Enter Air to pierwsza polska linia lotnicza, która zdecydowała się na taki krok, ale druga na świecie. W czwartek wysłanie wniosku o rekompensatę finansową za uziemienie samolotów zapowiedział Lasse Sandaker-Nielsen, rzecznik Norwegian Air Shuttle, trzeciej największych linii niskobudżetowej w Europie.

Polska linia podjęła taką decyzję, mimo, że tego rodzaju samoloty stanowią obecnie 10 proc. jej floty, a nie jak w przypadku Norwegiana znaczą część (ma ich 18).

- Oczywiście planujemy wystąpić o odszkodowanie. Jesteśmy w stałym kontakcie z Boeingiem i liczymy, że zapewni nam 100 proc. bezpieczeństwo użytkowania tych samolotów. 737 MAX 8 jest zbudowany na platformie najlepszego samolotu w historii, czyli B737 i takie problemy są nieakceptowalne. Każdą maszynę można usprawnić i doprowadzić do perfekcji, tak było ze wszystkimi samolotami w historii – podkreśla Grzegorz Polaniecki, członek zarządu Enter Air.

Polaniecki przyznaje, że jak na razie firma sobie radzi z powodu uziemienia samolotów. Jest to możliwe, bo w branży turystycznej mamy w tej chwili niski sezon. Ten jednak już wkrótce się kończy i wówczas problem stanie się znaczący.

Pojawia się też pytanie, co z sześcioma kolejnymi Boeingami, które zamówił Enter Air. Jak dowiedział się DGP, na razie firma nie rezygnuje z ich dostaw. Tłumaczy, że jest jeszcze na to czas. Pierwszy samolot ma dotrzeć w 2020 r.

Przewoźnik narodowy PLL LOT, choć ma w swojej flocie 5 samolotów Boeing 737 MAX 8, nie chce na razie deklarować wystąpienia z odszkodowaniem do amerykańskiego producenta.

- Czasowo wyłączone z operacji samoloty zastąpiliśmy wyleasingowanymi samolotami – m.in. Boeingami 737-800 NG. Nasz dział operacyjny robi wszystko, by wszystkie rejsy odbywały się zgodnie z rozkładami. Sprawa kosztów to wewnętrzna sprawa spółki. Chętnie będziemy o niej mówić, gdy uziemione na całym świecie MAX-y zaczną ponownie latać – komentuje sytuację Jakub Piotr Panek, ekspert ds. public relations w Polskich Liniach Lotniczych LOT