W ciągu roku o ponad 6 proc. wzrosło bezrobocie wśród osób po 50. roku życia. Pod koniec października było ich 411 tys. – wynika z najnowszych danych GUS. Paradoks polskiego rynku pracy polega na tym, że w tym samym czasie bezrobocie wśród osób do 25. roku życia spadło o 0,7 pkt proc. A to właśnie z brakiem pracy dla młodych nie może sobie poradzić przeżywająca kryzys Europa. U nas jednak rzesza bezrobotnych starszych pracowników jest większa od 401-tysięcznej grupy absolwentów bez zajęcia.

Przyczyniło się do tego ukrócenie masowego przechodzenia na wcześniejszą emeryturę. To, co okazało się zbawienne dla finansów państwa, spowodowało problem na rynku pracy. – Szybszy wzrost liczby bezrobotnych po 50. roku życia wynika z likwidacji wcześniejszych emerytur w 2009 r. – potwierdza prof. Elżbieta Kryńska z Uniwersytetu Łódzkiego.

A pracodawcy nie chcą się z nimi wiązać na dłużej. Jak ocenia prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny z UW, jeśli przedsiębiorcy nie mają wystarczającej liczby zamówień, to nie rezygnują z 30-letnich pracowników, bo mogliby ich nie odzyskać przy poprawie koniunktury. – Mniej ryzykowne jest rozstanie ze starszymi osobami, na ich miejsce łatwo znaleźć pracowników 40-letnich – tłumaczy Czapiński. A Karolina Sędzimir, ekonomistka PKO BP, dodaje, że wśród pracodawców obowiązuje przekonanie, że starsi pracownicy są drożsi i mniej wydajni.

Próba zaradzenia tej sytuacji, jaką było wprowadzenie programu „Solidarność pokoleń 50 +”, okazała się mało skuteczna. I wielką barierą przy zatrudnianiu starszych pracowników jest to, co teoretycznie powinno im pomagać: czteroletni okres ochronny przed emeryturą. – Gdy pracownicy zbliżają się do tego okresu, część pracodawców rozstaje się z nimi, bo nie chce mieć problemów z ich zwolnieniem przy pogorszeniu się sytuacji finansowej firmy – wyjaśnia Sędzimir.

Jeżeli tego rodzaju bariery będą funkcjonowały nadal, starsi pracownicy boleśnie mogą odczuć podwyższenie wieku emerytalnego do 67 lat. – Bez wątpienia będzie przybywać bezrobotnych po pięćdziesiątce – twierdzi prof. Kryńska. Jak wielu, będzie zależało od koniunktury gospodarczej. Jeśli będzie dobra, pozwoli utrzymać miejsca pracy, choć trudno liczyć, aby ich przybywało przy gwałtownie rosnącej wydajności.

Jednak na dłuższą metę sytuacja starszych pracowników powinna się poprawić, bo zaczną zastępować młodszych. – Nie będzie gwałtownych zmian po wydłużeniu wieku emerytalnego. Społeczeństwo się starzeje i będzie pracowało coraz mniej młodych. Gdyby nie wydłużono lat pracy, to w 2025 r. byłoby o milion osób mniej aktywnych zawodowo niż obecnie – przekonuje Piotr Lewandowski, ekspert z Instytutu Badań Strukturalnych.