Tylko 20 dni zapasów, czyli znacznie mniej niż u sąsiadów
Jak ujawnił premier Jonas Gahr Støre w rozmowie z Aftenposten, strategiczne rezerwy paliw w Norwegii wystarczają na około 20 dni. Na tle regionu to bardzo niski wynik. Dla porównania: Szwecja i Finlandia utrzymują zapasy nawet na 90 dni, a wiele państw UE dąży do podobnego poziomu bezpieczeństwa energetycznego. Tak duża różnica pokazuje, że norweski model oparty na bieżącej produkcji może nie wystarczyć w sytuacjach kryzysowych.
Praca zdalna jako sposób na oszczędzanie paliwa
Rząd analizuje różne scenariusze, a jednym z nich jest szerokie wprowadzenie pracy zdalnej. Celem takiego rozwiązania nie jest wygoda pracowników, ale ograniczenie zużycia paliw. Mniej dojazdów oznacza:
- mniejsze zapotrzebowanie na paliwa transportowe,
- ograniczenie ruchu drogowego,
- większą kontrolę nad zużyciem energii w krótkim czasie.
To narzędzie, które było szeroko stosowane podczas pandemii, teraz wraca w zupełnie innym kontekście – jako element bezpieczeństwa energetycznego.
Rekordowy eksport i jednocześnie problem w kraju
Sytuacja staje się jeszcze bardziej zaskakująca, gdy spojrzymy na dane eksportowe. Według statystyk Statistics Norway w marcu 2026 roku Norwegia sprzedała za granicę aż 56,6 mln baryłek ropy. To wzrost o ponad 27 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. Średnia cena baryłki wynosiła około 97 dolarów, co przełożyło się na rekordowe wpływy do budżetu.
Najwięksi odbiorcy to głównie kraje europejskie:
- Wielka Brytania
- Niemcy
- Holandia
Gaz ziemny trafia również do szerokiego grona odbiorców, w tym do Polski, gdzie po uruchomieniu Baltic Pipe Norwegia odpowiada za około jedną trzecią importu tego surowca.
Błędne założenia sprzed lat
Premier nie ukrywa, że obecna sytuacja jest efektem wcześniejszych decyzji strategicznych. "Jako kraj wydobywający surowce polegaliśmy na ciągłości produkcji i bliskości własnych rafinerii. W czasach stabilizacji uznawano to za wystarczające zabezpieczenie, co pozwoliło na utrzymywanie niskich stanów magazynowych" – tłumaczył szef rządu.
Przez lata zakładano, że własne zasoby i infrastruktura wystarczą, by zapewnić bezpieczeństwo. Kryzys pokazał jednak, że to podejście ma poważne ograniczenia.
Globalne napięcia obnażyły słabości systemu
Na sytuację Norwegii wpływ mają także wydarzenia międzynarodowe. Blokada Cieśnina Ormuz oraz napięcia na Bliskim Wschodzie doprowadziły do gwałtownych wzrostów cen ropy i zakłóceń w dostawach.
W efekcie okazało się, że:
- kraj nie ma wystarczających zapasów gotowych paliw,
- infrastruktura magazynowa jest ograniczona,
- system oparty na bieżącej produkcji nie sprawdza się w kryzysie.
Norweskie media podkreślają, że mimo rekordowych dochodów z eksportu, państwo może mieć trudności z zapewnieniem stabilnych dostaw dla własnych obywateli.
Paradoks energetyczny Europy
Przypadek Norwegii pokazuje szerszy problem, z którym mierzy się Europa. Nawet kraje bogate w surowce mogą być podatne na zakłócenia, jeśli ich systemy nie uwzględniają scenariuszy kryzysowych. Eksperci od lat wskazują, że bezpieczeństwo energetyczne opiera się na kilku filarach:
- odpowiednio dużych rezerwach,
- dywersyfikacji dostaw,
- sprawnej infrastrukturze magazynowej,
- ograniczaniu zużycia w sytuacjach kryzysowych.
Norwegia, mimo swojej pozycji eksportera, musi teraz nadrobić zaległości w jednym z tych obszarów.
Co dalej? Możliwe zmiany dla mieszkańców
Jeśli sytuacja nie ulegnie poprawie, wprowadzenie pracy zdalnej może być tylko jednym z elementów szerszego planu. W grę mogą wchodzić także inne działania ograniczające zużycie paliw. Na razie rząd analizuje scenariusze, ale jedno jest pewne – model oparty wyłącznie na bieżącej produkcji przestaje być wystarczający. Dla mieszkańców oznacza to możliwe zmiany w codziennym funkcjonowaniu.