O tym, że rząd chce, aby projekt budżetu na 2012 rok trafił do Sejmu wiosną, premier poinformował w miniony piątek w Brukseli. Jeśli propozycja zostałaby zrealizowana, budżet miałby być uchwalony jeszcze przed wakacjami. Tusk przekonywał, że ze względu na październikowy termin wyborów oraz rozpoczynającą się 1 lipca polską prezydencję - dobrze byłoby przyjąć ustawę budżetową wcześniej.

Reklama

"Na dzień dzisiejszy nie widzę takiej możliwości" - powiedział w środę PAP Żelichowski. Polityk wskazuje, że wyniki realizacji budżetu za pierwszy kwartał 2010 roku będą znane dopiero w maju, a za pierwsze półrocze dopiero w lipcu. A - jak zaznaczył - są one konieczne, żeby konstruować plany wydatków państwa na przyszły rok.

Przypomniał, że nie została jeszcze uchwalona i podpisana ustawa dotycząca OFE, a jeśli prezydent zdecydowałby się np. ją zawetować, oznaczałoby to, że w kasie państwa brakuje miesięcznie 2 mld zł. "Jeżeli prezydent nie podpisze tej ustawy w takim terminie, żeby można było te 2 mld zł zaoszczędzić co miesiąc, to trzeba nowelizować budżet. Trudno tworzyć nowy budżet, jeśli być może tegoroczny trzeba będzie zmieniać" - podkreślił Żelichowski.

Zaznaczył, że w planie prac Rady Ministrów na pierwsze sześć miesięcy tego roku nie ma takiej pozycji jak przyjmowanie projektu budżetu. "Tak samo możemy rozmawiać, ile diabłów mieści się na końcu szpilki" - stwierdził. "Tego się nie da zrobić, musiałby to być chyba jakiś budżet wieloletni. Do tej pory taka sytuacja u nas nie miała miejsca" - wtóruje Żelichowskiemu wiceszef resortu gospodarki, poseł PSL Mieczysław Kasprzak.

W jego ocenie, gdyby do konstruowania budżetu przyjąć wskaźniki z wiosny, plan przychodów i wydatków państwa byłby prowizorką. Jak tłumaczył, przez pół roku sytuacja makroekonomiczna może się diametralnie zmienić, dlatego inne od założonych mogłyby być również np. wpływy.

Kasprzak zastanawia się, czy propozycja premiera nie była tylko "rzuconym hasłem", aby wysondować, jaka będzie na nią reakcja. "Dla mnie (uchwalenie budżetu przed wakacjami - PAP) jest nierealne. Niech to będzie nawet miesiąc później, ale niech ten budżet będzie realny, bo później będziemy trzy razy go nowelizować. Stronnictwo nie będzie popierać takiego działania" - powiedział PAP poseł.

Również wiceszef sejmowej komisji finansów publicznych Jan Łopata (PSL) uważa, że przyjęcie rozwiązania zaproponowanego przez szefa rządu byłoby ewenementem; poseł nie kryje, że mocno się zdziwił, gdy usłyszał o tym pomyśle. "Dla mnie, członka komisji finansów publicznych, to zaskoczenie i to niemałe" - przyznał w rozmowie z PAP polityk.

Łopata ocenił, że realizacja tej koncepcji nastręczałaby wiele problemów technicznych. "Przecież sprawozdanie z budżetu 2010 będziemy robili, zgodnie z harmonogramem, w czerwcu-lipcu" - zwrócił uwagę. Przewiduje też, że PO nie będzie na siłę starała się forsować tego pomysłu, bo gdyby PSL sprzeciwiło mu się w rządzie, mogłoby się tak stać również w Sejmie.

Reklama

Także Sławomir Neumann (PO) z komisji finansów publicznych uważa, że uchwalanie budżetu przed wakacjami to "dość karkołomne zadanie". Podziela opinię, że projekt taki byłby narażony na to, że wskaźniki, na których byłby oparty, mogłyby nie być do końca trafione. "Czy da się to zrobić dobrze? Oczywiście można przyjąć w dużym uproszczeniu budżet, bo to nie jest jakiś kłopot, to jest kwestia przyjęcia odpowiednich wskaźników na wyjściu. Ale one będą bardziej przewidywalne, czy znane w II połowie roku" - powiedział PAP polityk.

Jego zdaniem projekcja budżetu przygotowywana wiosną będzie obarczona ryzykiem nietrafienia we wskaźniki, szczególnie dotyczące inflacji, wzrostu gospodarczego czy rynku pracy. Poseł dodał, że taki projekt budżetu należałoby konstruować w bardzo konserwatywny sposób.