Do końca października wydano 1,5 mln oświadczeń dla pracowników ze Wschodu. 1 mln 458 tys. dotyczyło Ukraińców. To kolejny rekord, który pokazuje, że przybysze zza wschodniej granicy nie zwalniają tempa w staraniach o możliwość pracy w Polsce. W całym zeszłym roku zarejestrowano 1,3 mln oświadczeń (1,26 mln dla Ukraińców).

Według wiceministra pracy Stanisława Szweda w dwóch ostatnich miesiącach roku tempo starań o oświadczenia może jeszcze przyspieszyć. Powód: zmieniające się od nowego roku przepisy. Za oświadczenia, które dziś są bezpłatne, trzeba będzie zapłacić 30 zł od sztuki. Dlatego może się okazać, że finalnie w ciągu roku zostanie zarejestrowanych od 1,8 mln do 2 mln oświadczeń.

Sama ich liczba nie oddaje skali imigracji zarobkowej w naszym kraju. Jak wynika z szacunków resortu pracy i demografów, z zarejestrowanych oświadczeń wykorzystywanych jest ok. 60 proc. Z drugiej strony należy doliczyć osoby, które otrzymują zezwolenie na pracę. Tu również jest trend wzrostowy. Do połowy roku wydano ich 108 tys. W całym zeszłym roku było ich 121 tys. Także w tej kategorii przeważają Ukraińcy. Przypada na nich ponad 80 proc. zezwoleń.

– W tej chwili imigrantów z Ukrainy może być na rynku pracy do 700 tys., ale latem, w szczycie sezonu, mógł to być nawet milion osób – mówi prof. Maciej Duszczyk, demograf.

Taka liczba powinna skłaniać rząd do jak najszybszego wypracowania nowej strategii migracyjnej. Jest ona wymieniona jako jedno z działań w Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju opracowanej w ubiegłym roku przez ówczesnego wicepremiera Mateusza Morawieckiego. Do tej pory był z tym jednak kłopot.

Już rok temu pisaliśmy w DGP o planach stworzenia systemu ułatwień dla pracowników ze Wschodu i stworzenia dla obywateli Ukrainy rozwiązania na kształt zielonej karty. Miało to pozwolić im osiedlać się na stałe razem z rodzinami w Polsce. Z punktu widzenia krajowych firm miał to być sposób na łagodzenie bieżących problemów ze znalezieniem rąk do pracy.

Z naszych informacji wynika, że do tej pory hamulcowym w rządzie był głównie resort spraw wewnętrznych, a do przygotowania ułatwień parł resort rozwoju. – Premier jest świadomy problemów demograficznych. W exposé mówił o przyciąganiu rodaków z emigracji czy otwieraniu się na repatriantów. Do tego potrzebne jest stworzenie polityki migracyjnej dla obywateli np. ukraińskich – mówi nasze źródło z rządu.

Temat był już w przeszłości omawiany na Komitecie Ekonomicznym Rady Ministrów, ale jak do tej pory za słowami nie poszły czyny. Głównie chodzi o zmianę modelu imigracji z krótkookresowej na długookresową. – Powinna obowiązywać zasada nagradzania za uczciwość. Jeśli imigrant przez kilka lat przyjeżdża do Polski, płaci podatki i składki, to powinno się go traktować jak Polaka, łącznie ze ścieżką obywatelstwa. Jeśli imigrant pracował kilka lat bez żadnych kłopotów, to powinien mieć pełne dopuszczenie do rynku pracy bez zezwoleń i status rezydenta w UE – mówi prof. Duszczyk.

O stworzenie stabilniejszych warunków życia dla pracowników migrujących do Polski od dawna apelują organizacje pracodawców. Wśród parlamentarzystów nie ma już takiej zgodności. Wątpliwości co do obecności Ukraińców na naszym rynku pracy otwarcie zgłasza Kukiz’15. – Ja twierdzę, że utrata 2,5 mln Polaków to dla Polski tragedia, tymczasem pan chce uzupełniać braki na rynku pracy, zapraszając tu kolejny 1 milion czy 2 mln obywateli Ukrainy, i to bez żadnej dyskusji o skutkach społeczno-ekonomicznych takiej emigracji, np. dla ZUS, który przecież już jest bankrutem – mówił podczas debaty pod exposé Mateusza Morawieckiego lider ruchu Paweł Kukiz.

– Liczba Ukraińców w Polsce może stanowić problem polityczny tylko dla ludzi, którzy nie mają pojęcia o migracji – uważa prof. Duszczyk.

Na razie trudno mówić o problemie. Ukraińcy uzupełniają głównie braki na rynku pracy. Potwierdza to pośrednio także resort rodziny. „Mocno widoczna jest presja pracodawców na pozyskiwanie siły roboczej z zagranicy. Wypełnianie coraz częściej pojawiających się luk podażowych na polskim rynku pracy imigrantami zarobkowymi ułatwia przedsiębiorcom prowadzenie działalności” – zauważa resort pracy w odpowiedzi na nasze pytania w tej kwestii.

Obecnie pracownicy ze Wschodu, głównie Ukrainy, stanowią 4–6 proc. aktywnych zawodowo. Resort rodziny zwraca uwagę, że zapotrzebowanie na pracę cudzoziemców rośnie w większości branż, szczególnie silny wzrost odnotowywany jest w budownictwie, transporcie i przetwórstwie przemysłowym. Coraz częściej zatrudnienie obcokrajowców odbywa się przez agencje pracy tymczasowej. Najczęściej są to prace krótkoterminowe, które wymagają raczej siły fizycznej niż specjalistycznych umiejętności. Ale rosnące zainteresowanie imigrantami widać także w branżach wymagających wysokich kwalifikacji, np. informatycznych.

– Imigranci pełnią rolę uzupełniającą luki w zatrudnieniu. Nie wypychają Polaków z ich miejsc pracy – zauważa ekonomista Maciej Bukowski, prezes Europa WISE.

Pracodawcy zwracają z kolei uwagę, że schemat imigrant – tańszy pracownik powoli odchodzi do historii. Powód: pracownikom trzeba rekompensować koszty przyjazdu, noclegów itp. – Pracodawcy muszą dołożyć pieniędzy, by zatrudnić pracownika ze Wschodu. To przestaje być optymalizacją kosztową, a staje się koniecznością, bo Polaków nie ma – zauważa Andrzej Kubisiak z Work Service.

ROZMOWA ze Stanisławem Szwedem, wiceministrem rodziny, pracy i polityki społecznej

Jest ostry sprzeciw związków wobec zaniżaniu płac

DGP: Jaki jest sens wprowadzania od 1 stycznia limitowania liczby obcokrajowców w drodze rozporządzenia – np. w poszczególnych regionach czy branżach? Taką możliwość dają rządowi nowe przepisy. Czy ministerstwo zamierza z nich korzystać?

Stanisław Szwed: Na razie takich planów nie ma i nie ma rozporządzenia, które wprowadzałoby takie limity. Ale uważam, że takie rozwiązanie jest potrzebne, dlatego jest w ustawie przewidziana taka możliwość. Jeżeli będziemy widzieć, że w danym regionie albo branży jest nadmiar pracowników, będziemy mogli wprowadzać ograniczenia. W zakładach pracy jest ostry sprzeciw związków zawodowych przeciwko zaniżaniu płac. Skarżą się, że pracodawcy traktują Ukraińców jak tanią siłę roboczą, a to psuje im negocjacje o podwyżki. Ostatnio taka sytuacja miała miejsce w jednej z firm. Związki zawodowe chciały negocjować podwyżki. Tymczasem pracodawca załatwił sobie tańszych pracowników z Ukrainy za pośrednictwem agencji zatrudnienia, a Polacy, którym warunki nie odpowiadały, mogli albo zostać na starych zasadach, albo zwolnić się z pracy. Często polscy pracownicy są wypychani do pracy za granicę, zwłaszcza do miejscowości przygranicznych. Tak się dzieje, gdy polski pracodawca nie chce im podwyższyć pensji, bo wie, że na miejsce pracownika znajdzie tańszego obcokrajowca. To jest błędne koło.