uniknąć prowadzenia kolejnych postępowań sądowych. Podkreśliła, że niestety, ze względu na wątpliwości wynikające z art. 203(1) k.p.c., który został wprowadzony tzw. dużą nowelizacją kodeksu postępowania cywilnego z 2019 r., zastosowanie zarzutu zatrzymania w procesie jest ograniczone. Również w tym zakresie wątpliwości mogłaby przesądzić jednoznaczna wypowiedź Sądu Najwyższego.

Umowę powinno się utrzymać

Prof. dr hab. Maciej Gutowski z UAM w Poznaniu poświęcił uwagę kwestii charakteru sankcji wobec umowy kredytu zawierającej klauzule abuzywne.
W wielu orzeczeniach TSUE podkreślał, że to konsument decyduje o tym, czy chce być związany bezskutecznym postanowieniem. Jeżeli tak, to sankcja nie działa od samego początku ex lege, tylko jest w istocie przedmiotem oceny konsumenckiej. Zdaniem prof. Gutowskiego potwierdza to tzw. uchwała siódemkowa SN z 7 maja 2021 r. w odniesieniu do klauzul, które według SN stają się trwale bezskuteczne. Trwała bezskuteczność dotyczy sytuacji, w której konsument podjął już decyzję co do tego, czy on taką klauzulą chce być związany pomimo jej abuzywnego charakteru, czy też decyduje się na sankcje wobec tej klauzuli. W ocenie prof. Gutowskiego to bardzo poważny argument za tym, by odejść od tradycyjnego rozumienia sankcji jako sankcji ex lege.
Zdaniem prof. Gutowskiego, jeżeli podstawowym celem dyrektywy 93/13 jest przywrócenie równowagi umowie, to po usunięciu dwóch elementów, czyli spreadu i niejednoznaczności jednostronnego uprawnienia przy kształtowaniu kursu waluty, można z powodzeniem tę umowę utrzymać. Taki charakter wyroku jest o wiele bardziej sprawiedliwy i w pełni oddaje istotę sankcji.

Darmowy kredyt wykluczony

Dr Tomasz Spyra z kancelarii SPCG mówił na temat kosztu kapitału i aspektów prawnych kwestii świadczenia polegającego na umożliwieniu przez bank korzystania z kapitału.
Pełnomocnicy frankowiczów podnoszą argument, że brak jest w prawie polskim podstaw do wynagrodzenia za korzystanie z kapitału. – Ten argument zakłada, że potrzebna byłaby jakaś szczególna podstawa, jakiś szczególny przepis, jakaś szczególna zasada prawna, która pozwalałaby czy nakazywałaby dokonanie takiego zwrotu kosztów kapitału w razie upadku umowy. Tymczasem uzasadnieniem obowiązku zwrotu kosztów kapitału jest szczególny charakter świadczenia banku z umowy kredytu, które nie polega tylko na daniu kapitału, ale też na umożliwieniu korzystania z tego kapitału przez określony czas. Argument pełnomocników frankowiczów wydaje się zatem oparty na uproszczonej i nieprawidłowej analizie świadczenia banku. W dotychczasowych wypowiedziach Sąd Najwyższy wskazał, że nie wyklucza możliwości przyznania bankowi zwrotu kosztów kapitału – zaznaczył mec. Spyra.
Odniósł się także do argumentu, jakoby wynagrodzeniu za korzystanie z kapitału sprzeciwiała się Dyrektywa 93/13. – Problem jest w tym, że nic nie wskazuje na to, żeby dyrektywa w ogóle tego problemu dotyczyła. Przedstawiciele frankowiczów wskazują na sankcyjny charakter dyrektywy. Tylko, że ona nie ma na celu nakładania sankcji, to nie jest element prawa karnego. Dyrektywa ma na celu przywrócenie równowagi pomiędzy stronami, a nie karanie banku – przypomniał mecenas.
Dlatego też prelegent wykluczył sankcję kredytu darmowego, czyli uniemożliwienie pobierania przez bank kosztów korzystania z kapitału. – Jest to bardzo daleko idąca sankcja. Oznacza ogromne obciążenie finansowe banku i jest nakładana poza jakimikolwiek gwarancjami proceduralnymi. Nie można przyjąć, że byłaby w jakimkolwiek zakresie proporcjonalna – podkreślił dr Spyra.

Czy aby na pewno abuzywne?

Na koniec części poświęconej kredytom frankowym dr Michał Jabłoński, partner w kancelarii Jabłoński Koźmiński, a także wiceprezes Fundacji „Laboratorium Prawa i Gospodarki”, odpowiadał na pytanie: „Dokąd zmierza orzecznictwo TSUE w zakresie kryteriów oceny uczciwości i klauzul przeliczeniowych”. Prelegent zwrócił uwagę, że wszystkie poprzednie wystąpienia dotyczyły tego, co się dzieje z umową, kiedy abuzywność klauzuli przeliczeniowej już została stwierdzona. – Ja natomiast chciałbym się zastanowić nad samą oceną uczciwości klauzul przeliczeniowych, których kwestionowanie stało się głównym narzędziem podważania umów przez kredytobiorców – zaznaczył dr Jabłoński.
Jego zdaniem część sędziów pochopnie uznaje, że klauzule przeliczeniowe są abuzywne w sposób dorozumiany. Tymczasem każda sprawa powinna być zbadana przez sędziego indywidualnie. Są różne okoliczności, które należy wziąć pod uwagę przy ocenie abuzywności tego rodzaju umów. Proces nie powinien mieć charakteru automatycznego. Takie podejście nie ma uzasadnienia ani w orzecznictwie TSUE, ani w przepisach prawa powszechnie obowiązującego.
Ekspert Laboratorium Prawa i Gospodarki przywołał również niedawne orzeczenie austriackiego Sądu Najwyższego, który nie doszukał się abuzywności w tabelach kursowych banków stosowanych w umowach kredytów walutowych. – Bank ma prawo zaoferować konsumentowi postanowienie, które przewiduje mechanizm zmiany kursu, na przykład przez odwołanie się do tabel kursowych banku. Bo innego mechanizmu może po prostu nie być. Austriacki Sąd Najwyższy w wyroku z 25 sierpnia 2020 r. (sygn. 8Ob37/20d) podkreślił, że odwołanie się do tabel kursowych banków nie jest niczym nadzwyczajnym, to jest normalne uczciwe postanowienie – powiedział mec. Jabłoński.
– Dobrze, że zastanawiamy się nad tym, co dzieje się z umową kredytową po stwierdzeniu abuzywności klauzul, jednak wydaje mi się, że warto wrócić do podstawowego problemu, czyli tego, czy w ogóle te klauzule są nieuczciwe, a co jest etapem często pochopnie pomijanym obecnie przez sądy – zakończył adwokat.
Materiał powstał przy współpracy ze Związkiem Banków Polskich