Wśród 15,7 mln Polaków pracujących w III kw. zaledwie 187 tys. (1,2 proc.) rozglądało się za firmami, w których mogliby więcej zarobić. To aż o ponad 20 proc. mniej niż przed rokiem. Co więcej, tak małej liczby pracowników szukających lepiej płatnej pracy nigdy wcześniej nie było. Takie wnioski płyną z badań aktywności ekonomicznej ludności prowadzonych przez GUS.

Co ciekawe, nawet w 2002 r., gdy bez pracy pozostawało 19 proc. osób, czyli znacznie więcej niż obecnie, za nowym etatem rozglądała się większa liczba, bo aż 640 tys. pracujących. To prawie trzyipółkrotnie więcej niż dzisiaj. Skąd ta zmiana zachowań? Zamiast szukać nowego zajęcia, pracownicy dbają teraz o te etaty, które mają. Bo powszechna jest wiedza, że od dłuższego już czasu pracodawcy tną koszty i na ogół nie podkupują pracowników, ponieważ kolejka chętnych do pracy jest bardzo długa.

Przy tym ci, którzy zmieniali pracę wielokrotnie, zdają sobie sprawę z tego, że nie zawsze wychodziło im to na dobre. A jeśli nawet otrzymali wyższe wynagrodzenie, to często się nim długo nie cieszyli, ponieważ gdy pojawiały się kłopoty finansowe w nowej firmie, byli pierwsi do zwolnienia, choćby ze względu na krótki staż. A osób, które wielokrotnie zmieniały pracę, jest bardzo dużo. Co roku tylko w firmach zatrudniających ponad dziewięciu pracowników zwolnienia obejmują 1,6–1,7 mln osób, a więc ok. 10 proc. ogółu pracujących.

– Chętnych do szukania lepiej płatnego zajęcia jest mniej także dlatego, że pracodawcy znacznie częściej niż kiedyś zatrudniają pracowników na czas określony – podkreśla Karolina Sędzimir z PKO BP. Potwierdzają to dane statystyczne. Na umowy terminowe pracuje obecnie ponad 3,3 mln osób, a więc 27 proc. pracowników najemnych. W 2002 r. wskaźnik ten był zdecydowanie niższy i wynosił 16 proc. Pracownicy na takich umowach są w znacznie gorszej sytuacji od osób zatrudnionych na czas nieokreślony, bo na przykład ewentualne rozstanie z nimi jest dla pracodawcy dość łatwe i szybkie – wypowiedzenie trwa tylko dwa tygodnie.

Do szukania lepiej płatnego zajęcia zniechęca również to, że mało jest ofert pracy, które pojawiają się na rynku. W końcu września było ich w pośredniakach tylko 50,5 tys., a na każdą propozycję zatrudnienia przypadało aż 41 bezrobotnych. Co ważne, w ofertach tych dominowały propozycje wynagrodzeń równe płacy minimalnej, a na pewno znacznie niższe od średniej krajowej.

– Ponadto nie ma już obecnie, tak jak jeszcze przed dekadą, dużych różnic w wysokości wynagrodzeń na tych samych stanowiskach w różnych firmach – komentuje prof. Urszula Sztanderska z Uniwersytetu Warszawskiego. W tej sytuacji trudno znaleźć dużo lepiej płatną pracę. Są jednak osoby, które mają szansę na wyższe pensje. Dotyczy to głównie specjalistów w zawodach deficytowych, np. informatyków czy fachowców od logistyki, których wciąż jest za mało w stosunku do potrzeb. Inni decyzję o ewentualnej zmianie pracy muszą odkładać na później, do czasu gdy gospodarka mocno się rozpędzi i w efekcie rynek pracodawcy zastąpi rynek pracownika.