Dziennik Gazeta Prawana logo

Polska gospodarka pędzi prędzej niż powinna. Czy szybkie tempo jest bezpieczne?

6 lutego 2018, 07:20
Ten tekst przeczytasz w 7 minut
wzrost wykres giełd praca gospodarka
wzrost wykres giełd praca gospodarka/Shutterstock
Polska gospodarka pędzi prędzej niż teoretycznie powinna, co może prowadzić do przegrzania. Ale to długa droga i – na szczęście – wcale niepewna.

Przegrzanie ekonomiści nazywają też wzrostem gospodarczym powyżej potencjalnego – czyli takiego, w którym wszystkie gospodarcze tryby pracują spokojnie i bez zgrzytów. Według różnych ocen dla Polski to obecnie 3–3,5 proc. PKB. Tymczasem w 2017 r. produkt krajowy brutto wzrósł o 4,6 proc. W zestawieniu z optymistycznymi prognozami na ten rok, kiedy to PKB ma się zwiększyć w podobnym tempie, skłoniło to niektórych ekonomistów do rozważań, czy aby właśnie nie znaleźliśmy się na drodze do przegrzania, zacięcia się któregoś z trybów, co doprowadziłoby do nierównowagi, na przykład wybuchu inflacji, wywołanej mocnym popytem nakręcającym wcześniej gospodarkę.

Pierwsi na ryzyko zwrócili uwagę Piotr Kalisz i Cezary Chrapek z banku Citi Handlowego. Po opublikowaniu przez GUS danych o PKB w 2017 r. napisali w jednym ze swoich raportów, że w latach 2017–2018 wzrost gospodarczy może być większy o 1 pkt proc. od potencjału i w takich warunkach ryzyko gwałtownego wzrostu płac lub cen wyraźnie wzrasta. Inni eksperci, np. Piotr Bujak z PKO BP, również sądzą, że Polska weszła na drogę do gospodarczego przegrzania, choć dziś nie widać tego symptomów. Rynek pracownika nakręca wzrost płac, ale nadal jest on jednocyfrowy, pensje rosną najwolniej w regionie. Ceny nieruchomości także są pod kontrolą. A na rachunku obrotów bieżących z zagranicą mamy rekordowo niski deficyt, bliski zeru.

Prewencyjna zwyżka stóp

Jak jednak twierdzi ekonomista PKO BP, nierównowaga może nastąpić, i to już w 2019 r. W tym kontekście przydałaby się prewencyjna podwyżka stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej.

– mówi Piotr Bujak. W jego ocenie mocna konsumpcja w tym roku, do której dołączą inwestycje, to właśnie duży wzrost popytu, który może potrzebować więcej importu. To zaś może oznaczać wzrost deficytu handlowego i na całym rachunku bieżącym. Do tego duży popyt na nieruchomości może zderzyć się z barierą podaży – czy to przez coraz mniejszy zasób ziemi pod inwestycje, czy też rosnące koszty budów.

Piotr Bielski z BZ WBK zwraca jednak uwagę, że Rada Polityki Pieniężnej z prezesem NBP Adamem Glapińskim raczej nie wierzy w taki scenariusz. – – mówi Bielski.

Ekspert dodaje, że NBP – podobnie jak inne banki centralne – może się obawiać, że gdy zbyt wcześnie zacznie się podnoszenie stóp procentowych, to znów gospodarka zostanie wepchnięta w deflację. A wyciąganie kraju z deflacji jest dla polityki pieniężnej trudniejsze niż dławienie nadmiernej inflacji. – – ocenia ekonomista.

Mechanizm samoregulujący

W to, że RPP postępuje słusznie, odrzucając scenariusz gospodarczego przegrzania, wierzy Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole. Jak mówi, nawet jeśli w tym roku wzrost gospodarczy znów przekroczy 4 proc. PKB, przy silnym popycie konsumpcyjnym i odbiciu inwestycyjnym, zadziała mechanizm samokorygujący. Inwestycje zwiększą wydajność pracy, co podniesie potencjał gospodarki. To będzie impuls antyinflacyjny, a płace nie będą wtedy rosły nadmiernie, tylko w takim tempie jak wydajność. Na dodatek w 2019 r. rzeczywiście może nastąpić gospodarcze spowolnienie ze względu na mniejsze wykorzystanie pieniędzy z UE – co wynika z kalendarza zagospodarowywania tych środków.

– mówi ekonomista. Jego zdaniem wzrostem płac też nie należy się przejmować tak długo, jak długo nie powoduje on napięć inflacyjnych. A to się obecnie nie dzieje. Firmy nie przenoszą podwyżek pensji na ceny swoich produktów.

Sprzyja temu również międzynarodowa konkurencja: w strefie euro mamy cały czas niskie wzrosty cen. – – konkluduje Jakub Borowski. 

Rynek pracownika nakręca wzrost płac, choć nadal jest on jednocyfrowy

Polacy bardziej skłonni do wydatków niż Irlandczycy

Wskaźnik zadowolenia konsumentów (CCI) w Polsce zbliżył się do poziomu światowego i znacznie przekracza średnią europejską – wynika z najnowszego badania firmy Nielsen. To najlepszy rezultat, jaki nasz kraj osiągnął od początku 2008 r.

Na CCI składają się oceny perspektyw na rynku pracy i sytuacji finansowej oraz optymizm zakupowy. Globalny wynik w III kw. 2017 r. wyniósł 105 pkt, co oznacza, że osiągnął najwyższy poziom w historii badania prowadzonego od 2005 r. Polska z indeksem 104 po raz pierwszy od kryzysu finansowego przekroczyła próg 100 pkt, oddzielający ocenę „nie za dobrze” od „dobrze”. Bardziej zadowoleni od nas są tylko konsumenci z Danii (115 pkt) i Turcji (113). Poza europejskim podium, tuż za Polską, znalazła się Irlandia (103). Średnia dla naszego kontynentu to 87 pkt.

52 proc. Polaków uważa, że obecnie jest dobry czas na dodatkowe wydatki – zajmujemy trzecie miejsce wśród 34 badanych krajów europejskich. 60 proc. z nas sądzi, że w ciągu kolejnego roku ich sytuacja finansowa będzie pomyślna, co daje nam piąte miejsce w Europie. Mniej optymizmu wykazują pod tym względem Irlandczycy: odpowiednio 44 proc. i 55 proc. Jeszcze rok wcześniej optymizm zakupowy wykazywało tylko 39 proc. Polaków. Teraz jesteśmy powyżej średniej światowej (wynoszącej 48 proc.) i znacznie powyżej europejskiej (37 proc.). Globalnym liderem w tej kategorii są Indie (69 proc.). Z kolei najlepszego zdania o swoich perspektywach finansowych są Filipińczycy (87 proc.).

Zielona Wyspa bije nas w ocenie perspektyw rynku pracy w najbliższym roku: wysokie oczekiwania w tej kwestii ma 64 proc. Irlandczyków i 58 proc. Polaków. To bardzo duży skok wobec sytuacji z 2016 r., gdy o dobrych perspektywach pracy mówiło tylko 37 proc. z nas. Teraz zajmujemy pod tym względem szóste miejsce w Europie. Średnia dla naszego kontynentu to 40 proc., a światowa – 55 proc.

– Przekonanie konsumentów, że teraz jest dobry czas na wydawanie pieniędzy, wynika m.in. z programu „Rodzina 500 plus” i rynku pracownika. Mamy najniższe w historii bezrobocie, wciąż niską inflację oraz stale rosnące wynagrodzenia, co podnosi poziom zadowolenia – komentuje Szymon Mordasiewicz, dyrektor zarządzający Nielsen Polska.

Dobre nastroje z ubiegłego roku utrzymują się na początku obecnego. Podawany przez Główny Urząd Statystyczny bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej wyniósł w styczniu 6,2 i był o 7,4 pkt proc. wyższy niż rok wcześniej, gdy koniunktura konsumencka GUS miała wartość ujemną. Najwyższe wzrosty odnotowano w ocenach przyszłej sytuacji finansowej gospodarstwa domowego i obecnej sytuacji ekonomicznej kraju.

Badanie Nielsena (Global Online Consumer Survey) przeprowadzono na próbie ponad 30 tys. użytkowników internetu w 60 krajach świata.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj