W Krajowej Szkole Administracji Publicznej trwają już prace nad nowym systemem oceniania. – Oceniane według niego będą nowe osoby przyjmowane do szkoły. W trakcie nauki trzy razy otrzymają specjalne arkusze z pytaniami na temat innych słuchaczy, a także personelu. Ten ostatni również będzie oceniał – zdradza nam jeden z pracowników KSAP. Dodaje, że cechy, które wyjdą zdecydowanie na plus słuchacza, zostaną wpisane do jego portfolio jako potwierdzone przez szkołę.

Znamy się tylko z widzenia

Z informacji, do jakich dotarliśmy, wynika, że departament służby cywilnej w kancelarii premiera jest bardzo zainteresowany tym, jak nowy system oceniania przyszłych absolwentów się sprawdzi. – Zapewniono nas, że te same rozwiązania mogą zostać przeniesione na cały korpus rządowych pracowników – potwierdza nasz informator z KSAP.

Eksperci są jednak podzieleni co do tego, czy ocena 360 stopni sprawdzi się w administracji państwowej. – Jej wprowadzenie proponowano już w 2008 r., gdy trwały prace nad projektem obecnej ustawy o służbie cywilnej. Wówczas w swojej opinii do projektu skrytykowałem pomysł – przyznaje dr Stefan Płażek, adiunkt z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Jego zdaniem wzajemne wystawianie sobie not może sprawdzać się w korporacjach, ale nie w administracji, która ma inne cele niż pomnażanie majątku firmy. – Mogą tu tworzyć się grupy urzędników, którzy będą celowo wystawiali innym negatywne oceny, aby ich wyeliminować – ostrzega Płażek.

Innego zdania jest prof. Bogumił Szmulik, radca prawny, ekspert ds. administracji publicznej. – Jak wygląda obecny system oceniania wprowadzony przez poprzednią ekipę rządzącą, sami dobrze wiemy. Sprowadza się do biurokracji i jest niewydolny. Nie wspomnę już o tym, że praktycznie wszyscy otrzymują pozytywne noty – komentuje. Uważa, że ocena 360 stopni jest dobrym rozwiązaniem, choć trzeba mieć świadomość, że w dużych departamentach ludzie znają się z widzenia, ale jeden o drugim nie wie zbyt wiele. To może utrudnić rzetelne wystawianie opinii.

Piętnowanie przez ocenianie

Część ekspertów ma wątpliwości co do tego, jak i do czego wykorzystywana będzie ocena okresowa. – Rząd powinien ją wprowadzić jako jeden z elementów pomagających w wyrobieniu sobie opinii, ale nie jako odrębną, definitywną ocenę. W przeciwnym wypadku mogę sobie wyobrazić sytuację, w której grupa zdemoralizowanych pracowników nie lubi jakiegoś uczciwego kolegi i robi wszystko, by doprowadzić do jego zwolnienia. Na przykład słynny w ostatnich dniach sygnalista mógłby zostać w takim systemie napiętnowany – zauważa prof. Krzysztof Kiciński, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

Podobnego zdania jest prof. Jolanta Itrich-Drabarek z Uniwersytetu Warszawskiego, autorka komentarza do ustawy o służbie cywilnej. – Nie lubię takiego stylu zarządzania. Wprowadzenie oceny 360 do administracji skutkowałoby rewanżyzmem albo laurkami wystawianymi wszystkim przez wszystkich – przestrzega. I stoi na stanowisku, że ocena pracowników korpusu powinna prowadzić do poprawiania efektywności i skuteczności działania urzędu.

Nieco inaczej na pomysł kancelarii premiera patrzą korporacje, które wdrażają ocenę 360 u siebie. – To bardzo zaawansowany model, wymagający dobrego przygotowania i dojrzałości organizacji. Można dzięki niemu pozyskać wiele informacji pozwalających trafnie ocenić, jak pracownik funkcjonuje nie tylko w relacji przełożony – podwładny, ale także w zespole czy w kontaktach z innymi działami – wylicza Dorota Szymańska z firmy szkoleniowej Falco. I zwraca uwagę, że ważną kwestią jest dobór takich kryteriów oceny, które dobrze oddają specyfikę pracy na danym stanowisku, a także przeszkolenie zarówno oceniających, jak i ocenianych. – By odnieść sukces, trzeba też dobrze przemyśleć to, jak będziemy wykorzystywać pozyskane informacje. Jeśli pracownicy mają angażować się w system opiniowania, to muszą dostrzegać jego pozytywne efekty – komentuje.

Wszyscy są najlepsi

Szef służby cywilnej Dobrosław Dowiat-Urbański w ubiegłotygodniowej rozmowie z DGP przyznał, że ostatnie zmiany w systemie not okresowych miały miejsce w 2015 r. i dopiero po dwóch cyklach oceniania można dyskutować nad innymi rozwiązaniami. Uwzględniając to, że urzędników opiniuje się co 2 lata, o ewentualnych zmianach można byłoby mówić dopiero po 2019 r.

Dowiat-Urbański na tę chwilę nie chce zmieniać oceny (ale też nie odżegnuje się całkowicie od reformy systemu w przyszłości), choć eksperci mocno krytykują ostatnią nowelizację w tym zakresie. Zwracają uwagę, że nadal prawie 100 proc. osób uzyskuje pozytywne noty. Dodatkowo system opiniowania jest mocno zbiurokratyzowany, a przełożeni często traktują obowiązek po macoszemu.