Największym problemem są niepokojąco wysokie długi samorządów chińskich. Szacuje się, że miasta Chin są już zadłużone na 1,7 bilionów dolarów.
Cheng Siwei, były wiceprzewodniczący Stałego Komitetu Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych powiedział, cytowany podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Dalian w zeszłym tygodniu: "Nasza wersją amerykańskiego kryzysu subprime jest ogromne zadłużenie samorządów, które może spowodować kryzys".

Ale to nie jedyne zmartwienie. W ubiegłym tygodniu Komisja Nadzoru Bankowego Chin ostrzegła banki, aby wstrzymała promowanie łatwo dostępnych kredytów, oferowanych zwłaszcza przez pośredników, często przez internet bez dokładnego badania zdolności kredytowej.

To tak zwane szybkie pożyczki często oprocentowanie powyżej 25%. Jak podaje marketwatch.com, szacuje się, że już prawie 3 biliony juanów (470 miliardów dolarów) zostało udzielone w formie pozabankowej. 

Kredyty udzielane po wyższych od oficjalnych stopach procentowych to świetny interes. Co jest dobre dla jednych, staje się problemem dla innych. Jak podaje marketwatch,com, tylko jeden bank, Credit Suisse, odnotował  w pierwszej połowie 2011 roku wzrost ryzykownych kredytów do poziomu 4,9%. Rok temu było to 1%. A w kolejce są kolejne.