Po południu sytuacja na europejskich giełdach uległa lekkiej poprawie. Ok. 16. WIG20 tracił ok. 1,2 proc., niemiecki DAX tracił 1 proc., a francuski CAC40 spadał o 0,8 proc.

Ok. godz. 13 WIG 20 tracił 3,6 proc. Na innych głównych parkietach Europy nastroje też nie były najlepsze. DAX spadał o 2,6 proc., a CAC 40 o 2,2 proc.

Nastrojów na warszawskim parkiecie nie poprawiły nawet bardzo dobre dane dotyczące sprzedaży detalicznej. GUS poinformował, że w sierpniu wzrosła ona w ujęciu rocznym o 11,3 proc. Tymczasem rynek obstawiał wzrost o 9,2 proc.

"To kolejne dobre dane po informacjach o produkcji przemysłowej. Niemniej nie muszą przełożyć się na sytuację wokół złotego, gdzie liczą się głównie globalne nastroje" - wskazał analityk DM BOŚ Marek Rogalski.

Dane nie wpłynęły na sytuację na rynku walutowym, gdzie złoty nadal pozostawał słaby m.in. euro, dolara i franka.

Dopiero po południu złoty zaczął się umacniać. Jak twierdzą dilerzy bankowi, na rynku obecny jest Bank Gospodarstwa Krajowego, który sprzedaje euro i dolary za złote.

O interwencji na rynku walutowym poinformował też NBP. "W godzinach popołudniowych NBP dokonał sprzedaży pewnej ilości walut obcych za złote" - podał bank centralny w komunikacie.

W efekcie ok. 16. za euro płacono "tylko" 4,42 zł, za dolara 3,27 zł, a za franka 3,62 zł. Ok. godz. 13 za euro trzeba było zapłacić 4,50 zł, za dolara 3,35 zł, a za franka szwajcarskiego 3,69 zł.

Do sytuacji na rynku złotego odniósł się w piątek premier Donald Tusk, który stwierdził, że spekulacja na polskiej walucie jest od kilku dni bezdyskusyjnym faktem. Dodał, że Polska jest dobrze przygotowana na burzę na światowych rynkach, ale - zastrzegł - nie wchodzi w grę np. nieustanna interwencja na rynku finansowym.

"Kursy walut znowu zaczęły się chybotać. Widać wyraźnie, że ten czarny scenariusz, jeśli chodzi o światową gospodarkę, naprawdę może się spełnić. Dzisiaj trzeba walczyć z niezwykłą determinacją, żeby przetrwać ten najtrudniejszy okres - mówimy o najbliższych kilkunastu, kilkudziesięciu miesiącach" - powiedział szef rządu.

"Kluczowe, z mojego punktu widzenia, jest to, czy uda się Polskę przez najbliższe cztery lata przeprowadzić bezpiecznie przez coraz bardziej rozszalały żywioł. Analizujemy non stop sytuację gospodarki i finansów na całym świecie. Zapowiada się dzisiaj drugi dzień dość krytyczny, jeśli chodzi o giełdy światowe, europejskie, także giełdę polską" - podkreślił Tusk.

Bardziej dosadny był w piątek wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak, który powiedział, że na rynkach może dojść do tsunami.

"Jeżeli w Ameryce nastąpi ostra wyprzedaż podczas piątkowej sesji, to trzeba się ostro przygotować do takiego tsunami, które będzie na rynkach giełdowych" - powiedział Pawlak.

"Na giełdach (...) doszliśmy do tych dołków, które były w sierpniu. Jeżeli one zostaną przełamane, szczególnie w USA, to dojdzie to do takiego poziomu, jaki był w końcu 2008 r. i na początku 2009 r. Jeśli patrzymy na wykres WIG, to dołki, które są obecnie, są niższe niż to, co było w połowie sierpnia. Z punktu widzenia analizy technicznej można spodziewać się dalszych spadków. To jest dość niebezpieczny moment" - dodał wicepremier.

"Na rynkach finansowych, dużym ryzykiem są gracze, którzy uczestniczą zarówno w robieniu koniunktury i dużej euforii, ale także ci, którzy posługują się strachem i grają na spadki" - powiedział Pawlak.

W czwartek prezes NBP Marek Belka przyznał, że kurs złotego oddala się do zdrowych fundamentów gospodarki, a jego osłabienie wpływa niekorzystnie na ceny, utrudniając bankowi centralnemu kontrolę inflacji oraz osłabia potencjał wzrostowy PKB.

"Znaczna zmienność kursu złotego zmniejsza zdolność prognostyczną i zwiększa niepewność podmiotów gospodarczych dotyczących przyszłości, przekłada się na zmniejszenie ich skłonności do inwestowania, co osłabia w rezultacie potencjał wzrostowy gospodarki" - powiedział Belka w rozmowie z portalem obserwatorfinansowy.pl, którego właścicielem jest NBP.