Szczególnie mocno wahnięcia walutowe dotknęły jedną grupę: to ludzie, którzy wzięli kredyty we frankach szwajcarskich. Wczoraj wieczorem waluta szwajcarska warta była 2,52 zł. Jeszcze tydzień temu płacono za nią 2,30 zł, miesiąc temu 2,06 zł. Łatwo policzyć: ktoś, kto we wrześniu zapłacił 1500 zł raty, w październiku zapłaci 1834 zł. Ponad 300 zł więcej.

GRZEGORZ RZECZKOWSKI: Co się stało z naszą walutą? Złoty jeszcze niedawno rósł i rósł, a w ostatnich dniach spadł do poziomu nienotowanego od prawie dwóch lat.
PIOTR KUCZYŃSKI*: Przyczyną jest brak zaufania, jaki zagraniczni inwestorzy okazują tzw. rynkom wschodzącym, czyli takim krajom jak Węgry czy Ukraina. Dużą nerwowość wywołała gwałtowna podwyżka stóp procentowych, na którą zdecydował się w środę węgierski bank centralny. Podnoszenie stóp aż o 3 proc. to ruch, który wykonuje się w sytuacji, gdy gospodarce grozi załamanie. W konsekwencji w analizach sporządzonych przez zachodnie banki zaczęły pojawiać się już opinie, że rynki wschodzące stanęły na krawędzi przepaści. Więc nie ma się co dziwić, że nie tylko forint, ale i złotówka traci na wartości.

Ale przecież zagraniczni analitycy doskonale muszą zdawać sobie sprawę, że Polska to nie Węgry i że nasza gospodarka ma się dość dobrze.
To prawda, ale wolą się asekurować i na wszelki wypadek pozbywają się złotówek. Myślą mniej więcej w ten sposób: co prawda Polska radzi sobie dobrze z kryzysem i w sumie nie ma potrzeby z tego kraju uciekać, ale jak inni inwestorzy zaczną wyprzedawać złotówki, jej kurs i tak spadnie, więc poniesiemy straty. Dlatego działają według obowiązującej w zachodnich instytucjach finansowych zasady "w razie wątpliwości, sprzedawaj". To oczywiście nielogiczne, nierozsądne, ale cóż z tego. Takie są nastroje.

Jak bardzo złotówka może jeszcze stracić na wartości?
Nie jestem w stanie tego przewidzieć. To zadanie dla psychologa tłumu, a nie ekonomisty. Oby jak najmniej.

Spytam wprost: czy możliwe jest, że np. za franka szwajcarskiego trzeba będzie zapłacić 4 zł? To zrujnowałoby miliony ludzi.
To mało prawdopodobne, ale przełamanie bariery 3 zł za franka jest już bardzo realne. I tak mamy szczęście, bo gdyby inwestorzy rzucili się do kupowania franków, cena tej waluty wynosiłaby już 2,8 zł, a nie 2,5 zł. Poza tym moim zdaniem za dwa, trzy tygodnie sytuacja na światowych rynkach powinna się uspokoić i złoty będzie się umacniał. Powinniśmy odetchnąć. Ale nie ma się co łudzić, że złotówka osiągnie kurs sprzed kryzysu. To potrwa miesiące, a może nawet lata.

Co w tej sytuacji powinni zrobić właściciele mieszkań kupionych na kredyt? Uzbroić się w cierpliwość czy przewalutować pożyczkę na złotówkową?
Powinni zaczekać i nie ulegać panice.

Czy tylko posiadacze kredytów hipotecznych powinni się bać? Czy może zawirowania odczujemy wszyscy?
Odczujemy wszyscy, bo zdrożeją wszystkie importowane produkty – telewizory, odtwarzacze DVD czy samochody.

Co w tej sytuacji mogłoby pomóc naszej walucie? Interwencja NBP? Obniżenie stóp procentowych?
Tego typu ruchy tylko pogorszyłyby sytuację tak, jak to stało się na Węgrzech. Trzeba po prostu przeczekać tę burzę.

*Piotr Kuczyński jest głównym analitykiem firmy doradztwa finansowego Xelion